11 lipca 2018

11 lipca  1943 roku, tzw “Krwawa Niedziela” (prawosławne święto Piotra i Pawła): “Oddziały UPA wchodzące w skład Północno-Zachodniego OW „Turiw”, przy aktywnym wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej zorganizowanej w tzw. Samooboronne Kuszczewyje Widdiły, 11 lipca 1943 r. o świcie otoczyły i zaatakowały uśpione wsie i osady polskie jednocześnie w trzech powiatach: kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Doszło do nieludzkich rzezi i zniszczenia; ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni – płonęły polskie wsie. Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach. Na przykład, akcję w pow. Włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich (na zachód od Porycka), w rejonie Marysin, Dolinka, Lachów oraz w rejonie Zdżary, Litowieeż, Grzybowica. Na cztery dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków./…/ W rozmowach uspokajali Polaków, aby się niczego nie obawiali, gdyż nikt im nie zrobi krzywdy, zaś opuszczenie wsi świadczyć będzie o tym, że są wrogami Ukraińców. Rzeź rozpoczęła się około godz. 3-ciej rano 11 lipca 1943 r. od polskiej wsi Gurów obejmując swoim zasięgiem Gurów Wielki, Gurów Mały, Wygrankę, Zdżary, Zabłoćce, Sądową, Nowiny, Zagaje, Poryck, Oleń, Orzeszyn, Romanówkę, Lachów, Gucin i inne /podkr. – S. Ż./. O rozmiarach zbrodni dokonanych w powiecie włodzimierskim świadczą następujące dane: we wsi Gurów na 480 Polaków ocalało tylko 70 osób, w Porycku wymordowano prawie całą ludność polską – ponad 200 osób, w kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków, we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem, w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu. Zabójstwa dokonywano z wielkim okrucieństwem. Wsie i osady polskie ograbiono i spalono. /…/ Po dokonanej masakrze do wsi na furmankach wjeżdżały grypy rabunkowe, złożone głównie z kobiet, i zabierały wszystko, co pozostało po zamordowanych Polakach, od odzieży do elementów budowlanych. Po kilku dniach, gdy wszystko się uspokoiło i niektórzy ocaleli Polacy wracali do wsi, oddziały UPA ponownie atakowały wieś, mordowały Polaków i paliły budynki.” (Władysław Filar: Wołyń w latach 1939 – 1944, w książce Przed Akcją „Wisła” był Wołyń, Warszawa 1997).

W kol. Antonówka Sileńska pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 4 Polki, w tym matkę z córką.

W majątku Biskupicze Górne pow. Włodzimierz Wołyński 15-osobowa banda „ukraińskich partyzantów” pod dowództwem Stepana Stolaruka ogłosiła, że będzie dokonany spis ludności i zostaną wydane nowe dokumenty. Zamieszkałe w majątku rodziny – oddzielnie mężczyźni, oddzielnie kobiety z dziećmi – były kolejno przyprowadzane do jednego z domów i tam mordowane siekierami. Dom został następnie podpalony. Tak zamordowali 70 Polaków, po majątku obecnie nie ma śladu (Siemaszko…, s. 857).

W kol. i wsi Biskupicze Górne pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy spędzili Polaków do budynku szkolnego, gdzie ich wymordowali przy pomocy siekier, noży i innych narzędzi – co najmniej 20 osób, potem budynek szkolny z zabitymi i rannymi spalili.

We wsi i w majątku Biskupicze Szlacheckie pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka mieszkających tutaj rodzin polskich oraz kilku pracowników majątku, liczby ofiar nie ustalono.

W kolonii Boża Wola pow. Włodzimierz Wołyński „banderowcy żywcem wrzucili do studni Antoniego Stelmacha i dwunastu innych młodych chłopców, którzy ponieśli śmierć przez utonięcie bądź od kamieni wrzuconych do studni” (informacja Feliksa Budzisza różni się od podanej przez W. i E. Siemaszko na s. 914, którzy stwiedzają, że w 1943 roku sąsiad Ukrainiec zabił żonę Antoniego Stelmacha z trojgiem dzieci oraz została zamordowana przez Ukraińców Maria Fornal z dwojgiem dzieci).

W kol. Brzezina gmina Chotiaczów pow. Włodzimierz Wołyński 11 i 12 lipca 1943 roku Ukraińcy wymordowali Polaków, liczby ofiar nie ustalono.

W kol. Brzezina gmina Grzybowica pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali Polaków w tej polskiej kolonii, tylko kilku osobom udało się uciec do Sokala, liczby ofiar nie ustalono.

We wsi i kolonii Bubnów pow. Włodzimierz Wołyński nie jest znana liczba ofiar, wiadomo, że we wsi zamordowany został kowal.

We wsi Bużanka pow. Włod0zimierz Wołyński upowcy zamordowali 14 Polaków (trzy  rodziny).

We wsi Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, imiennie znana jest tylko 3-osobowa rodzina. „Kilka dni po pogromie ok. 15 lipca, do miasta przywieźli całą rodzinę z Chobułtowej. Ciała tych 7 osób widziałem osobiście, były wręcz nieludzko zmasakrowane, złożone na placu niedaleko stacji kolejowej wciąż przyciągały kolejnych ciekawskich. Moją uwagę od razu przykuły straszne cierpienia, jakie zadano tym ludziom: mieli poodcinane nosy, wydłubane oczy, a oczodoły zapchane sianem i słomą. Kobiety miały poodcinane piersi i porąbane nogi. Wywarło to na mnie niezatarte wrażenie, czułem wielki, piekący ból, przez kilka dni miałem nawet kłopoty z jedzeniem.” (Wspomnienia Romana Szymanek z wsi Kohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944; spisał Sławomir Tomasz Roch; w:

http://wolyn.org/wolyn-wola-o-prawde/156-wspomnienia-romana-szymanka-ze-wsi-kohylno-w-pow-wodzimierz-woyski-na-woyniu-1939-1944.html).

W osadzie Chrynów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali w kościele i wokół  kościoła podczas ucieczki około 150 Polaków; w tym zastrzelili księdza Jana Kotwickiego. Wspomina pan Zygmunt Abramowski: „Dnia 11 lipca 1943 r. służyłem do mszy świętej o godz. 9.00. Ksiądz Jan Kotwicki zaniepokojony również wytworzoną sytuacją, bez kazania odprawił szybko mszę świętą i powrócił na plebanię. Ludność wyszła z kaplicy i niebawem zaczęła powracać strwożona, że posterunki banderowców nie pozwalają jej powrócić do domów, zawracając z powrotem do kaplicy. Dodatkowo zaczęła jeszcze przybywać następna ludność na sumę na godz. 11.00. /…/ Ksiądz rozpoczął sumę. Ja z moim kolegą Jankiem Żebrowskim, stanęliśmy za drzwiami kaplicy, które otwierały się do wewnątrz. W kaplicy, razem z ludnością zawróconą z poprzedniej mszy świętej, było około 200 osób, przeważnie kobiet i dzieci. Po podniesieniu zauważyłem, stojąc obok drzwi, podejrzany ruch. Zobaczyłem, że kilku banderowców ustawiło ręczny karabin maszynowy typu Diechtiarewa i poczęli strzelać do ludzi seriami i z pojedynczych karabinów; rzucono również dwa granaty, które jednak nie wybuchły. Schowałem się z kolegą za grube drzwi kapliczne. W świątyni zaś zaczął się popłoch i wrzask rannych. Ludzie zaczęli uciekać drzwiami bocznymi obok zakrystii i chóru. Kaplica jednak była otoczona szczelnie i bez przerwy rozlegały się strzały. W świątyni, bez przerwy ostrzeliwanej z rkm-u i broni pojedynczej, trwał krzyk, jęki i rozdzierający uszy wrzask dzieci. Ksiądz od ołtarza, w szatach liturgicznych, wraz z innymi kobietami uciekał przez zakrystię, ale na zewnątrz wszyscy zostali zabici. Ojciec mój, który był organistą, uciekał z ludźmi przez drzwi przy chórze. Banderowski bandyta podbiegł i czterokrotnie strzelał do ojca, na szczęście był to niewypał i ojciec zdołał uciec. Po jakimś czasie w kaplicy pozostali już tylko zabici i ranni. Banderowcy, widocznie czymś spłoszeni, wycofali się do lasu w pobliżu kaplicy.” ( Leon Karłowicz, Leon Popek: Śladami ludobójstwa na Wołyniu, Lublin 1998, str. 314-315).

