Bożena Ratter

Spis artykułów:

100 rocznica zakończenia wojny polsko – ukraińskiej

Ten straszny terror uzyskał cichą akceptację

Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem

Kronika zamordowanego świata

To nie są pasjonaci – to są ofiary zbrodni ludobójstwa

Ukraińcy są inspiracją dla amputacji polskiej historii i polskiego dziedzictwa kulturowego

Powinniśmy szanować własną historię

Przed 100 laty Ukraińcy i Polacy

Trzy pokolenia pamięci – holocaust narodu Polaków

Pomnik rzezi wołyńskiej

Świadomość narodowa Ukraińców w Polsce

Traktat ryski

Gdzie słomka, a gdzie belka?

Czy warto eksperymentować?

Polsko ukraińskie relacje w cieniu doktryny Doncowa

Współczesna Ukraina i polskie dziedzictwo

Decyzje „olbrzymów”

Dzieci ludobójstwa OUN UPA

Zoologiczny nacjonalizm ukraiński

Tylko prawda nas wzbogaci


100 rocznica zakończenia wojny polsko – ukraińskiej

Polacy na tym terenie przez siedem pokoleń marzyli i walczyli o odrodzenie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. 1 listopada 1918 r. przedstawiciele Polskiej Komisji Likwidacyjnej z Krakowa mieli przejąć władzę we Lwowie w imieniu odradzającej się ojczyzny. Nagle Polacy obudzili się w ukraińskim Lwowie, Tarnopolu czy Stanisławowie. Dla wielu z nich był to koszmarny sen. W wyniku przeciwdziałania polskiego i wielkiej ofiarności patriotycznej setek młodzieży  oraz odsieczy wojsk polskich (również z Wielkopolski), wojska ukraińskie wycofały się ze Lwowa 22 listopada 1918 r. Ta niepotrzebna wojna trwała do 16 lipca 1919 r. kiedy to oddziały Ukraińskiej Halickiej Armii zostały wyparte za Zbrucz, na Ukrainę. W czasie tych dziewięciu miesięcy żołnierze UHA popełnili wiele zbrodni na żołnierzach i cywilach polskich. Palono i rozstrzeliwano polskie wsie.  Zamordowani jeńcy polscy mieli wyłupione oczy, wydarte języki i obcięte uszy. Mordowano lekarzy i sanitariuszki, zakopywano żywcem, gwałcono zakonnice, profanowano kościoły. (Przyczyny ukraińskiego ludobójstwa na Kresach Południowo Wschodnich RP w latach 1918-1919 i 1939 -1946 – prof. Czesław Partacz)

Czytając opisy zbrodni, słusznie przychodzi na myśl, że może te barbarzyńskie okrucieństwa nieco przesadnie przedstawiono, może kultura Gontów i Żeleźniaków obecnie w XX wieku uległa zmianie – pisała w 1926 r. Wanda Mazanowska, wiceprezydent Straży Mogił Polskich Bohaterów w II RP.
Niestety- nie! Dla zbadania okrucieństw ukraińskich delegowano komisję sejmową. Przesłuchano do 60 świadków i zeznania ich spisano protokolarnie i podano do publicznej wiadomości w broszurze zatytułowanej „Z krwawych dni Złoczowa 1919 r.“, z której czerpiemy materiał. Ekshumację i oględziny sądowo-lekarskie przeprowadzono w obecności misji aliantów 5 i 6 czerwca 1919 r. Zdjęcia fotograficzne ekshumowanych zwłok mieszczą się w aktach dochodzeń sądowych i złożone zostały komisji sejmowej dla badania okrucieństw ukraińskich. Oględziny sądowo- lekarskie uskutecznił Sąd okręgowy w Złoczowie wobec delegatów ówczesnego Namiestnictwa i wojskowości, wobec delegatów misji amerykańskiej: Smitha i porucznika Br. Hohendorfa, F. F. O. Donella, delegata misji angielskiej (Wanda Mazanowska).
Dlaczego apogeum ukraińskiego ludobójstwa miało miejsce na Wołyniu a nie w Małopolsce Wschodniej? –pytał Michał Wołłejko podczas debaty zorganizowanej przez  Fundację im. J. Kurtyki  11 lipca 2019 r.

