Bogusław Rogowski

Skąd się wzięli na ziemi kozielskiej kresowianie ? …

 

Już po raz czternasty w 28 letniej historii kozielskiego Stowarzyszenia Kresowian odbyły się w Kędzierzynie-Koźlu wojewódzkie obchody Dnia Kultury Kursowej. Chociaż w wielu miastach Opolszczyzny również mieszkają kresowianie w Kędzierzynie-Koźlu uroczystości te mają bardzo uroczysty charakter. Obok akcentów religijnych, udziału wojska oraz konferencji naukowych odbywają się: marsz pamięci, wystawy, występy artystyczne oraz prezentacje specjałów kuchni kresowej, takich jak : pierogi, kiszka z makaronem, kulesza z kwaśnym mlekiem, litewskie cepeliny, strucla makowa czy placek grabowy.

Tak też było i w tym roku.

W czasie jednego z koncertów zespołów artystycznych odbywającego się w Parku Pojednania w Kędzierzynie młody dziennikarz z NTO zapytał mnie ile osób mających korzenie kresowe mieszka obecnie w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim oraz i kiedy i skąd trafili kresowianie na kozielską ziemię ?…

Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba sięgnąć do historii i danych statystycznych z przed lat.

Do wybuchu II wojny światowej na Kresach Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej w województwach: lwowskim, stanisławowskim, tarnopolskim, wileńskim, wołyńskim i poleskim mieszkało 13 mln. ludzi stanowiło blisko 35 procent wszystkich mieszkańców przedwojennej Polski. W wyniku zmowy j przedstawicieli Wielkiej Trójki na konferencji jałtańskie: J. Stalina, E.D. Roosevelta i W. Churchilla, przesunięta została o 250 km. na zachód granica państwa i dawne wschodnie tereny Rzeczypospolitej zajął Związek Radziecki. Polska w wyniku wojny straciła na wschodzie 160 miast i niemal połowę swego terytorium. Sowici zaanektowali m.in. takie Polskie miasta jak Lwów z 312 tyś. mieszkańców, Wilno z 195 tyś. obywateli, Stanisławów ,w który zamieszkiwało przeszło 60 tyś ludzi, oraz Brześć z 51 tyś. osób oraz Tarnopol zamieszkały przez z 34 tysięcy obywateli Polskich, Ukraińców i Żydów.

Kresową ludność z Podola, Wołynia, Polesia, Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny, która przeżyła pożogę, napady i okrutne mordy banderowskich nacjonalistów z pod znaku UPA zmuszono do opuszczenia swojej ojcowizny, własnych domów, które kiedyś sama zbudowała. Ludność ta została przesiedlona na Zachód na tzw. Ziemie Odzyskane, do cudzych gospodarstw i domostw, które w większości budowali Niemcy – sprawcy II wojny światowej.

Statystyki podają, że do końca 1947 roku na Ziemiach Odzyskanych osiedliło się prawie 1 mln. „zabużan”. Taka wędrówka ludów nie miała precedensu wcześniej w historii Europy.

Przesiedlanie Polaków z Kresów planowano już pod koniec 1944 roku, gdy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego zawarł z radziecką umowy o ewakuacji ludności z radziecką Ukrainą, Białorusią i Litwą. W porozumieniu tym zakładano, że przemieszczanie ludności Polskiej potrwa do kwietnia 1945 roku. Lecz termin ten okazał się nie realny i był wielokrotnie przesuwany.

Tzw. repatriacja rozpoczęła się na wiosnę 1945 roku i prowadzona była bardzo chaotycznie. W wyniku jej Litwę opuściło 122 tysiące osób, które zostały skierowane głównie na tereny dawnych Prus Wschodnich oraz na Pomorze. Około 268 tyś. ludzi wyjechało z Białorusi, a ponad 613 tysięcy byłych mieszkańców z Ukrainy przesiedlono na Opolszczyznę do powiatów kozielskiego, namysłowskiego i ziemię brzeską. A także na Dolny Śląsk do powiatu dzierżoniowskiego w okolice Niemczy oraz Piławy Dolnej i Górnej i ziemię lubuską, w okolice Leszna, Nowej Soli i Wschowy oraz Gorzowa.

Akcja przesiedleńcza rozpoczynała się od rejestracji na wyjazd i starań o uzyskanie „Kart repatriacyjnych” . Chętnych do opuszczenia Litwy i Białorusi było dwukrotnie więcej przyznano „Kart”. Kto otrzymał ten dokument szykował się do wyjazdu. Przesiedleńcy mogli zabrać ze sobą do dwóch ton bagażu na rodzinę, odzież, obuwie, żywność, sprzęty domowe inwentarz gospodarczy i zwierzęta hodowlane. Na ich gospodarstwa oczekiwały już rodziny łemkowskie.