W osadzie Czerniaków pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali ludność polską, ilość ofiar nie została ustalona

W kol. Dolinka pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

We wsi Dominopol pow. Włodzimierz Wołyński nocą uzbrojona bojówka UPA z Wołczaka wraz z okolicznymi chłopami ukraińskimi dokonała rzezi ludności. Do każdego polskiego domu wpadali Ukraińcy z siekierami, nożami, bagnetami. Po wymordowaniu zastanych w mieszkaniu, przeszukiwali zabudowania gospodarcze. Uciekających zdradzały ślady widoczne po strąconej rosie na trawie. Wymordowali całą wieś, ponad 220 Polaków. Domy polskie zajęli Ukraińcy (Siemaszko…, s. 950). Historyk  Sławomir Tomasz Roch spisał relacje świadków: „Marcel Mikulski: Ukraińcy zaczęli się gwałtownie dobijać do domu, krzyczeli przy tym: „Otwieraj bo i tak nie uciekniesz. Jak nie otworzysz porąbiemy drzwi!” Ponieważ nikt nie otwierał, włamali się do domu i bagnetami pokłuli dzieci Mikulskich. Zginęły wtedy: dwie dziewczynki lat około 12 i 10 oraz chłopiec lat około 8. Dzieci były pokłute w swoich łóżkach, widać stąd, że przerażone tą sytuacją, nawet nie próbowały uciekać tylko pochowały się głębiej w pościel. /…/ . Marcel widział także, jak Ukraińcy zakopywali ciała ich sąsiadów Traczyńskich, też brutalnie pomordowanych wcześniej. Z ukrycia rozpoznał ciała Weroniki lat ok. 35 i Aleksandra lat ok. 40 Traczyńskich oraz dwie ich dorosłe córki: Eugenię lat ok. 16 oraz druga Felicja lat ok. 14./…/ Bronisław Kraszewski ukrył się w pobliskich zaroślach i obserwował uważnie wieś. Wtedy zobaczył, jak w gospodarstwie Ewy i Antoniego Turowskich, Ukraińcy wyprowadzają z domu do sadu rodziców: Ewę i Antoniego oraz ich troje dzieci. Następnie na jego oczach zaczęli ich po kolei mordować. Na początku zamordowali dzieci, a potem rodziców. Tak pobitych zostawili w sadzie. /…/ Stanisław Uleryk, syn Władysława mówił: „Moja mama i moje rodzeństwo: siostry i brat wyszli z domu i udali się razem na naszą łąkę, aby wspólnie grabić suche siano. Nasza łąka była jeszcze bliżej Dominopola, tylko około 400 m, właśnie w tym czasie złapali ich Ukraińcy i zamordowali, a ja po tym mordzie uciekłem tu do miasta.”
Z mojej rodziny zginęli wtedy:
– Moi kochani rodzice Maria lat ok. 65 i Aleksander lat ok. 70 Turowscy, oraz moje rodzone siostry: Ewa lat ok. 40  i jej mąż Antoni Turowski lat ok. 42, ich dzieci: Ryszard lat ok. 13, Roman lat ok. 10  i Romualda lat ok. 4.
– Druga moja rodzona siostra Anna lat ok. 33 i jej mąż Franciszek Iwanicki lat ok. 35 oraz ich dzieci: Zbysław lat ok. 12 i Roman lat ok. 11.
– Trzecia moja rodzona siostra Stanisława lat ok. 35 oraz jej mąż Stanisław Iwanicki lat ok. 30 i jedna dziewczynka ok. 1,5 roczku, imienia nie pamiętam.
– Czwarta moja rodzona siostra Eugenia lat ok. 18, była jeszcze panną.
– Pierwszy rodzony brat Władysław Turowski lat ok. 30 i jego żona Weronika lat ok. 25  i ich dzieci: Alina lat ok. 3 oraz drugie dziecko – niemowlę około 1 roczku, wydaje mi się, że to był chłopczyk.
– Drugi rodzony brat Adam Turowski lat ok. 25 i jego żona Władysława lat ok. 20 oraz ich jedno dziecko – niemowlę 1 roczek, chłopczyk.
– Trzeci rodzony brat Edward lat ok. 16, był jeszcze kawalerem.
Razem z Władkiem i Weroniką mieszkała moja ciotka Katarzyna Majewska lat ok. 60. Wszyscy wyżej wymienieni, którzy należą do mojej najbliższej rodziny zostali prawdopodobnie bestialsko zamordowani wraz z innymi mieszkańcami Dominopola .Z całym prawdopodobieństwem ich szczątki do dziś spoczywają w obrębie naszego podwórka. Pragnę w tym miejscu wyrazić gorące pragnienie przeprowadzenia, jeśli to tylko możliwe, ekshumacji doczesnych szczątków byłych mieszkańców Dominopola i uroczystego przeniesienia ich na pobliski cmentarz. Byłabym bardzo szczęśliwa gdyby na grobach stanął symboliczny krzyż i mogło być odprawione nabożeństwo za zmarłych.
W Dominopolu zginęli także z mojej rodziny:
– Pierwszy mój stryj Adolf Turowski lat ok. 70 i jego żona Maria z domu Czyżewska lat ok. 65 oraz ich dzieci: syn Mikołaj lat ok. 40 i jego żona Dominika lat ok. 35 oraz ich troje malutkich dzieci, chłopcy i dziewczyny, imion niestety nie pamiętam. Mikołaj był gajowym w lesie Świnarzyńskim i mieszkał na skraju lasu.
– Córka Adolfa i Marii Adela Krawiec lat ok. 35 i jej mąż chyba Stanisław lat ok. 38 oraz ich dzieci: córka Bronisława lat ok. 25, druga córka Maria lat ok. 20 oraz syn lat ok. 13.
– Drugi mój stryj Julian Turowski lat ok. 60 i jego żona Maria lat ok. 55 oraz ich dzieci: córka Władysława lat ok. 30 i jej mąż Leon lat ok. 32, nie pamiętam ich nazwiska oraz ich dzieci: syn Antoni lat ok. 7.
–  Trzeci mój stryj Stanisław Turowski lat ok. 45 i jego żona lat ok. 35 oraz ich troje dzieci. Najstarszy syn pojechał do Niemiec na roboty, chyba to było w 1942 r.
– Moja cioteczna siostra Antonina Karagin lat ok. 23 i jej dwoje dzieci, imion nie pamiętam. Mąż Antoniny chyba Bolesław Karagin lat ok. 25, został przez Niemców zabrany na roboty jesienią 1942 r. Po wojnie wrócił jeszcze do Włodzimierza Wołyńskiego, ale co się z nim stało potem już nie wiem. W styczniu 2003 r. do moich rąk trafiła książka Władysława i Ewy Siemaszków.  Pragnę uzupełnić listę prawdopodobnych ofiar o tych, których jeszcze sobie przypominam.
1. Bernacki lat ok. 60 i jego żona lat ok. 55 i ich dzieci: chłopiec lat ok. 15 oraz żona syna Bernackiej po pierwszym mężu, Kazimierza Buczek lat ok. 25, żona pochodziła z Budek Osowskich. Rodzina Bernackich sąsiadowała przez miedzę z rodziną Szulakiewiczów. /…/
15. Pruchacki Władysław lat ok. 30 i jego żona Anna lat ok. 27 i ich troje małych dzieci: syn lat ok. 5 i dwie dziewczynki lat ok. 2 i 4. Pragnę potwierdzić, że w naszej wsi była rodzina o nazwisku Pruchacki, a nie Pluchacki, takich sobie nie przypominam. Władek był Czechem z Kupiczowa.
16. Rakowska Pelagia, wdowa lat ok. 64 i jej dzieci: córka Bożena Bielicka, wyjechała z mężem do Polski jeszcze przed wojną. Druga córka Maria wyszła za mąż do Turzyska i jej też nie było w wiosce w czasie pogromu. Trzecia córka Ewa lat ok. 22, wyszła za mąż za Stefana, nauczyciela w Dominopolu lat ok. 30, wydaje mi się, że dzieci jeszcze nie mieli. Ewa i Stefan zostali zamordowani w czasie rzezi.
17. Uleryk Władysław lat ok. 75 i jego żona lat ok. 70 i ich dzieci: dwóch synów: Stanisław lat ok. 30 i drugi lat ok. 25 oraz dwie córki, jeszcze panny lat ok. 19 i 17.
18. Uleryk lat ok. 65 i jego żona lat ok. 50 i ich dzieci: syn Stanisław Uleryk lat ok. 26 i jego żona Stanisława lat ok. 20 oraz ich jedno dziecko, chyba dziewczynka 1,5 roczku. Córka starych rodziców Uleryków Wiktoria lat 34 i jej mąż Andrys lat ok. 35 oraz ich małe dzieci, dziś już nie pamiętam ile i jak miały na imię.
19. Wasilewski lat ok. 55 i jego żona lat ok. 45 oraz ich dzieci: trzech synów oraz dwie córki. Pierwszy syn Feliks lat ok. 33 i jego żona Stanisława lat ok. 30, oni nie mieli dzieci. Drugi syn Antoni lat ok. 22, był jeszcze kawalerem. Trzeci syn Stanisław lat ok. 17, także kawaler. Pierwsza córka Ewa lat ok. 35 i jej mąż lat ok. 38. Ewa i jej mąż mieszkali w Budkach Osowskich, gm. Werba. Druga córka Wasilewskich, miała na imię Stanisława lat ok. 24 i jej mąż Jan Szulkiewicz.
20. Zawadzki lat ok. 50 i jego żona lat ok. 43 i ich dzieci: syn Jan lat ok. 25 i córka lat ok. 25, ona wyszła za mąż do Turzyska. Jeszcze były małe dzieci, ale imion nie pamiętam. Zawadzki przyjechał do Dominopola jeszcze przed wojną z Radomia i tu się chyba ożenił z jedną z naszych dziewczyn. Jan Zawadzki, kawaler został zastrzelony w poniedziałkowy ranek na drodze, gdy rowerem wracał z zabawy do wsi.
21. Zdończak Paweł lat ok. 50 i jego żona lat ok. 40 oraz ich dzieci: dwie córki Bogusława lat ok. 19 i Urszula lat ok. 15. To były panny. Tej niedzieli w dzień napadu, Bogusława miała wziąć ślub z Hipolitem Potockim. Zdończak przyjechał z Fajsławic w Chełmskiem.
22. W Dominopolu mieszkała też jedna rodzina cygańska: mąż lat ok. 25 i jego żona lat ok. 25 i ich dzieci, ale nie pamiętam jak mieli na imię i rodzice i dzieci. Wiem tylko, że Cygan był kowalem w naszej wsi. Oni też zostali zamordowani” (Antonina Sidorowicz i Kazimierz Sidorowicz, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relację spisał Sławomir T. Roch. S.T. Roch spisał bardzo cenne relacje kilkudziesięciu świadków zbrodni popełnionych przez Ukraińców na Polakch na Wołyniu, znakomicie uzupełniając opracowanie W. i E. Siemaszko; nie wiadomo, czy uwzględnił je IPN w Lublinie prowadzący śledztwo w sprawie ludobójstwa w woj. wołyńskim).