Po pierwsze wiele się wydarzyło już od 1 września  1939 roku. Na Wołyniu dochodzi do masowych ataków na osadników wojskowych, gajowych, leśniczych, policjantów, wycofujących się żołnierzy Wojska Polskiego ((27 września 1939 r. został zamordowany  przez Ukraińców w Lipowcu hr Andrzej Potocki, żołnierz WP, którego ciało wykupił i pochował hr Leon Sapieha, ostatni właściciel Krasiczyna, brat Adama Sapiehy-BR), dwory, uchodźców uciekających przed Niemcami. Wiemy, że zginęło kilka tysięcy osób, nawet nie wiemy gdzie są ich groby. Drugie to likwidacja Polaków w czasie napaści „pierwszego sowieta” , od 17 września 1939 do 22 czerwca 1941 r. to  cztery wywózki w głąb ZSRR , pobór do Armii Czerwonej, rozstrzeliwania więźniów w czasie wycofywania się, później okupacja niemiecka,  działalność policji ukraińskiej – to spowodowało, że na Wołyniu liczba Polaków zmniejszyła się znacznie a ludność została przez okupanta sowieckiego, niemieckiego i ukraińskiego pozbawiona elementu przywódczego, zabrakło tych ludzi, którzy mogliby organizować opór. Nie ma struktur podziemnych ZWZ i AK, konspiratorów, zostali całkowicie wyniszczeni. O tym doskonale wiedzieli Ukraińcy. Po trzecie Wołyń to kraina lasów, bagien, doskonałe miejsce dla działania podstępnego, rozkaz przejścia policji ukraińskiej do lasu rozpoczyna masowe ludobójstwo w wielu wsiach jednocześnie  – odpowiedział dr Leon Popek, który z panią Ewą Siemaszko i ks. Tadeuszem Isakowiczem Zaleskim został zaproszony do debaty.

OUN działała bardziej ofensywnie na chłopów na Wołyniu  niż komuniści, którzy nie zaprowadzali terroru wobec ludności ukraińskiej a OUN prowadziła  terror, komuniści działali propagandowo a OUN działali propagandowo i terrorystycznie. Propaganda nasiliła się bardzo  po wkroczeniu Niemców w 1941 roku, organizowano struktury, agitowano, robiono zebrania  – to był proces wieloletni, który zaczął się jeszcze w latach 30. W relacjach często spotykam się z takim stwierdzeniem, iż były już wtedy napomknięcia: „my was wyrżniemy”. Czyli podziemna działalność OUN była dobrze rozwinięta, zwłaszcza na Wołyniu, nasze władze chyba nie były zorientowane, byliśmy  skoncentrowani na zwalczaniu wpływów komunistycznych, jaczejek, agentów sowieckich. Emisariusze na Wołyń napływali, nawet się tam działacze OUN osiedlali, kupowali gospodarstwa, jako nauczyciele przybywali w ostatnich 5 latach przed wojną. Grunt był szykowany. Wołyń to spory procent analfabetów, co ma wpływ na postrzeganie rzeczywistości. Czytałam niedawno dokumenty OUN, Polacy nawet nie zdawali sobie sprawy jak byli infiltrowani, wszystko co działo się w kręgach polskich było widoczne jak na talerzu dla Ukraińców. Oni nas rozpracowywali (również  swoich rodaków). To stawiało nas na pozycji przegranej– dodała  pani Ewa Siemaszko.