Nie rzadko po opuszczeniu swoich gospodarstw całe rodziny wraz z dobytkiem przez kilka tygodni koczowały w pobliżu stacji kolejowych w oczekiwaniu na miejsce w transporcie. Radziecka kolej była w tym czasie zajęta przewozem do Związku Radzieckiego „trofiejnych” łupów z Zachodu. Gdy już komuś udało się zdobyć miejsce w wagonie towarowym podłączonym do transportu, podróżował w ciemno. Wiedział jedynie, że jedzie na Zachód – do „Nowej Polski”. Ówczesna władza komunistyczna i propagandziści radzieccy obiecywali przesiedleńcom na tzw. Ziemiach Odzyskanych „złote góry”.

Zasadniczą grupę przesiedleńców stanowiły w większości kobiety z dziećmi oraz osoby w podeszłym wieku, gdyż mężowie – ojcowie tych rodzin w tamtym czasie byli w wojsku i walczyli na froncie. W pierwszym okresie repatriacji podróżujące rodziny, w czasie wielu dniowych postojów narażone były na rabunki ze strony żołnierzy Armii Czerwonej lub zwykłych bandytów. Traciły wtedy cały skromny dobytek, a nie rzadko i życie.

Rodziny przesiedlanych kresowiaków starały się trzymać razem. Starały się jechać razem z sąsiadami tym samym transportem, a po przybyciu na miejsce przeznaczenia dołączali do tych, których znali i z którymi mieszkali przed wojną. Więc lwowiacy osiedlili się głównie we Wrocławiu, Bytomiu i Gliwicach. Mieszkańcy województwa stanisławowskiego w większości zamieszkali w Opolu, drohobyczanie – w Wałbrzychu, kałuszanie w Raciborzu i Baborowie, a mieszkańcy województwa tarnopolskiego osiedlili się w powiecie kozielskim, pod Namysłowem oraz na ziemi brzeskiej.

Pierwsza grupa repatriantów z Kresów dotarła na Śląsk Opolski już w marcu i kwietniu1945 roku. Sprzyjał temu m.in. fakt, że na Opolszczyznę, doprowadzone były ze wschodu – rosyjskie „szerokie tory.”

Na terenie Polski działaniami związanymi z osadnictwem na tzw. Ziemiach Odzyskanych zajmował się Państwowy Urząd Repatriacyjny, powołany 7 października 1944 roku przez PKWN. Urząd ten miał za zadanie organizowanie transportu, aprowizacji, opieki medycznej i przydzielanie mieszkań oraz gospodarstw poniemieckich przesiedleńcom.

Śląsko-dąbrowski oddział Państwowego Urząd Repatriacyjny w Katowicach zakładał, że w powiecie kozielskim osiedli się 5 do 6 tysięcy repatriantów.

Rzeczywistość okazało się inna. Ponieważ linia kolejowa w kierunku Nysy, Baborowa i Kamieńca Ząbkowickiego była za Koźlem zniszczona podczas działań wojennych, większość transportów z przesiedleńcami z za Buga rozładowywana była w Koźlu, gdyż tam kończyły się „szerokie tory”.

W pobliżu stacji kolejowej przy ul. Piastowskiej w dużym poniemieckim kompleksie barakowy po dawnej szkole artylerii przeciwlotniczej utworzono Punkt Etapowy Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Tam pracownicy PUR-u, przyjmowali przyjezdnych na kwarantannę a następnie rozdzielali ich do mieszkań i poniemieckich gospodarstw na terenie powiatu kozielskiego.

Pierwsza 30 osobowa grupa repatriantów z Kamonki Strumiłowej przyjechała do Koźla już 9 maja 1945 roku. Do połowy czerwca 1945 roku do Koźla trafiło 13 kolejnych transportów z przesiedleńcami z województw tarnopolskiego i stanisławowskiego. Przyjechało nimi 1596 rodzin, czyli 5840 osób. Kresowcy wraz z podstawowym sprzętem domowym przywieźli ze sobą: 1243 krowy, 471 koni, 48 świń, 114 owiec i 131 kóz.

Na początku lata1945 roku dotarło do Koźla 64 rodziny z 6 tyś. miejscowości Budzanów w powiecie trembowelskim. Z 6 tyś. miasteczka leżącego w kotlinie rzeki Seret, gdzie w ciągu jednej nocy – z 21 na 22 marca 1945 roku banderowcy z pod znaku UPA, spalili 127 zagród i w okrutny sposób wymordowali 46 mieszkańców.