W kol. Franopol pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wymordowali Polaków, znane jest 9 ofiar.

We wsi Gruszów pow. Włodzimierz Wołyński wiadomo o zamordowaniu 8 Polaków.

We wsi Grzybowica pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi upowcy wymordowali mieszkające  tutaj rodziny polskie, imiennie znane są tylko 34 ofiary.

W kol. Gucin pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy otoczoną w nocy kolonię napadli o świcie i dokonali rzezi 146 Polaków, w tym 40 osób spalili żywcem w kuźni oraz około 15 rodzin w stodole. Ukraiński nauczyciel Peter Muzyka ukrył 18-letnią Polkę i nie chciał jej wydać, więc oprawcy zastrzelili go. Polaków wyłapywali i zabijali po całej kolonii i w jej okolicach. Wymordowali także kilka polskich rodzin przypędzonych tutaj z sąsiedniej wsi Myszów. Zwłoki zakopane zostały w 3 zbiorowych mogiłach, na których obecnie znajdują się pola kołchozowe. Jak wszędzie, tak i tutaj miały miejsce sadystyczne tortury i gwałty. Już po rzezi złapali ukrywające się 3 dzieci Jana Krzysztonia i utopili w studni. „Pada deszcz. Ojciec Józefa Ostrowskiego, nastoletniego chłopaka, nie obawia się partyzantów z UPA. Owszem jest Polakiem, jednak urodził się na Wołyniu i mieszka tu całe swoje życie. Nawet jego syn Józef nie umie poprawnie mówić po polsku. Ranek, banda Ukraińców napada na polską wieś Gucin. Wpadają do domu sąsiadów. Cała rodzina jeszcze śpi. Rodzice zostają zakłuci jeszcze w łóżku. Córka posiekana nożami. Wnętrzności wypływają na wierzch. Najmłodszy syn umiera przybity do podłogi drewnianym kołkiem w brzuch. Józefa budzi krzyk. Ojciec każe mu uciekać do pobliskiego lasu. Sam pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i szykuje się do ucieczki. Matka i młodsza siostra płaczą. Sąsiedzi z gospodarstwa obok kryją się w stodole. Mają dwójkę synów. Ze starszym Józef chodzi do szkoły. Młodszy ma zaledwie rok. Banderowcy przeszukują ich dom. Wybiegają na podwórko. Muszą znaleźć każdego Polaka bez wyjątku. Dziecko  zaczyna płakać. Matka próbuje je uciszyć. Za późno. Partyzanci zamykają stodołę i podkładają ogień. Józef jest już za domem. Czeka na rodzinę. Banderowcy przychodzą i po nich. Wyciągają jego ojca, matkę i siostrę z domu. Na ich podwórze przybiegają Ukraińscy sąsiedzi. Wstawiają się za jego ojcem. Józef ukrywa się w ogrodzie. Jego rodzina zostaje spalona żywcem. Sąsiadów przywiązują do drzew i obcinają kończyny”  (Jan Lurbecki; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).

W kol. Gurów (Górów) pow. Włodzimierz Wołyński polska kolonia otoczona została około północy przez bojówki UPA oraz chłopów ukraińskich ze wsi: Iwanicze, Bielicze, Myszków, Zabłoćce i Żdżary Duże. Około godz. 2.30 każdy polski dom zaatakowany został przez 1-2 uzbrojonych w broń palną upowców oraz kilku chłopów ukraińskich uzbrojonych w różne narzędzia. Domownicy byli torturowani, rąbani siekierami, kłuci widłami itp. Ciężko ranni, bestialsko okaleczeni, konali przez 2 – 3 dni, niektórzy lżej ranni zdołali uciec do powiatu sokalskiego w woj. Lwowskim. „Grzelak Adam – mój dziadek urodził się już chyba na Wołyniu, a jego ojciec przywędrował tu w latach 1870-1880 z powiatu tureckiego (nie znam miejscowości) w Wielkopolsce. Osiedlili sie w Gurowie, w gminie Grzybowica w powiecie  włodzimierskim, parafia Zabłoćce. Dziadek Adam ożenił się z Franciszką Piątek. Rodzice babci też pochodzili z Wielkopolski, z okolic Kalisza, ale urodziła się na Wołyniu w miejscowości Dolinka w gminie Poryck. Jej rodzicami byli Franciszek  Piątek i Katarzyna Grabowska. Mieli czworo dzieci. Niestety, oboje zginęli 11  lipca 1943 roku, zamordowani przez bandy UPA”. ( Marian Grzelak, 14.10.04; w:   http://forum.gazeta.pl/forum/w,76,12039249,,Szukam_osob_ktorych_rodziny_pochodza_z_Wolynia.html?v=2 ). W. i E. Siemaszko podają liczbę około 200 zamordowanych Polaków oraz 2 Żydów. Natomiast w Naszym Dzienniku (nr 4 z 5-6 stycznia 2002 r.) w rozmowie Wojciecha Wybranowskiego z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, naczelnikiem Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, znajduje się informacja: „Według ustaleń prokuratorów prowadzących śledztwo, z 480 mieszkańców Gurowa ocalało tylko 70 osób. – We wszystkich relacjach świadków tamtych wydarzeń znamienne jest okrucieństwo, z jakim działali sprawcy. Mordowano wszystkich: kobiety, dzieci, starców, osoby chore i niedołężne – opowiada prokurator Andrzej Witkowski”. Okazuje się, że ówczesne Raporty Komendy AK Lwów, podające liczbę 410 ofiar, były dokładne. (Archiwum Akt Nowych, sygn. 203/XV/42, k. 78 – 85).

W osadzie Holendernia pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską, rzeź pozostałych Polaków miała miejsce na drugi dzień.

W powiecie Horochów zamordowali 3 Polaków: w jednym z majątków Ledóchowskich starsze małżeństwo polskie oraz w jednym z nadleśnictw został  porąbany na części przez upowców  gajowy Hołdowaniecki, urzędnik nadleśnictwa  (Edward Orłowski, w: jw.).

W kol. Iwanicze Nowe i wsi Iwanicze Stare pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym 9-osobową rodzinę oraz wokół stacji kolejowej Iwanicze zginęli prawie wszyscy Polacy.

We wsi i majątku Janiewicze pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane jest tylko 9 ofiar, w tym spalili żywcem siostry-bliźniaczki.

W majątku Janin pow. Horochów o świcie Ukraińcy uzbrojeni w broń palną, siekiery, topory, bagnety, widły, drągi itp. wymordowali wszystkich Polaków, tj. około 50 osób oraz zrabowali ich dobytek.

W kol. Jerzyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali co najmniej 51 Polaków, m.in. do studni wrzucili 5-osobową rodzinę z dziećmi lat 6, 8 i 12.

W kol. Karczunek pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali Polaków mieszkających w co najmniej 4 gospodarstwach, liczby ofiar nie ustalono. „Nazywam się Barbara Hypś.. Jan Garbaty ur. 1899 lub 1900r. wymieniany w książce E.W. Siemaszko „Ludobójstwo…” był drugim mężem mojej babci Weroniki Bajek zd. Seliga. /…/ Według mojej cioci J. Garbaty został zamordowany przez Ukrainca o nazwisku Staruch, który był sąsiadem. Babcia mówiła, że został uderzony w głowę siekierą, natomiast ciocia twierdzi, że zastrzelony (strzał w głowę). Datę znalazłam na stronie internetowej 11.07 1943 r., ciocia pamięta, że był to ciepły dzień i w chwili morderstwa dzieci spały. Nie pamięta czy był to ranek, czy wieczór. Dziadek spożywał z babcią posiłek. /…/  Według relacji babci i cioci Niemcy pozwolili Polakom przez most przejść na drugą stronę Bugu dali na to godzinę. Ze sobą nie mogli zabrać nic cennego. Wozy były przeszukiwane przez Ukrainców natomiast Niemcy się tylko przyglądali. Bacia zamieszkała w domu żony wójka Karola, Zofii Stawickiej wioska Hosynne. Niestety Ukraincy zamordowali ojca cioci Stawickiego oraz jej siostrę z małym dzieckiem.  /…/  Moja babcia miała siostrę Władysławę, braci Bolesława i Antoniego rodzicami ich byli Gabryjel Seliga i Franciszka zd. Długosz. Antoni według mojej cioci został zamordowany przez swoją żonę, która była Ukrainką.” ( Barbara Basia; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ).