Wołyń jest to symbol, tak jak Katyń jest symbolem zbrodni, która działa się w różnych miejscach. W latach 30. doszło do działań przeciwko państwu polskiemu, ginęli i Polacy i sprawiedliwi Ukraińcy. W roku 1934 zginął gorący zwolennik ugody z Ukraińcami, Minister Spraw Wewnętrznych, Bronisław Pieracki. Właśnie po tym zabójstwie Józef Piłsudski utworzył Berezę Kartuską. 3 lata wcześniej został zastrzelony w Truskawcu Tadeusz Hołówko, również zwolennik ugody. Ginęli wtedy również ci Ukraińcy, którzy chcieli zgody z Polakami lub ci, którzy nie reprezentowali ideologii banderowskiej. Najbardziej znaną ofiarą  był Iwan Pawlik, dyrektor gimnazjum ukraińskiego a zarazem szef Akcji Katolickiej we Lwowie. Zginął, gdyż swoimi poglądami nie odpowiadał ideologii nacjonalistów ukraińskich. A z chwilą wybuchu wojny doszło do wybuchu działań OUN przeciwko Wojsku Polskiemu, urzędnikom i zwykłym obywatelom. Mój śp. ojciec opisał w swoim pamiętniku noc z 18 na 19 września 1939 r. w osadzie w okolicach  Buczacza, gdzie bojówki OUN UPA wymordowały całą osadę, ponad 40 osób, wszystkich, starców, kobiety, dzieci. Powiat Podhajce, Stryj – Ukraińcy jak w 1918 próbowali przejąć miasto. Czerwiec/lipiec 1941 w Małopolsce Wschodniej to również czas napadów bojówek OUN UPA na osady w momencie wycofywania się sowietów. Policja ukraińska wzięła wtedy też czynny udział w mordowaniu i wyrzynaniu Żydów, gett żydowskich. Nasiąknięci krwią Żydów, oswojeni z mordem łatwo przystąpili do mordowania Polaków– wyjaśniał ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski.

Nasi wspaniali Rodacy zdobywali i bronili dla nas niepodległości Polski przed trzema atakującymi nas od wieków narodami, niemieckim, sowieckim i ukraińskim. Ci sami Polacy z Ziem Wschodnich II RP ( jak choćby generał Stanisław Maczek) walczyli w 1918 roku w obronie Lwowa, odzyskiwali Stanisławów, Drohobycz z rąk ukraińskich w latach 1918-1919, walczyli z bolszewikami w 1920 roku a potem znowu w 1939 w obronie Lwowa, Stanisławowa, Grodna, Wilna, mordowani przez Niemców, Ukraińców, Rosjan, zsyłani w akcji eksterminacji polskiej inteligencji w 1940-1941 na nieludzką ziemię, gdy przeżyli i mieli szczęście wyjść z Andersem, zwyciężali pod Falaise czy Monte Cassino.

Dla nich napisał Feliks Konarski pieśń o randze hymnicznej:

…Przejdą lata i wieki przeminą ,

Pozostaną ślady dawnych dni

I wszystkie maki na Monte Cassino

Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosły krwi!…

Ci co przeżyli bitwę pod Monte Cassino nie mieli dokąd wrócić, ich ojczysta ziemia spływała krwią rodzin okrutnie mordowanych przez Ukraińców spod znaku OUN UPA, dobytek zagrabiony, domy spalone, wstęp po karą śmierci wzbroniony.

W Kurierze Galicyjskim, niezależnym piśmie Polaków na Ukrainie czytam: 18 maja, w 75 rocznicę powstania pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino „ po raz pierwszy zabrzmiała ona we Lwowie po ukraińsku. Fakt ten uważam, delikatnie ujmując,  za dowód niezwykłego cynizmu pomysłodawców. To w języku ukraińskim, nawet przy akompaniamencie muzyki ukraińskiej  odbywało się ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

W tym samym numerze czytam: „Władza ukraińska w Stanisławowie trwała od 1 listopada 1918 do 25 maja 1919 roku. Jeżeli o zrywie listopadowym piśmiennictwo jest bogate, to o wydarzeniach majowych wiadomości jest niewiele. W literaturze historycznej mamy jedynie wzmianki o jakimś polskim powstaniu”.