W następnych tygodniach przyjeżdżały kolejne transporty.W sprawozdaniu do władz województwa śląsko-dąbrowskiego w Katowicach z 30 czerwca 1945 roku, starosta Franciszek Ciupka napisał: „Wydatnie zwiększa się liczba ludności przez napływ transportów z repatriantami ze Wschodu. W 8 transportach przybyło 1596 rodzin, tj. prawie 6 tyś. osób. Sprawa ich osadzenia na terenie powiatu napotyka już duże trudności.”

 

Po pięciu miesiącach 1945 roku na ziemi kozielskiej mieszkało już 2813 rodzin, a w nich 10176 osób repatriowanych ze Wschodu. Kwaterowani byli oni głownie w miejscowościach położonych wokół Koźla., gdyż obowiązywała zasada, że w mieście można było osiedlać wyłącznie rzemieślników.

Najwięcej przesiedlonych rolników zamieszkało w gminach Większyce (2730), Reńska Wieś (1320), Polska Cerekiew (1612), Pawłowiczki (1506) oraz Gościęcin (1347 osób). W tej ostatniej wiosce osiedlono ponad 80 rodzin z Biłki Szlacheckiej z pod Lwowa. Najmniej rodzin osiedliło się w gminie Bierawa, bo tylko 82.

Pod koniec 1945 roku akcja repatriacyjna i przesiedleńcza została zamknięta , a Państwowy Urząd Repatriacyjny rozwiązany.

Sytuacja „zabużan” w miejscu zamieszkania trudna. Gdyż władze komunistycznej Polski traktowali kresowian jako element nie pewny i podejrzany. Bo duża część przesiedleńców miała już za sobą Ak-owską przeszłość oraz wojenne doświadczenia z walk na Kresach z dwoma okupantami hitlerowskimi Niemcami i Rosją Sowiecką.

Po rozwiązaniu Armii Krajowej wielu kresowian przystąpiło do podziemia niepodległościowego i stali się w dużej części członkami Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Duża ich grupa za ten zrywa patriotyczny zryw zapłaciła wieloma latami pobytu w więzieniach.

 

Według danych z końca 1947 roku na ziemi opolskiej zamieszkało 264 426 przesiedleńców z za Buga. Duża ich część szybko i aktywnie włączyła się do odbudowę Państwowości Polskiej w swojej nowej Małej Ojczyźnie. Wielu przesiedleńców odegrało ważną i znaczącą rolę w odbudowie i zagospodarowaniu po zniszczeniach wojennych ziemi kozielskiej.

 

Warto przypomnieć, że już 15 maja 1945 roku przybyli do Koźla pierwsi polscy lekarze – Janina i Tadeusz Zabiegowie. Doktor Zabiega – absolwent Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, został przez Wojewódzki Wydział Zdrowia w Katowicach minowany lekarzem powiatowym. Jego żona zaś objęła opieką repatrianckie dzieci. Dr Zabiega mając do dyspozycji tylko jedną polską pielęgniarkę – wilniankę Stanisławę Paderewską, podjął działania profilaktyczne wśród licznej rzeszy repatriantów przebywających na kwarantannie w Punkcie Etapowym. Lekarze ci w prowizorycznych warunkach zorganizowali leczenie setek chorych na tyfus i czerwonkę. Przystąpili równocześnie do zabezpieczenia bazy leczniczej, sprzętu medycznego oraz mieszkań dla następnych lekarzy przyjeżdzających do Koźla.

Byli nimi również kresowiacy: – ginekolog Józef Gawliński, chirurg Klemens Kiryłowocz, oraz internista Aleksander Radecki. To ci wspaniali medycy na długie lata stanowili trzon kozielskiej a następnie opolskiej służby zdrowia.

Po prawej stronie Odry w kolejarskim Kędzierzynie opiekę medyczną nad mieszkańcami objął absolwent lwowskiej uczelni medycznej dr med. Jerzy Opolski. W tym roku o jego setnej rocznicy urodzin pamiętali miejscowi filateliści wydając pamiątkowy znaczek pocztowy.