W miasteczku Kisielin pow. Horochów „ukraińscy powstańcy” zaatakowali Polaków w kościele, po zakończeniu mszy świętej. Spędzili do nawy głównej część Polaków, rozebrali do naga i rozstrzelali z karabinu maszynowego, rannych dobijali różnymi narzędziami, najczęściej zakłuwali bagnetami. Zginęło co najmniej 90 Polaków w kościele i wokół niego.  Jedna grupa przez kilka godzin skutecznie broniła się m. in. rzucając w napastników cegłami. Broniącym się mężczyznom pomagały kobiety, szykując cegły i udzielając pomocy rannym. Kiedy zaczęły w banderowców trafiać ciężkie przedmioty, zobaczyli małą skuteczność swoich działań. Zaczęli więc wrzucać na piętro granaty, podpalili wnętrze kościoła, parter plebani, stodołę i oborę. Mieszkańcy łapali odbezpieczone granaty i odrzucali je, spadały więc one pod nogi napastników. Chociaż ogień sięgał już okien piętra, gdzie znajdowali się ludzie, w gaszeniu pomogła opatrzność – zaczął padać deszcz. Po 11 godzinach walki, tym ksiądz proboszcz Witold Kowalski, lat 44; oraz ojciec kompozytora Krzesimira Dębskiego – siły UPA wycofały się. Po północy, gdy zaległa cisza, zrzucono na ziemię siennik i na linie spuścili się kolejno wszyscy żyjący obrońcy, w tym ranni. W obronie poległo 4 Polaków i 6 zostało rannych, w Włodzimierz, któremu wybuchający granat urwał nogę.

We wsi Kłopoczyn pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali w jednym domu 15 Polaków, w tym uciekinierów z Porycka.

We wsi Kohylno na osiedlach Zastawie, Barbarówka i Tartak pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali kilka rodzin polskich, wiadomo o co najmniej 13 ofiarach. „Około tygodnia po pogromie Michał i Bolesław Roch oraz Tadeusz albo Roman Roch poszli nocą w trzech na Zastawie, aby zobaczyć co się stało z naszą rodziną. Pamiętam, że wdowa Amelia była namawiana przez Michała Rocha do ucieczki, jednak mimo że jej dwaj synowie Tadeusz i Roman chcieli ona zdecydowała się zostać w domu. 11 lipca 1943 r. w nocy z soboty na niedzielę, na ich dom był napad podczas którego zamordowano wdowę Amelię lat ok. 60 oraz jej najmłodszą córeczkę Zosię lat ok. 14. Tej nocy Tadeusz Roch spał w swojej stodole, między słomą a ścianą, a jego rodzony brat Roman w ogrodzie w kapuście, niedaleko łąki. Romek Roch opowiadał mi osobiście, że nad ranem już robiła się „szarówka” posłyszał jakieś głosy, a w chwilę później jakieś głośne, przeraźliwe wręcz krzyki, dochodzące od domu Grzegorza Rocha. Jednak nie zdecydował się tam pobiec, gdyż na podstawie tego co słyszał, poznał, że są to krzyki mordowanych ludzi. Szybko ukrył się w pobliskich szuwarach i przesiedział tam cały dzień. Romek opowiadał mi także, że Tadek też obudził się w stodole, gdy Ukraińcy zaczęli dobijać się do drzwi domu Grzegorza. Widział przez szpary w ścianie stodoły, jak Ukraińcy wpuszczeni do domu, po chwili całą rodzinę wyprowadzili na podwórko. Przodem szły dzieci Grzegorza i jego żony. W tym momencie było jeszcze cicho i spokojnie, wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie spodziewali się najgorszego. Na pewno mieli nadzieję, że to zwykłe najście, które zakończy się przesłuchaniem lub co najwyżej pobiciem i groźbami, tym razem było jednak inaczej. Gdy dzieci były już na dworze, Ukraińcy nagle uderzyli je siekierami w głowę, natychmiast zginęli wtedy: syn lat ok. 16 oraz dwie córki, starsza lat ok. 25 i młodsza lat ok. 20. Gdy matka zorientowała się, że dzieci zostały zaatakowane, dopiero wtedy zaczęła histerycznie krzyczeć i właśnie te krzyki słyszał Roman w ogrodzie. Możliwe, że któreś z dzieci też zdążyło krzyknąć przed samą śmiercią. Po zarąbaniu dzieci wyprowadzili Grzegorza i jego żonę, pierwsza porąbana została żona lat ok. 60. Wtedy bandyci zaczęli się zastanawiać jaką śmierć zadać gospodarzowi i wtedy Tadek usłyszał wyraźnie takie słowa jednego z Ukraińców do pozostałych: „Oo, uciekł nam do miasta i przyszedł z powrotem. Trza mu dać lekkie skonanie!” Zaraz potem Tadek zobaczył, jak za chwilę powiesili go na jabłonce, tuż obok ich domu rodzinnego. Tak skonał Grzegorz lat ok. 60. Tadeusz widział też, jak zginęła jego matka, opowiadał wszystkim, że ta sama grupa Ukraińców po wymordowaniu rodziny Grzegorza przeszła pod drzwi jego domu i zaczęła się dobijać do środka. W końcu udało im się wejść do środka i po chwili słyszał niewyraźnie jak matka prosiła kilku oprawców o darowanie jej życia. Potem wszystko ucichło, po chwili zobaczył jednak, że mężczyźni opuszczają dom i odchodzą. Tadek wspominał także, że rozpoznał jednego z napastników, ale dzisiaj już nie pamiętam, o kim mówił. Wiem zaś na pewno, że to był Ukrainiec z Kohylna. /…/ Michał, Bolek i jeszcze Romek albo Tadek Roch z Zastawia poszli na Barbarówkę, a potem wstąpili do Tartaku, gdzie też w ten sam dzień pogromu pomordowanych zostało wielu Polaków. W jednym z domów spotkali żywego Polaka, który opowiadał im nazwiska pomordowanych i wydarzenia jakie miały tu nie dawno miejsce. Gdy wrócili, opowiadali nam wszystkim, że tam na Tartaku Ukraińcy pomordowali dużo ludzi. Napad miał miejsce w tę samą niedzielę, co cały pogrom w okolicy. Z tartaku poszli jeszcze na Teresin, do którego nie było daleko. Michał Roch opowiadał mi także, że był po pogromie w Kohylnie, gdzie spotkał Ukraińca, który był sąsiadem Drabików. Czy to była ta sama wyprawa, czy inna, już nie pamiętam. Właśnie ten Ukrainiec opowiedział Michałowi jak została zamordowana cała ich rodzina. 11 lipca 1943 r., w niedzielny ranek przyszli do Drabików banderowcy i weszli do domu. Po chwili zaczęli mordować tych, którzy byli w domu. W chałupie zabili matkę i dwie córki, tymczasem dwaj synowie spali w stodole. Gdy Ukraińcy wykryli ich kryjówkę, jednego chłopca zabili na miejscu, a Józek rzucił się do ucieczki przez pola. Nie zdołał jednak uciec i gdy go dopadli to go też zabili.” (Wspomnienia Romana Szymanka ze wsi Kohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944. Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r  W:  http://wolyn.org/wolyn-wola-o-prawde/156-wspomnienia-romana-szymanka-ze-wsi-kohylno-w-pow-wodzimierz-woyski-na-woyniu-1939-1944.html ).

W kol. Kowalówka pow. Kowel Ukraińcy zamordowali conajmniej 6 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę z 16-letnią córką oraz 19-letniego chłopca.  Inni: „W naszej kolonii Kowalówka została zamordowana rodzina Piotrowskich – pięć osób, Mirosław Karaniewicz i cała wieś Dominopol, odległa od nas o około 4 kilometry”. (Henryk Kata: „Wojenne Wichry”…, jw.).

We wsi Koziatyn pow. Horochów zamordowali 19 Polaków, w tym całe rodziny. „W miejscowości Koziatyn pow. Horochów, gmina Podberezie mieszkali moi dziadkowie Bronisław oraz Jadwiga z d. Gołębiowska  Komarniccy. Mieli oni 4 córki Irenę, Marylę, Janinę oraz Mirosłwę. W tej samej miejscowości mieszkali brat Bronisława Władysław Komarnicki oraz jego żona Stanisława i ich 4 letni syn Edzio. W mordach  zginęli moi dziadkowie Bronisław i Jadwiga, oraz Stasia i jej syn Edzio. Moja mama Irena wraz z Janiną i Mirosławą w tym czasie były w Warszawie z obawy na ryzyko wywózki (wg relacji mojej mamy). Jedna z córek Maryla była w czasie mordów w Koziatynie i udało jej się uciec – schowała się w zbożu a nad ranem przeczołgała się do domu zobaczyła martwego ojca i uciekła (przynajmniej dwie rodziny ukraińskie pomogły jej w ucieczce).Posiadam dwa listy z tamtego okresu – jeden od Stasi (z dopiskiem małego Edzia) opisujące strach i ciągłe nocne „wizyty gości” po których np. brakowało szyb w części okien. W sąsiedniej miejscowości – w Laszkach mieszkała siostra dziadka Wanda, żona stryja Władysława Czerkawskiego – niestety nie posiadam informacji na temat ich losów” (Robert Kubiak, 25.05.08, Łódź; w:  www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). W. i E. Siemaszko…, s. 179 – 180 podają, że 11 lipca 1943 roku upowcy zamordowali 16 Polaków.