Jeśli dla redaktora  Kuriera Galicyjskiego walka o odzyskanie Lwowa przez Orlęta lwowskie, wojna polsko – ukraińska o odzyskanie ziem polskich zabranych nam na 123 lata zaborów to zryw listopadowy a odzyskanie Stanisławowa przez Generała S. Maczka to wydarzenia majowe to proponuję zmienić nazwę pisma na niezależne pismo nacjonalistów ukraińskich na Ukrainie i domagam się, by nie było ono finansowane w moich pieniędzy.

Na marginesie warto autorowi (Feliksowi Konarskiemu) złożyć hołd za wiersz, którym w latach 70. wszedł do historii szkolnictwa polonijnego i emigracyjnego: Polskie dziecko . Jest to sercem zapisana rozmowa poety, starego emigranta z 7-letnim dzieckiem polskim, chłopcem napotkanym w parku nowojorskim, które choć zachowało poczucie odrębności etnicznej, rozumie swoją ułomność – nie włada językiem ojczystym.(Emigracja walczących Wojciech Jerzy Podgórski)

…Przyszło mi na myśl dzieciństwo… te moje odległe lata…
Ta moja przeszłość cudowna, beztroska, bujna, skrzydlata…

I matki tkliwe spojrzenie, gdym po skończonej wieczerzy

Powtarzał z nią półgłosem słowa wieczornych pacierzy..

Dziękuję Ci, moja Matko, żeś mnie nauczyła tej mowy,

Która rosą się perli na wrzosowiskach o świcie…

Która wierzbami szumi… pachnie lasem sosnowym…

I stokroć jest piękniejsza niż moje tułacze życie…

Która słowiczymi trelem dźwięczy w majowe noce

Albo śpiewem skowronka ulatuje do nieba;

Która słońcem rozbłyska i gwiazdami migoce,

I ma w sobie smak miodu i razowego chleba…

Która skrzy się w klawiszach Szopenowskim mazurkiem

I hejnałem mariackim dni minione przyzywa,

A za groblą – za młynem – za zielonym pagórkiem

Pastuszkową fujarką smętne piosnki wygrywa…

Która mową Kościuszki była i Mickiewicza,

Z niej Dąbrowski się zrodził i Pułaski jenerał,

Co choć obce granice polską szablą wytyczał,

Lecz tą mową oddychał!… Dla tej mowy umierał!


Ten straszny terror uzyskał cichą akceptację

Szanowni Państwo, serdecznie dziękuję za zaproszenie na obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich  nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.  Południowo wschodnie kresy II Rzeczypospolitej kryją do dziś wielką, niezabliźnioną ranę…Przez wiele lat ze zdumieniem słuchaliśmy głosów płynących także z polskiej strony zaprzeczających ludobójczemu charakterowi działań podejmowanych  przez oddziały UPA…W 2016 roku polski Sejm jednoznacznie odciął się od haniebnych dywagacji ustanawiając Narodowy Dzień Pamięci Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich  nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Dla mieszkańców Opolszczyzny, wygnańców z Kresów i ich potomków dzień ten przywołuje bardzo bolesne wspomnienia o męczeńskiej śmierci członków najbliższej rodziny, przyjaciół i sąsiadów-  list Ministra  Jana Józefa Kasprzyka, szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych odczytany został 1 czerwca 2019 roku organizatorom i uczestnikom  uroczystości w Kędzierzynie Koźlu.

W czerwcu 2019 roku nie odciął się jeszcze od „dywagacji” Instytut Pileckiego – Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami– polska państwowa instytucja kultury podległa Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, powołana 29 kwietnia 2016 z inicjatywy wiceminister Magdaleny Gawin.

Instytut Pileckiego nie odniósł się do uchwały w Sejmie z 2016 roku w reklamie, którą umieścił w stacji metra Politechnika w Warszawie. Podróżujący metrem może odczytać : wciąż byliśmy sąsiadami, w czasie Rzezi Wołyńskiej Anatolij i Zinaida uratowali polską rodzinę ostrzegając ja przed atakami UPA.