Przez przeszło rok kozielską parafią pw. św. Zygmunta administrował pochodzący z Budzanowa ks. Piotr Lewandowski. Do aktywnej pracy przystąpili też przesiedleni z za Buga nauczyciele. Po przejęciu przez dr Czerwińskiego gimnazjum koedukacyjnego i liceum w Koźlu, do kadry nauczycielski zostali przyjęci m.in. katecheta ze Lwowa ks. Kazimierz Orkusz, który następnie został wicedyrektorem szkoły. W dniu 17 września 1945 roku w gimnazjum została zatrudniona przybyła z Trembowli nauczycielska fizyki i chemii Stanisława Aftarczuk. W listopadzie kadrę nauczycielską zasilił jej krajan, polonista Józef Balwirczak. Przed rozpoczęcie roku szkolnego 1945/46 do pracy w szkole przyjęte zostało nauczycielskie małżeństwo z Czostkowa – Genowefa i Stanisław Kotowiczowie, które pracowało w szkolnictwie kozielskim do końca lar 50 ubiegłego wieku. Historii w gimnazjum nauczał absolwent lwowskiego uniwersytetu Aleksander Kelar. Tercjanem szkolnym, który dbał o majątek szkoły był inny lwowianin Michał Hajdun. Natomiast jego krewny Władysław Hajdun początkowo kierował szkołą podstawową w Komornie, a następnie awansował na inspektora szkolnego i prezesa powiatowego Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Także w innych dziedzinach życia gospodarczego i społecznego repatrianci z Kresów zajmowali wiele ważnych i odpowiedzialnych stanowisk w mieście i powiecie.

Przedwojenny inspektor policji Państwowej ze Lwowa, były komendant wojewódzki Policji w Poznaniu, Wilnie i w Warszawie, a od niedawna patron jednego z kozielskich mostów – Wiktor Ludwikowski został pierwszym naczelnikiem Punktu Etapowego Powiatowego Urzędu Repatriacyjnego w Koźlu . On również w połowie 1945 roku otworzył na obecnym na „Placu 24 kwietnia” pierwszą w mieście restaurację o nazwie ”Repatriantka”. Po likwidacji PUR-u był kierownikiem Banku Ludowego w Koźlu. Od 1946 roku włączył się aktywnie w organizację gminnych rad narodowych w powiecie kozielskim oraz przez 12 lat był także komendantem powiatowym Związku Weteranów Powstań Śląskich.

Od samego początku na odpowiedzialnych stanowiskach w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym pracowali także : były budzanowski notariusz Gabriel Wilowski oraz podoficer zawodowy z 9 pułku ułanów kresowych z Trembowli – Józef Drzewiecki.

Tuż po przyjeździe do Koźla w 1945 roku, dwaj budzanowscy młynarze: Emil Szozda ( ojciec słynnego kolarza) i Wojciech Michlak odbudowali po amerykańskich nalotach, kozielski młyn Winklera przy ul Grunwalskiej ( ob. Łukasiewicza) i przez następnych kilka lat kierowali jego pracą.

Inny repatriant z Budzanowa – Bronisław Moros (późniejszy główny mechanik zakładów chemicznych Rokita w Brzegu Dolnym) przejął po wojnie o radzieckich władz wojskowych gazownię w Koźlu oraz wodociągi miejskie przy ul. Filtrowej i przez kilka lat był ich kierownikiem.

Już w lutym 1945 roku przyjechał do Kędzierzyna wraz Armią Czerwoną – Józef Mazur, który wraz z grupką kolejarzy z za Buga przystąpił do zabezpieczania taboru kolejowego i urządzeń do kierowania ruchem pociągów na kędzierzyńskim węźle kolejowym, a następnie przez kilka lat był zawiadowcą stacji Kędzierzyn.

Tuż po wojnie burmistrzem Koźla został budzanowianin – Mikołaj Martiuk, który m.in. założył pierwszą w mieście orkiestrę dętą i przez długie lata był jej dyrygentem. Natomiast jego syn Jan był jednym z pierwszych dyrektorów Techniki Żeglugi Śródlądowej.

Przez wiele lat przedwojenny urzędnik gminny z Budzanowa – Michał Ziemski kierował Powiatowym Urzędem Likwidacyjnym, a inny urzędnik starostwa w Trembowli – Stanisław Balawejder pracując w kozielskim starostwie zajmował się weryfikacją autochtonów, po wypełnieniu tego zadania został kierownikiem Powiatowego Urzędu Ziemskiego w Koźlu.