Koło wsi Koziatyn pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 5 Polaków; matkę z 2 dzieci i matkę z 8-letnim synem.

W kol. Kropiwszczyzna pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 20 Polaków.

We wsi Krymno pow. Kowel upowcy zamordowali zgromadzonych w kaplicy na nabożeństwie około 40 Polaków.

We wsi Krzeszów pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka polskich rodzin.

We wsi i majątku Lachów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 21 Polaków, w tym 5 rodzin.

We wsi Liniów pow. Horochów zamordowali około 70 Polaków. Genowefa Modrzejewska z d. Sobczyńska, wówczas 5-letnia, wspomina, jak matka, idąc na śmierć, kazała jej się schronić wraz z siostrą w psiej budzie. „W budzie Kruczka było ciasno i ciemno, strasznie. Nie pamiętam, jak długo byłyśmy w budzie. Pewnie ze strachu zasnęłam. Emilka też. Te chowania nauczyły nas być cicho, bo to nakazywała chwila. […] Z budy zabrały nas Ukrainki. Za przechowanie polskich dzieci w tamtym czasie groziła śmierć. Ale one się nie bały wcale. Przekazały nas do innego domu. Do babci Julii i dziadka Pawła Sobczyńskich we wsi Kołbań”. (Siemaszko…, s. 190–191) .

We wsi Litowież pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali Polaka, męża Ukrainki.

W miasteczku Łokacze pow. Horochów : „W niedzielę 11 lipca, najpierw rzucili się na bezbronne kościoły w Łokaczach, Kisielinie, Porycku. Tam wymordowali w Kisielinie 500 osób, a w Porycku 180 osób, a w Łokaczach jakoś się bronili z pałacu i niedużo padło osób” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html). „Strup Józef, żona Stanisława z d. Wójcik, dzieci: Ryszard, Zbigniew 1939. Trzeci syn wraz z dziadkiem (Red.; chyba wraz z… ojcem?) zginęli w płomieniach w kościele. Stanisława z ocalałymi 2 synami uciekła do Krasnegostawu” (http://www.wolyn.ovh.org/opisy/lokacze-02.html).  W. i E. Siemaszko nie wymieniają napadu na kościół w Łokaczach (s. 142 – 143).

W majątku Marysin pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilkanaście rodzin polskich, fornali w majątku.

We wsi Męczyce pow. Włodzimierz Wołyński nie ustalono liczby ofiar.

We wsi i majątku Mikulicze pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilkanaście rodzin polskich, znanych jest 25 ofiar. „Przyjechał tam na ponad 80 furmankach oddział UPA (około 600 ludzi)… Kolejno mordowali ludzi w poszczególnych domach, bądź wyprowadzali całe rodziny do lasu i tam je zabijali. W ten sposób wymordowana została cała osada” (Feliks Budzisz).

We wsi Milatyn pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali wszystkich Polaków, kilka rodzin, liczba ofiar nie została ustalona.

We wsi (majątku i gajówce?) Miryn pow. Kowel banderowcy zamordowali co najmniej 16 Polaków. „Bolesław Baraniecki z Miryna obok Mielnicy położonej na południowy wschód od Kowla: 10 lipca 1943 r.: Część rodziny była już w Mielnicy. Mój ojciec spał, razem z braćmi i innymi dziećmi rodziny, w stodole. Niektóre deski w ścianach obszernej stodoły były od strony gruntów ornych wybite. O świcie do majątku weszli banderowcy. Na podwórzu, przed wejściem do domu, ustawili armatę przeciwpancerną i zaczęli nawoływać do wyjścia z domu. Nie czekali długo. Wkrótce po pojawieniu się pierwszych mężczyzn na podwórzu zaczęli mordować. Pozostali członkowie rodziny ratowali życie, biegnąc w stronę lasu. Bandyci spod znaku UPA zastrzelili stryja Henryka Dobrowolskiego i wujka Ksawerego Dziadka. Tata nie uciekał. Stał przerażony za rogiem stodoły i modlił się o życie bliskich. Widział, jak wujek Tomasz Pietrzak, unikając banderowskich kul, przeskoczył wóz drabiniasty. Jednak on też nie zdołał uciec. To, co tata zobaczył w chwilę później, zapamiętał na całe życie. Mój dziadek upadł twarzą do ziemi, a spomiędzy palców zaciśniętych pięści wystawała zielona trawa. Po chwili przestał się ruszać. Dopiero wtedy ojciec pobiegł do lasu, gdzie odnalazł braci i innych ocalałych członków rodziny. Tam spędzili noc. Następnego dnia wszyscy ocaleni przybyli do Mielnicy. Wujek Dobrowolski opowiadał mi, że jeszcze wieczorem ktoś z rodziny pobiegł do pobliskiej gajówki, aby ostrzec mieszkających tam Polaków. Była tam rodzina z dziesięciorgiem dzieci. Znaleziono dwanaście głów na podwórzu. Banderowcy zastrzelili również Mykołę, ukraińskiego sąsiada, który próbował ostrzec moją rodzinę. Tego jednego dnia, 11 lipca 1943 roku, na całym Wołyniu w wyniku ludobójczych mordów zginęło kilkanaście tysięcy Polaków. W sąsiedztwie Miryna, w Podryżach, zamordowano 97 Polaków, w Wielicku 47, w kolonii Piaseczno 94” ( Z art. „Wspomnienie o Wołyniu”. Opublikowanym 12 lipiec 2013 r. w „Gońcu” wydawanym w Kanadzie, w: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/866-pieko-na-ziemi–lipiec-1943-r-na-woyniu.html ; podał Bogusław Szarwiło, 06 lipca 2015 ). W. i E. Siemaszko na s. 398 – 399 datują napad „pomiędzy 15 sierpnia a końcem września 1943 r.” oraz mord 10 Polaków.

W kol. Musin pow. Horochów obrabowali i spalili 9 polskich gospodarstw oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

W majątku i wsi Niskienicze pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilka rodzin polskich, liczby ofiar nie ustalono.

We wsiach Nowe i Stare Gaje (pow. Kowel?): „Najgorzej wspomina wydarzenia na Wołyniu w 1943 r. To wówczas doszło tam do okrutnej rzezi Polaków. – Pamiętam Kazika Kaczora, mieszkałam u nich. Miał 21 lat, zakochał się w Ukraince. Dopadli go. Zachciało ci się Ukrainki, to masz! – krzyczeli. I tłukli bagnetami. A potem przywiązali za nogi do furmanki i ciągnęli dwa kilometry, głową po ziemi. Przywieźli i rzucili pod bramę domu. Zemdlałam, jak go zobaczyłam. Przed oczami ma też widok okrutnej masakry we wsiach Stare Gaje i Nowe Gaje. To było 11 lipca, w niedzielę. Ukraińcy ogłosili, żeby po mszy ludzie zostali, bo odbędą się zebrania na ugodę z Polakami. Dość już kłótni, wystarczy Niemiec za wroga. Miała być zabawa. Zagrała orkiestra i zaczęła się rzeź. Banderowcy z UPA otoczyli budynek. – Jednemu z mężczyzn udało się uciec. Zawiadomił partyzantów. Pojechaliśmy tam następnego dnia, żeby pochować tych nieszczęśników – opowiada drżącym głosem. – Widok był straszny. Rozrzucone szczątki ciał, dzieci powbijane na sztachety, kobiety z porozcinanymi brzuchami. Zginęły wtedy 63 osoby. Spotkanie Wojna odcisnęła tragiczne piętno na całej rodzinie pani Barbary. Ojciec i siostra Janka zginęli prawdopodobnie w 1943 roku podczas rzezi wołyńskiej.” (Wspomnienia Barbary Waszkiewicz: „Rozrzucone szczątki ciał, kobiety z porozcinanymi brzuchami. Wołyń – rzeź Polaków w 1943 roku. Tego nie da się zapomnieć”.spisała  Alicja Zielińska.  20 września 2009; w: http://www.poranny.pl/magazyn/art/5246644,rozrzucone-szczatki-cial-kobiety-z-porozcinanymi-brzuchami-wolyn-rzez-polakow-w-1943-roku-tego-nie-da-sie-zapomniec,id,t.html ). W. i E. Siemaszko na s. 383 – 386 wymieniają kolonię Gaj pow. Kowel składającą się z dwóch części – Nowego i Starego Gaju, orza dokumentują rzeż około 600 Polaków, dokonaną 30 sierpnia 1943 roku

W kol. Nowiny pow. Włodzimierz Wołyński napad nastąpił o 8.oo rano. Na furmankach wjechali upowcy, wśród których byli Ukraińcy z Nowin i różnymi narzędziami gospodarskimi wymordowali ponad 80 Polaków, na około 90-ciu mieszkających tutaj oraz obrabowali gospodarstwa.

W kol. Nowojanka pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali nie ustaloną ilość Polaków, imiennie znane jest tylko 12 ofiar.

W majątku Olin pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

W osadzie Orlęta pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali około 50 Polaków.