To nie była rzeź wołyńska, to było Ludobójstwo obywateli polskich dokonane przez nacjonalistów ukraińskich spod znaku band  OUN UPA  i wpierającą ich otumanioną ukraińską ludność na Ziemiach Południowo Wschodnich II RP.  Ludobójstwo na obywatelach polskich na Wołyniu i  w Małopolsce Południowo Wschodniej , w województwie wołyńskim, tarnopolskim, stanisławowskim, lwowskim, poleskim, lubelskim, krakowskim… Są na to setki tysięcy dokumentów.

Ludobójstwo dokonane na ludności polskiej przez OUN-UPA
w latach 1939-1947 w pow. Tomaszów Lubelski cz. 4
Na Rubieży: cz 1 nr 9/2007 s 36, cz 2 nr 97 s 32, cz 3 nr 115/2011 s 13 ( Szczepan Siekierka)
Gospodarz opowiedział nam jak 18 marca 1944 roku, o szarym świcie zbrojne grupy OUN – U PA pod dowództwem Mirosława Onyszkiewicza, ps. „Orest” dokonały w ciągu kilku godzin rabunku i mordu 53. mieszkańców Tarnoszyna i 10. mieszkańców sąsiedniego Ulhówka, do którego mieliśmy wkrótce wyruszyć na zasadzkę. W dniu napadu, opowiadał Buczkowski, zamordowano w bestialski sposób 23 kobiety w różnym wieku i 16 dzieci, dziesięcioro z nich miało poniżej pięciu lat. Do rzezi bandyci wykorzystali broń palną, widły, siekiery, noże i bagnety. Często pastwiono się nad nieszczęsnymi z niespotykanym sadyzmem za nim uśmiercono. W samym tylko Tarnoszynie banderowcy spalili 98 zabudowań. Dokonali masowej grabieży. Z kolonii tarnoszyńskiej zamordowano 4-osobową rodzinę Wolaninów. Wielu Polaków banderowcy palili żywcem w zabudowaniach. …
Przed nami zabudowania wsi Szczepiatyn. Podwajamy czujność. Zwiększamy odległości miedzy strzelcami. Sprawdzamy broń i granaty. Panuje złowroga cisza. Poprawiam pas karabinu. Część zabudowań spalona. Tu i ówdzie sterczą osmolone ściany, kominy nieistniejących chałup. Obserwujemy teren. Czujnie przemykamy przez wieś. Na skraju zabudowy po lewej stronie drogi gruntowej w kierunku na Ulhówek widnieje rozpadający się młyn. Od niego biegnie droga, która prowadzi do zabudowy kolonii. Przy ocalałej z pożaru ścianie stoją drewniane taczki. Naga, młoda kobieta została do nich przybita gwoździami wbitymi w rozkrzyżowane dłonie i ramiona.

Ludobójstwo dokonane na ludności polskiej przez OUN-UPA
w latach 1939-1946 w woj. tarnopolskim pow. Kamionka Strumiłowa
Na Rubieży nr 3/13/1995 a. 1. NR 58/2002 cz. 2. NR 102/2009 Cl. 3. ( Szczepan Siekierka)
Emilia Rakowska z d. Skrzypek – Australia