Zaraz po zakończeniu działań wojennych, jednym z pierwszych transportów, przyjechał do z Kołomyi do Koźla – Józef Oryszczuk. Wraz z małżonką Heleną uruchomili oni w mieście kino „Hel”. Przez wiele lat pan Józef był głównym kinooperatorem tej placówki kulturalnej, która w tamtym okresie spełniła ważną rolę kulturotwórczą i propagandową. Jedną z animatorek powojennego życia kulturalnego wśród najmłodszych mieszkańców Kędzierzyna była lwowianka – Irena Szczygieł, która już w 1945 roku zakładała pierwsze w mieście teatrzyki dziecięce oraz stuletnia obecnie – Maria Wodziak z Podkamienia w woj. tarnopolskim, zaraz po wojnie zorganizowała i prowadziła przez długie lata jedno z pierwszych w Kędzierzynie przedszkoli i świetlicęSerdeczne gratulacje. !!!! Już wysyłam SMS-a. Ja również w 2016 roku byłem nominowany   do tego  plebiscytu.  Ale przegrałem z honorem mając takich rywali jak n.p. :Tudajowa,  Peczkis.  Wołkowski i Leszkiewicz (ówczesny prezes Azotów).
Przy okazji przesyłam tekst który m.in. był publikowany w tygodniku  „DOBRA GAZETA”. dla dzieci.

Przybyły w połowie 1945 roku ze Zborowa /k/ Trembowli Józef Długosz został organizatorem i pierwszym kierownikiem Państwowego Przedsiębiorstw Budowalnego w Kędzierzynie, będącego filią katowickiego oddziału Przedsiębiorstwa Odbudowy Kraju, które zajmowało się remontem i odbudową domów i mieszkań w Koźlu i Kędzierzynie oraz odbudową kozielskich mostów, zniszczonych w nocy z 18 na 19 marca 1945 roku przez wycofujący się z Koźla Wermacht. Jednym z odpowiedzialnych pracowników pionu nadzoru budowlanego we wspomnianym Przedsiębiorstwie był repatriant z Trembowli inżynier budownictwa Stanisław Kamiński, który m.in. kierował budową zaprojektowanego przez X. Dunikowskiego pomnika Powstańców Śląskich na Górze św. Anny. Jego syn Józef przez kilka lat był prokuratorem powiatowym w Koźlu, a następnie znanym w mieście adwokatem. Już od początku września 1945 roku budzanowski mistrz stolarski i ciesielski Józef Rogowski jako majster budowalny w kędzierzyńskim PPB nadzorował remonty i odbudowę zniszczonych w czasie wojny mieszkań i budynków na terenie Kędzierzyna.

W 1945 roku po demobilizacji z wojska zastępcą wójta w Blachowni Śląskiej został pochodzący z miejscowości Święty Józef koło Kołomyi – Mieczysław Żurek, który następnie przez kilka lat prezesował sławęcickiej Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, a pod koniec lat pięćdziesiątych na wiele lat objął prezesurę w Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni w Koźlu. Na początku lat 80 ubiegłego wieku wybrano go przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej.

Przez długie lata członkiem Zarządu kędzierzyńskiej Spółdzielni Pracy „Promień” i jej głównym księgowym był jego krajan Julian Kasza. Natomiast inny kresowianin Marian Sąsiadek z Chodorowa przez 37 lat był prezesem Spółdzielni Pracy „Twórczość”.

Jeszcze do tej pory mieszkańcy Koźla bardzo ciepło wspominają pochodzącego z Panowic k/Podhajec – Bolesława Chodynieckiego – ojca miasta Koźla w latach 1961-1971.

Nie sposób w tej wyliczance nie wspomnieć o kresowianinie i „Honorowym Obywatelu Miasta”, księdzu infułacie Ludwiku Rutynie, pochodzącego z miejscowości Podzameczek k/ Buczacza ,który przez 32 lata sprawował w Koźlu posługę kapłańską, jako proboszcz parafii pw. Św. Zygmunta i św. Jadwigi Śl. Ceniony był przez mieszkańców głównie za to, że osobiście brał udział w budowie i remontach kościołów filialnych, porządkowaniu cmentarzy, a także budowie Domu Katechetycznego w Koźlu. Gdy ukończył 73 lata i przeszedł na emeryturę, wyjechał na dawne Kresy Wschodnie i tam przez 10 lat odbudował w powiecie trembowelskim siedem kościołów, które po wojnie Sowieci zamienili na magazyny, szpitale i kotłownie.

Można, więc śmiało powiedzieć, że kresowianie stanowiący po wojnie blisko 15 procent społeczności lokalnej, odegrali ważą rolę w odbudowie Państwowości Polskiej na ziemi kozielskiej. Przez 70 powojennych lat mocno z asymilowali się z ludnością zamieszkującą ich Nową Małą Ojczyznę. A ich potomkowie z powodzeniem kultywują tradycje i kulturę swych ojców i dziadków.

Bogusław ROGOWSKI