W kol. Orzeszyn pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 306 Polaków, majątek zrabowali. Kolonia została otoczona, a Polacy spędzeni do jej środka pod krzyż. Śpiewali „Serdeczna Matko”, byli świadomi swojego losu. Spod krzyża, pod las „ukraińscy partyzanci” najpierw zaprowadzili jedną grupę mieszkańców i wymordowali. W tym czasie druga grupa czekała pod krzyżem i modliła się. Następnie wymordowali drugą grupę. Do każdej grupy najpierw strzelali, a następnie dobijali rannych. Znajdują się tam do dzisiaj 3 zbiorowe mogiły. Janinę Rosadę, ranną, pomimo jej próśb o dobicie, zakopali żywcem. Domy obrabowali, wyrwali nawet drzwi i okna, niektóre rozebrali i przenieśli do wsi ukraińskich, pozostałe później spalili (Siemaszko…, s. 892 – 895). „Wtedy dopędzono na skraj lasu pierwszą grupę kobiet i dzieci. Ustawiono ich na linii lasu, przed którym były gotowe doły/okopy. Dano sygnał – rozpoczęło się mordowanie. Poszły w ruch siekiery, łomy i noże. Przy próbie ucieczki – padały strzały. Pozostała część czekała na swoją kolej w środku wsi, pod krzyżem. Oni wszyscy słyszeli straszne krzyki, lament, jakby walił się w gruzy cały świat. Akcja była bardzo dobrze zorganizowana. Mieszkańcy całej wsi podzieleni byli na trzy grupy, na którymi było łatwiej zapanować. Moi rodzice byli w grupie, oczekującej pod krzyżem. Pilnujący ich Ukraińcy uzbrojeni byli w broń maszynową. Ludzie prosili – puśćcie nas, nigdy tu nie wrócimy. Banderowcy drwili – stamtąd dokąd pójdziecie, już nie powrócicie! Mordy przeniosły się ze skraju lasu na pole. Opowiadano mi, że mężczyźni wyrywali banderowcom łomy i siekiery i bronili siebie i dzieci. Wtedy Ukraińcy zaczęli strzelać. Kiedy wymordowali już pierwszą a następnie drugą grupę mieszkańców, zaczęli ściągać zwłoki do dołów. Do tych celów posłużyli się powrósłami wykonanymi z wyrwanego zboża. Zaplątywali je na nogach wymordowanych, żeby łatwiej było dociągnąć je do dołów. Zdarzały się osoby ciężko ranne. Ukraińcy nie dobijali ich, tylko stwierdzali, że i tak zdechną. Malutkie dzieci wrzucali banderowcy żywcem do dołów. Niejednokrotnie starsze dzieci uciekały im w zboże i do lasu. One później błąkały się i powracały do  obrabowanych domów, wyłapywali ich upowcy i mordowali. /../ Tę rzeź przeżyła jedna kobieta. Pochodziła z Orzeszyny, mieszkała w Horochowie. Wraz z mężem i córką przyjechała do rodziny w Orzeszynie na okres żniw. Zazwyczaj lato spędzała u matki. Tak było i teraz. Jej córka poszła na mszę do kaplicy. Ją z mężem, brata, dzieci – całą dużą rodzinę, popędzono do lasu. W czasie mordów najpierw upadł na nią mąż a później inni. Wiedziała, że wszystkich wymordowani, ale myśl, że córka jeszcze żyje, dodawała jej sił. Musi iść i ją ratować. Leżała cała we krwi i wszystko słyszała, znała ukraiński. Jej mąż był stolarzem, pracował w niedalekich Pieczychwostach, wsi ukraińskiej, w stolarni dworskiej. Znała wielu Ukraińców, także tych, którzy nieśli zagładę. Leżała na ziemi, na niej zwłoki. Upowcy ściągnęli już wiele ciał do rowów. Dotarli do niej. Najpierw obejrzeli jej buty, były przechodzone, zostawili. Zaczęli ciągnąć ją do dołu. Otworzyła oczy i… poznała młodych Ukraińców pochodzących z Pieczychwostów. Odezwała się po ukraińsku – ” Ja żywa”. Podleciał jeden z nich z łomem. – Ja ciebie zaraz zabiję! A ona wtedy – Ty mnie zabijesz? A ja jestem kuma wasza! Ty powinowaty! Na takie słowa młodzi Ukraińcy najpierw wrośli w ziemię, a potem ją podnieśli i dopytywali – co robiła w Orzeszynie. Odpowiedziała, że z Horochowa przyjechała po żywność. Wszystkich wyganiali i nikt jej nie chciał słuchać. Młodzi nakazali jej, aby poszła do Orzeszyny umyć się i przebrać, bo cała była we krwi. Uratowana kobieta z Horchowa widziała jak zabijali dorosłych i dzieci. Jeśli mężczyzna miał na nogach oficerki, a Ukraińcy nie mogli ich zdjąć, to obcinali nogi i zabierali z butami. /../ Kiedy ją puścili, skręciła w zboże. Tam odnalazła córkę i bratową. Wspólnie poszły na Józefkę. Ona pierwsza opowiedziała o tym, co wydarzyło się w Orzeszynie, tym, którzy przeżyli i schronili się w Sokalu”. (Zofia Szwal, wysłuchała Teresa Madej; 2008-08-07; w: http://www.zamosconline.pl/text.php?id=2426&rodz=kul).

W kol. Oseredek Nowy pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy uprowadzili z domu 2 Polaków: dziadka z wnukiem, po których ślad zaginął.

We wsi Ozierany (Jezierzany) pow. Kowel upowcy ujęli uciekających z innych wsi 2 Polaków, wywieźli do wsi Suszybaba, gdzie jednego zamordowali.

We wsi i majątku Pawłówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 10 Polaków, w tym 2 mężczyzn, reszta ofiar to kobiety i dzieci.

W kol. Pelagin pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali wszystkich Polaków, liczby ofiar nie ustalono.

We wsi Piatykory pow. Horochów zamordowali 3 Polaków: dziadków z 4-letnim wnukiem, ich ciała wrzucili do studni.

W kol. Piński Most pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 rodzin, ocalała jedna rodzina mieszkająca pod lasem, którą „ukraińscy powstańcy” wyrżnęli następnego dnia. Zginęło tutaj 36 Polaków. Uratowała się tylko jedna kobieta, która trzy dni bez jedzenia siedziała w krzakach, po czym przez całą noc szła do Włodzimierza Wołyńskiego polami, natrafiając na zwłoki pomordowanych.

W miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali około 220 Polaków. Pomimo, iż ksiądz odwołał sumę z godz. 11-tej, Polacy na nią przyszli. Zostali otoczeni w kościele i wymordowani, zginął też ksiądz proboszcz Bolesław Szawlowski. Ukraińcy chodzili po kościele i strzelali do zgromadzonych ludzi, głownie starców, kobiet i dzieci, dobijali rannych. Kościół obrabowali, wypili wino mszalne, śmieli się. W dole śmierci koło dzwonnicy zakopano ponad 100 ofiar. Po dokonaniu rzezi w kościele upowcy polowali na Polaków w całym miasteczku i w okolicach przez dwa dni. Czas jakby cofnął się do epoki najazdów tatarskich. Wykonawca masakry, Ukrainiec Nikołaj Kwiatkowśkyj zeznał, że w kościele zabito 300 osób. W mordach uczestniczyły kobiety i młodzież ukraińska (Siemaszko…, s. 896 – 899). „W kościele w Porycku, to jedna pani zdążyła w synem 7-letnim schować się za ołtarz św. Antoniego i była świadkiem całego męczeństwa tych ludzi. Banderowcy weszli do kościoła podczas sumy, zabili księdza sztyletami, a ludzi granatami rozrywali, a kto jęczał ranny, to dobijali sztyletami i kolbami karabinów. Ach, jak ludzie jęczeli i dusili się z tego dymu. Pani Żmucka opowiadała, bo to ciocia mojej bratowej, że ona z tego dymu nie mogła wytrzymać, ale przyszło jej do głowy, żeby siusiać do chusteczki od nosa i przykładać dziecku do buzi i sobie, i tak mogli oddychać, bo inaczej byliby podusili się z tego dymu od granatów. To był świadek naoczny, że tak ludzie 3 dni konali, a krew z kościoła lała się po schodach. Pani Żmucka z parafii Poryck w nocy wyszła po cichutku i ogrodami, polami do lasu. W lesie przebyła dzień, a w nocy dostała się do majątku Koniuchy, gdzie byli Niemcy i ci przywieźli ją do Horochowa i ta pani miała co opowiadać swoim dzieciom i wnukom. /…/ Słuchały dzieci, słuchała młodzież i słuchali goście, co na Pomorzu żyją i o tym nie słyszeli. My to opowiadaliśmy przy każdej okazji, ale kto tego nie przeżył, to nie wierzy.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html)

We wsi i majątku Poryck Stary pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, co najmniej kilka rodzin; imiennie znane jest 5 ofiar: matka z 2 dzieci oraz małżeństwo.

Koło miasteczka Poryck pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 4 Polaków: 3-osobową rodzinę oraz męża Ukrainki.

We wsi i majątku Przesławice pow. Włodzimierz Wołyński upowcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilkanaście rodzin polskich.

W kol. Romanówka pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilkanaście rodzin polskich; imiennie znane jest 18 ofiar, w tym rodziny: 7-osobowa, 5-osobowa i dwie 3-osobowe zamordowane siekierami we własnych domach.