Głos z dalekiej Australii

Od krewnej z Polski otrzymałam kilka egzemplarzy czasopisma pt. Na Rubieży … Zawarte w nim relacje i wspomnienia to najprawdziwsza historia opisana przez naocznych świadków zbrodni popełnionych w latach 1939-1947 przez Ukraińską Powstańczą Armię. Po wojnie w Australii osiedliło się dużo Polaków z Kresów Wschodnich i Ukraińców. Niektórzy z nich należeli do tej „armii”, która w okrutny sposób wymordowała dwieście tysięcy Polaków. Coraz więcej świadków tamtych okrutnych wydarzeń odchodzi, a ci co jeszcze żyją nie potrafią wyzbyć się strachu ..
To tyle na wstępie, chciałabym też w skrócie opisać moją wędrówkę z podolskiej wsi do Australii. Pochodzę ze wsi o nazwie MAZIARNIA WAWRZKOWA pow. Kamionka Strumiłowa woj. tarnopolskie. Była to wieś koherentna – zamieszkała przez ludność polską, pamiętam jedną rodzinę ukraińską i kilka małżeństw mieszanych. Wieś rozległa z gospodarstwami o pokaźnym areale ziemi. We wsi był kościół, cztero klasowa szkoła i duża świetlica, po pracy pełna rozśpiewanej młodzieży. Położona była, wśród sosnowych lasów – pachnących żywicą, ukwieconych łąk na wiosnę i falujących łanów zbóż latem.
W tej wsi w 1925 roku ja się urodziłam. Moje rodzeństwo to cztery siostry i jeden brat. Rodzice moi Maria i Józef mieli dobrze prosperujące gospodarstwo rolne. Ojciec zmarł gdy miałam niecałe cztery lata. Mama jako wdowa dobrze radziła sobie z prowadzeniem gospodarstwa i wychowywaniem dzieci. Z ustnego przekazu mamy dowiedziałam się, że mój pradziadek był Czechem o nazwisku SKRZYPEK WAWRZYK – kupił on kilkadziesiąt hektarów ziemi w wyżej wymienionej okolicy i założył fabryczkę mazutu, stąd nazwa wsi MAZARN1A WAWRZYKOWA. ..W 1939 roku miałam już 14 lat, pamiętam wkroczenie na nasz teren Sowietów. W naszej wsi było spokojnie, ale tam gdzie mieszkali Ukraińcy – to ogarnęła ich euforia – cieszyli się, witali żołnierzy kwiatami i śpiewem. No i zaczęło się donosicielstwo na Polaków, mordowanie żołnierzy Polskich po klęsce wrześniowej. Ukraińcy wstępowali do policji i sporządzali listy z nazwiskami osadników legionistów polskich do wywózki na Sybir i innych części kraju (ZSRR). Ale apogeum ich bazyliszkowej natury ujawnił się z chwilą okupacji niemieckiej kiedy Hitler napadł na Związek Radziecki w 1942 roku. To właśnie wtedy na ochotnika wstępowali do armii niemieckiej. Razem z Niemcami likwidowali Żydów, grabili ich majątki, a potem już jako bandy z UPA masowo mordowali Polaków, palili i rabowali całe wsie najpierw na Wołyniu, a potem w Małopolsce. Niemcy na okupowanych terenach zarządzili, że młodzież po ukończeniu czternastu lat musi pracować na rzecz okupanta. Ja należałam do starszego rocznika, miałam wtedy skończone siedemnaście lat, musiałam razem z innymi jechać do Niemiec na przymusowe roboty.
W 1944 roku dostałam ostatni list od siostry Marii, która pisała, że wioski już nie ma, została spalona i ograbiona, 35 osób zamordowanych – brat Władysław i mąż kuzynki – zaginęli, z pewnością też zostali zamordowani, ona razem z mamą schroniła się w Busku.
Obie zmarły z choroby w Busku, przeżyły 2 inne siostry, Bronia i Frania, które pani Emila odwiedziła w 1968 roku pytając co zdarzyło się w jej rodzinnej wsi.