W kolonii Rogowicze pow. Horochów zamordowali Agnieszkę Lipowską, jej córkę Jadwigę, Aleksandra Lipowskiego (syna także Aleksandra), jego żonę Mariannę i ich 2- letnią córkę. „Do lipca 1943 r, mieszkałem z rodziną w kolonii Rogowicze, gmina Chorów, pow. Horochów. Ojciec mój Aleksander oprócz gospodarstwa rolnego posiadał młyn, siostra Jadwiga, lat 25, panna, była nauczycielką w szkole powszechnej, starszy brat Aleksander, lat 35 był sekretarzem gminy, ja zaś miałem kuźnię. Z Ukraińcami żyliśmy w zgodzie i mimo iż docierały do nas informacje o mordowaniu rodzin polskich przez banderowców uwierzyliśmy zapewnieniom naszych ukraińskich sąsiadów, że nic nam nie grozi, mamy mocną pozycję,  przecież oni też korzystają z naszego młyna i kuźni, a brat Aleksander był przez nich ceniony za udzielanie porad agronomicznych. A jednak przyszli. Była to niedziela 11 lipca 1943 r. Wróciłem do domu z rodzicami Aleksandrem i Agnieszką z d. Bernat oraz siostrą Jadwigą po nabożeństwie z kościoła w Łokaczach. Przyszedł do nas brat Aleksander z żoną Marianną lat 28 i dwuletnią córeczką. Naradzaliśmy się, czy mamy pozostać w swoich domach, czy też jak inne polskie rodziny opuścić dom i przenieść się do Łokacz, gdzie został utworzony oddział samoobrony i czulibyśmy się bezpieczniejsi. Ojciec wyszedł w pole do krów, a matka smażyła jajecznicę na boczku. Widocznie przywiódł ich zapach jedzenia. Weszło ich trzech, nieznanych mi z widzenia, uzbrojonych w karabiny. Zapytali czy cała rodzina jest w domu, zażądali od nas dokumentów, zabrali z portfelami mówiąc, że nam już one nie będą potrzebne. Byliśmy odświętnie ubrani, więc polecili, abyśmy się rozebrali do bielizny. Krzyczeli: Polskie mordy to już koniec z wami, musicie zginąć, nie ma tu dla was miejsca. Matka prosiła ich, aby pozwolili nam pomodlić się przed śmiercią. Zagonili nas z kuchni do pokoju, a kiedy siostra Jadwiga nie uklękła jak inni i na ich krzyki odpowiedziała: my zginiemy, ale i wy zginiecie, nie zbudujecie Ukrainy na krwi niewinnej i bezbronnej ludności polskiej, a okryjecie siebie i naród ukraiński wieczną hańbą, jesteśmy solą tej ziemi, zamiast mordować uczcie się od nas jak żyć godnie i dostatnio – została uderzona przez bandytę lufą karabinu, zachwiała się i upadła na szafę. W tym zamieszaniu matka powiedziała do mnie, abym uciekał. Klęczałem najbliżej okna. Zerwałem się z klęczek i skoczyłem w okno wybijając łokciem szybę. Kiedy byłem za oknem widziałem jak do mnie strzela inny bandyta stojący na obstawie. Zaciął mu się karabin. Wbiegłem za stodołę, gdzie stał banderowiec z rkm a z drugiej strony dwóch z karabinami. Słyszałem strzały, ale na szczęście nie trafili we mnie. Biegłem w stronę Łokacz polami kryjąc się za dziesiątkami żyta. Na pastwisku pasły się konie. Schwyciłem jednego i na oklep pojechałem dalej. Z ukraińskiej wsi Markowicze wyjechała furmanka z 4-5 mężczyznami którzy strzelali w moim kierunku. Konno dojechałem do rzeki, po czym pozostawiłem konia i wpław przeprawiłem się przez rzekę. Tak dotarłem do Łokacz gdzie poinformowałem znajomych Polaków o napadzie. Zgłosiliśmy o tym Niemcom. Następnego dnia Niemcy za obiecane im krowę, jałówkę i świnię zgodzili się wysłać z Łokacz do mojego domu patrol policji niemieckiej, który będzie mnie i grupę moich znajomych ochraniał przy pochówku wymordowanej mojej rodziny. W pokoju podłoga była we krwi. Nie mogliśmy odnaleźć zwłok. Sąsiad-Ukrainiec powiedział, że ciała pomordowanych leżą w gnojowniku zamaskowane gnojem i słomą. Wszystkie ofiary miały rany postrzałowe z tyłu głowy i w plecach. Odnalazłem swojego ojca w polu, był zszokowany, stracił na bardzo długi czas mowę. Widział z oddali z pola jak banderowcy otaczają nasz dom, słyszał strzały, widział jak uciekam. Zabraliśmy ciała pomordowanych moich bliskich oraz odzież, którą przezornie zakopaliśmy wcześniej w skrzyni na polu i opuściłem na zawsze swoje gniazdo rodzinne”. (Eugeniusz Lipkowski: Musicie zginąć, nie ma tu dla was miejsca; w: http://www.martyrologiawsipolskich.pl/mwp/wirtualne-mauzoleum/modul-iv-kresy-ii-rp/kresy-wschodnie/relacje/2511,quotMusicie-zginac-nie-ma-tu-dla-was-miejscaquot-Lipcowa-rzez-w-kolonii-Rogowicz.html ). W. i E Siemaszko, na s. 144 podają, że w kolonii w lipcu 1943 roku zamordowany został sołtys Ukrainiec za pomoc Polakom oraz 4-osobowa rodzina Łebkowskich, których ciała zakopano w gnoju, zapewne więc chodzi o 5-osobową rodzinę Lipkowskich.

We wsi i majątku Rykowicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilka rodzin polskich, liczba ofiar nie została ustalona.

We wsi Samowola pow. Włodzimierz Wołyński wymordowali kilkanaście rodzin polskich oraz nie znaną liczbę Polaków, uciekinierów ze wsi sąsiednich (mogiła ich znajdowała się na cmentarzu prawosławnym).

W kol. Sądowa pow. Włodzimierz Wołyński napad nastąpił po godz. 12-tej, po zerwaniu mostów na rzece Ług, aby Polakom odciąć drogę ucieczki do Włodzimierza. Upowcy uzbrojeni byli w bron maszynową, chłopi ukraińscy ze wsi Janiewicze w siekiery, łopaty, orczyki, kosy, widły. Szli od domu do domu torturując, gwałcąc, okaleczając i zabijając. Tropienie i ściganie uciekających trwało także przez cały następny dzień, oprawcy mieli czas na bestialskie znęcanie się nad ofiarami. Zginęło od 160 (Siemaszko), do 580 Polaków (Raport Komendy AK Lwów).

We wsi Sielec pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zarąbali siekierami na plebani 1 Polkę, gospodynię księdza.

W osadzie Sienkiewicze pow. Horochów: “11 lub 12 lipca 1943 r. żyjący w osadzie Polacy  zostali doszczętnie wymordowani. Liczba ofiar nie ustalona” (Siemaszko…, s. 192).

W kol. Stasin pow. Włodzimierz Wołyński napad nastąpił o świcie. Wśród napastników, pomimo zamaskowania, rozpoznano tutejszych Ukraińców uzbrojonych m. in. w siekiery i kosy nastawione na sztorc. Na każdym polskim domu wisiała tabliczka z wykazem wszystkich domowników. Polaków, którzy musieli wziąć ze sobą dowody osobiste, wypędzili na zbiórkę. Do jednej stodoły wpędzili mężczyzn, do drugiej kobiety z dziećmi. Zgromadzonym ogłosili, że Ukraińcy czekali dwadzieścia lat na tę chwilę, żeby wyrżnąć Polaków do dziesiątego pokolenia. Następnie wymordowali co najmniej 105 osób, wśród ofiar było np. niemowlę rozerwane na połowy i położone na stole. Zagrody zostały ograbione, a 14 lipca spalono całą kolonie, wyrąbano nawet sady. Dwa groby masowe do dzisiaj nie zostały oznakowane. Kolonia nosi obecnie nazwę Kałusów i jest nadal siedzibą ounowsko-upowskich szowinistów.

W majątku Suchodoły pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali ponad 80 Polaków, w tym dzieci zabijano kolbami karabinów, bo „na szczenięta szkoda kul”.

We wsi Suchodoły pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wymordowali kilka rodzn polskich, natomiast Ukraińcy ze wsi Dziegciów zamordowali 3 Polaków, w tym 62-letniego kowala.

We wsi Szczeniutyn Duży pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali mieszkające tutaj 2 rodziny polskie, zrabowali ich mienie a zagrody spalili.

We wsi Szczeniutyn Mały pow. Włodzimierz Wołyński obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali kilkanaście rodzin polskich.

W kol. Szczytnia pow. Równe porąbali na kawałki 48-letniego Ignacego Wójtowicza.

We wsi i kol. Topieliszcze pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane jest 14 ofiar.

We wsi Turopin (Turobin) pow. Włodzimierz Wołyński: „We wsi Turobin o mieszanej ludności polsko-ukraińskiej mieszkała moja kuzynka Antosia Uleryk z rodziną. Tylko ona przeżyła napad, w czasie którego wszyscy Polacy zostali wymordowani. Według jej relacji w niedzielę o świcie do mieszkania weszli Ukraińcy, część z nich w niemieckich mundurach i z karabinami, pozostali ubrani po cywilnemu uzbrojeni byli w siekiery, widły, noże i młotki. W czasie poszukiwania „broni” wymordowali wszystkich domowników – 8 osób. Antosia ciężko ranna zemdlała, a kiedy odzyskała przytomność zobaczyła jak rezuni dobijali rannych. Ją też dobijano parokrotnie bagnetem. Nie trafili jednak w serce lecz w rękę i cudem przeżyła. Półprzytomna z bólu i przerażenia usłyszała wołanie ojca, który ciężko ranny wymieniał kolejno domowników i błagał o ratunek. Kiedy upewniła się, że oprawcy wyszli, posadziła ojca pod ścianą, pozostawiła mieszkanie pełne trupów i krwi i wyszła aby zobaczyć co się dzieje u sąsiadów. Ujrzała zakrwawioną dziewczynę wracająca do mieszkania, aby ratować płaczące dziecko – siostrę. Antosia uczyniła to samo, ale gdy wróciła do domu ojciec już nie żył. Wtedy pożegnała swoich najbliższych i szybko ukryła się w ogrodzie, bo usłyszała tętent koni. To patrol ukraiński sprawdzał obejścia i dobijał jeszcze żyjących. Zabili dziewczynę z dzieckiem, do niej leżącej w konopiach i prawie martwej ze strachu dojechali po śladach. Wiele razy naprowadzali na nią konie, wreszcie jeden z jeźdźców stwierdził „tu padochła” i kiedy odjechali. Antosia postanowiła udać się do ciotki. W drodze natknęła się na kolejny uzbrojony patrol. Tym razem byli to dwaj znajomi Ukraińcy. Uklękła przed nimi i prosiła o darowanie życia. Tylko nie przyznawaj się do tego. Im zawdzięcza życie, gdyż pouczyli ją jak ma się dostać do szpitala we Włodzimierzu i poradzili poczekać do wieczora. Kiedy opuszczała na zawsze rodzinną wieś, żegnał ją makabryczny koncert – psy wyły, ryczały głodne nie wydojone krowy, rżały konie, ale harmonia grała, a pijani ukraińscy oprawcy śpiewali i bawili się. Do szpitala dotarła rano i po podleczeniu ran przybyła do Bielina do Samoobrony. Zamieszkała u Bolesława Kobulskieg, brata mojej babci. Tam poznałam jej smutną historię.” („Ze wspomnień Zofii Ziółkowskiej”; w: http://www.najigoche.kaszuby.pl/artykul/artykul=774,ze-wspomnien-zofii-ziolkowskiej/ ) ; W. i E. Siemaszko na s. 944 podają nazwę wsi „Turopin” i nie wymieniają powyższych zbrodni.

W kol. Turówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 49 Polaków, w tym 22 wrzucili do studni.

W kol. Witoldów pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 6 Polaków: matkę z 19-letnią córką, rodziców z 12-letnią córką oraz 12-letniego chłopca.

W  kolonii Witoldówka pow. Włodzimierz Wołyński „nacjonaliści ukraińscy wymordowali kilkadziesiąt osób narodowości polskiej” (Feliks Budzisz; informacji tej nie potwierdzają Siemaszkowie na s, 903 – 904).

We wsi Wolica pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 14 Polaków: trzy rodziny: 6-osobową i dwie 4-osobowe.

We wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali mieszkające tutaj 3 rodziny polskie (3 małżeństwa mające po 1 dziecku, w tym 17-letnią córkę), 9 Polaków. Ocalał jeden syn, który w czasie rzezi był w sąsiedniej wsi i został ostrzeżony.

We wsi Wólka Kotowska pow. Łuck  bojówki UPA z sąsiednich wsi Kotów i Moszczenica mordują 37 osób, a 11 zginęło w podjętej przez Polaków obronie.„O epizodach z napadu na Wólkę Kotowską, Zofia dowiedziała się od swojej ciotki, która przeżyła napad i widziała te wydarzenia ukryta w zaroślach. W książce W.E. Siemaszków ” Ludobójstwo …”; w tomie I, w opisie z napadu na Wólkę Kotowską podana jest data 4/5 lipca. Pani Zofia podaje datę 11 lipca 1943 , niedziela o godz. 4.00. Mieszkańcy mimo ostrzeżeń dali się zaskoczyć. Zabudowania były podpalane snopkami zboża,  które stało już w kopkach wokół gospodarstw. Irena Kownacka miała 19 lat. Uciekała przed upowcem. Dogonił ją i przyparł do brzozy, zadając ciosy chyba tępym nożem. Broniła się i zasłaniała rękoma. Otrzymała 35 ran, wypłynęła opłucna. Została zoperowana w niemieckim szpitalu wojskowym w Ołyce. Przeżyła. Jej brat, Stanisław Kownacki pilnował w nocy gospodarstwa. Miał karabin, ale bez naboi. Po napadzie zeskoczył ze strychu i zaczął uciekać. Dogonił go w zbożu banderowiec na koniu, przewrócił tratując koniem i dobił siekierą. W Wólce Kotowskiej w czasie napadu tylko z rodzin Kownackich i Bernackich, zginęło 17 osób. Pochowani zostali we wspólnej mogile na podwórzu spalonego gospodarstwa obok zagrody Kownackich. Felczerowi Wilkowi żywcem wydłubano oczy. Krzyki mordowanych, odgłosy rzezi były dobrze słyszane, a łuny pożarów widoczne w Adamowie. Uciekli na dworzec do Ołyki.” (Ze wspomnień Zofi Bamberskiej z domu Sewruk; tekst przysłał Marian Maksymiuk; w:  http://wolyn.ovh.org/opisy/wolka_kotowska-07.html).

We wsi Wydranka pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali co najmniej 51 Polaków.

W kol. Wygranka pow. Włodzimierz Wołyński około godz. 3-ciej nad ranem usłyszano odległe strzały i zauważono uciekających z Gurowa Polaków. Zaraz też nastąpił atak, wśród napastników rozpoznano znajomych Ukraińców z Wygrani i Gurowa, z którymi dotychczas „sąsiadowano” w zgodzie. Polaków torturowano, kobiety gwałcono, zabijano za pomocą siekier, wideł, noży itp. Po rzezi, po południu nastąpiła grabież dobytku. Zamordowano co najmniej 157 Polaków. Na drugi dzień przyjechali Niemcy z Sokala na inspekcję. W pierwszych domach natknęli się m. in. na dwuletnie dziecko nasadzone na widły i wstawione w okno, drugie miało wsadzoną w brzuch łopatę, którą podparto drzwi. Zrezygnowali z oględzin reszty zagród, porobili zdjęcia i odjechali. Trzy dni po napadzie Ukraińcy spalili kolonię, zwłoki spłonęły w zabudowaniach. Ciała pomordowanych poza domami rozniosły po polach zgłodniałe psy (Siemaszko…, s. 836 – 837).

W kol. Zabara pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: 70-letnią kobietę i 87-letniego mężczyznę.

We wsi Zabłoćce pow. Włodzimierz Wołyński „ukraińscy powstańcy” ze zgrupowania UPA Martyniuka pod dowództwem Iwana Kici oraz miejscowi chłopi ukraińscy wtargnęli do kościoła podczas mszy. Mordując 74-letniego księdza proboszcza Józefa Aleksandrowicza, byłego więźnia bolszewików, drwili: „Niech ciebie polski Bóg ratuje”. Na oczach wiernych skręcili mu kark oraz zamordowali co najmniej 78 Polaków. Chłopcu (Henryk Serwetowski) rozerwali usta, bo przed śmiercią krzyczał: ”Niech żyje Polska”. Barokowy kościół p.w. Św. Trójcy z lat 1760- 1773 zniszczyli, plebanię spalili. Po rzezi do cerkwi i stodół duchownego prawosławnego Ukraińcy zwozili zrabowane polskie mienie (Siemaszko…., s. 638).

We wsi i majątku Zamlicze pow. Horochów po rzezi w majątku Janin napadu dokonali ci sami oprawcy. Polakom kazali kłaść się twarzami do podłogi i mordowali ich za pomocą różnych narzędzi. Trupy i poranionych wrzucali do dołów z obornikiem. Żartowali z wyglądu masakrowanych kobiet. Następnie dokonali rzezi Polaków w majątku. Zabitych i rannych ściągnęli do dworskiej obory i spalili. Zginęło 118 osób.

W kol. Zaszkiewicze Nowe pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali kilka rodzin polskich.

We wsi Zaszkiewicze Stare pow. Włodzimierz Wołyński zarąbali siekierami 5 Polaków, dziewczynę oraz 4-osobową rodzinę (92-letnią babcię, jej 50-letniego syna, 16-letniego wnuka i 4-letnią wnuczkę) i zakopali za stodołą; los drugiej mieszkającej tutaj rodziny polskiej nie jest znany.

W kol. Zygmuntówka gmina Mikulicze  pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali ponad 50 Polaków, m.in. odcinając głowy.

W kol. Zygmuntówka gmina Poryck pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali mieszkające tutaj 2 rodziny polskie oraz Polkę, której mąż był Czechem.

W kol. Żdżary Duże pow. Włodzimierz Wołyński upowcy oraz miejscowi chłopi ukraińscy zamordowali 51 Polaków, a wg innych świadków 17 rodzin polskich.

We wsi Żdżary Duże pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i miejscowi chłopi ukraińscy wymordowali mieszkających tutaj Polaków, 10 rodzin, liczby ofiar nie ustalono; pozostawiony sparaliżowany brat nauczyciela zmarł po dwóch tygodniach z głodu.

 

Aby dodać komentarz, rozwiąż poniższe działanie. Ilość kropek odpowiada liczbie. (wymagane)