Napad był o północy 25 marca 1944 roku. Ludność wsi nie spodziewała się tak zmasowanego ataku. Ta napaść była przez banderowców starannie zaplanowana. Banda z UPA weszła drogą do samego serca wsi i zaczęli od zabudowań sołtysa o nazwisku Święs, zamordowali całą rodzinę Jana, Marię i Stanisławę, a domostwo podpalili. Następnie podpalili drewniany kościół szkołę i świetlicę. ..Banderowcy po kolei mordowali ludzi z domostw, wynosili co się dało i podpalali zabudowania…Ocaleli tylko ci, którzy zdążyli ukryć się w lesie lub dobiec do innych wsi jak Huta, Połoniczna lub Grabowa. Niektórzy z nich rano poszli zobaczyć co zostało ze wsi Maziarni Wawrzykowej. Jak weszli widok był okropny – poczerniałe kikuty kominów, żarzące się jeszcze drewniane belki domostw, zaduch, gdzieniegdzie martwe zwierzęta i zwłoki pomordowanych, okropnie zmasakrowane. Rozpoznano leśniczego Muzyczaka – miał odrąbaną głową, obok leżał jego syn. Również we wsi Turki – był napad, zamordowali 17 osób – między nimi żywcem spalili rodzinę Skrzypek – brata naszego ojca Jana, jego żonę Marylę i syna Władysława.

Siostrom razem z innymi uciekinierami w bydlęcych wagonach Niemcy umożliwili wyjazd do Polski na Podkarpacie. Tam prawie rok mieszkały we wsi Trzcinica koło Jasła u gospodarza o nazwisku Wilczak. To byli bardzo dobrzy ludzie – pomagali siostrom, one pracowały w ich gospodarstwie zanim wyjechały na Ziemie Odzyskane.

Wracałam do Australii chora – wspomina pani Emilia, wiedząc, że z siostrami nie zobaczę się już więcej. Lata mijały – nie mieliśmy dzieci. Razem z mężem w wieku 70 lat przeszliśmy na emeryturę. W roku 2007 mąż zmarł, zostałam sama, ale mam dobrych znajomych, sąsiadów – pomagają mi w miarę potrzeby. U schyłku życia często wracam wspomnieniami do mojej rodzinnej wsi. Miejsca, którym była Maziarnia Wawrzkowa siostra nie mogła odnaleźć, rósł tam młody sosnowy zagajnik. Nawet dawnego lasu już nie było. jedynym pozostałym znakiem jest duży kamień – niemy świadek minionych zdarzeń.

Władysław Kubów we wstępie do wspomnień „Terroryzm na Podolu” napisał : zdecydowałem się w wieku 80 lat napisać tę książkę aby dać świadectwo prawdzie o strasznych wydarzeniach na Podolu, szczególnie w czasie II wojny światowej. Mordowały tu w okrutny sposób ludzi, od niemowlęcia do starca, bojówki ukraińskie zorganizowane przez OUN. Wydarzenia te przeżyłem osobiście. Powinny być potępione  i osądzone. Pragnę również oddać cześć  OFIAROM tych zbrodni i upamiętnić ich nazwiska.

Dr Józef Fajkowski, historyk, do którego zwrócił się z prośbą o korektę napisał: Opracowanie to jest niezwykłym dokumentem, mogą czerpać pełnymi garściami z takich książek zawodowi historycy, jako źródła.

Szkoda, że  naukowe gremium Instytutu Pileckiego (jak i gremia mediów czy MKiDN) nie korzysta z takich rad. Mimo, iż mottem Instytutu jest : „Upamiętnianie, dokumentowanie i badanie historii XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego doświadczenia i losów obywateli polskich ” nie znalazłam na stronie „polskiego doświadczenia i losów ” Polaków z Ziem Wschodnich II RP mordowanych w więzieniach i dołach śmierci Lwowa, Stanisławowa, Łucka, Pińska…, mordowanych skrytobójczo w lasach, wsiach, na polach, w dworach, chatach, leśniczówkach, szkołach, kościołach, wywożonych do sowieckich łagrów na Syberii, Kazachstanie na podstawie list przygotowanych przez Ukraińców, losu 200 000 zamordowanych w bestialski sposób przez Ukraińców zgodnie z wytycznymi Nacjonalizmu Doncowa.

Współczuję dzisiaj  Amerykanom dotkniętym tragedią World Trade Center,  lecz jednocześnie odżywa we mnie wspomnienie terroru, jaki dotknął Polaków na Kresach. I nasuwa się gorzka konstatacja, że terroryzm mógł stać się  pierwszoplanowym problemem świata dopiero wtedy, gdy tysiące ludzi zostało pogrzebanych na oczach milionów telewidzów pod gruzami największej budowli w najpotężniejszym światowym mocarstwie. Tymczasem to, co wydarzyło się blisko 60 lat temu na Kresach, nie zostało nigdy przez światową  opinię publiczną ani zauważone, ani potępione .[również polską – uwaga BR].
A przecież szalał tam straszliwy terror na masową skalę. Trudno by znaleźć w historii ludzkości takiego nagromadzenia potwornych zbrodni. One porażają zarówno rozmiarami, jak i sposobami popełniania. Dobrze, że obecnie zaczynają się ukazywać  książki dokumentujące te wydarzenia.
Pokazują one – a książka “Terroryzm na Podolu” czyni to w sposób niezwykle staranny – jak doszło do tego, że społeczność kresowa, zgodnie i pokojowo od lat żyjąca podzieliła się na dwie grupy: ofiary i zbrodniarzy- napisał we wstępie o. prof. dr hab. Mieczysław Albert Krąpiec, który pochodzi ze Zbaraża na Podolu.
Ta najbardziej skrajna i zwyrodniała postać terroryzmu, zakładająca osiąganie politycznych celów przez masową  eksterminację cywilnej ludności, kiełkowała i rozwijała się również na naszych polskich ziemiach w nacjonalistycznych kręgach ukraińskich…Początek i narastanie terroru na Kresach zapamiętałem jako dziecko. Jeszcze przed 1930 r. nacjonaliści ukraińscy przeprowadzili akcję palenia polskich stodół i stogów ze zbożem. Pamiętam grozę płonących w nocy ogromnych stogów pszenicy, gdy niszczono zbiory panu Konopackiemu, bogatemu właścicielowi ziemskiemu z mojej rodzinnej Berezowicy Małej. Najstraszniejsze miało dopiero nadejść. Kilkanaście lat później ten Konopacki zginął obdarty przez nacjonalistów ukraińskich ze skóry. W mojej rodzinnej wsi i w setkach jej podobnych, działy się rzeczy nie do wyobrażenia. Głowy niemowląt i dzieci rozbijano o ściany, dzieci wieszano na jelitach matek, księży piłowano w beczkach i korytach, przybijano gwoździami do drzwi kościołów…
Nieosądzone zbrodnie rodzą nowe. Ten straszny terror, który dotknął niewinną ludność polską nie został nigdy potępiony, a zatem w pewnym sensie uzyskał cichą akceptację. (Warszawa 2003 r.)


Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem.

W 1924 roku poznaniacy nakręcili fabularyzowany dokument pt. „Odrodzona Polska”, który opowiadał o zmaganiach Wielkopolan z Niemcami. W filmie tym wystąpili  niedawni powstańcy, a nawet sam Ignacy Paderewski. W 1939 roku natychmiast po wkroczeniu do Poznania Niemcy zniszczyli Wielkopolskie Muzeum Wojskowe i zgromadzone tam pamiątki z powstania. Ten sam los spotkał również „Odrodzoną Polskę”.

Wtedy uczynili to  nasi odwieczni wrogowie, Niemcy. Zgodnie z zaleceniem przywódcy Niemiec : „zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły, […]Bądźcie bez litości. Bądźcie brutalni” –  22 sierpnia 1939 r. Adolf Hitler. (cytat pochodzi z wystawy „Zachować pamięć” w siedzibie IPN „Przystanek Historia”).

Zwiedzając dzisiaj teren Westerplatte, przez moment choćby powinniśmy zatrzymać się przy niewielkim budyneczku, w którym kiedyś toczyły się walki i który dzisiaj jest obiektem stałej troski społeczeństwa, a przede wszystkim samych westerplatczyków. To jeden z ocalałych punktów oporu – wartownia nr 1, budynek o grubych murach z umieszczonymi dość wysoko małymi okienkami o wymiarach siedem na siedem metrów. Ta właśnie wartownia stanowiła trzon obrony na najważniejszej wschodniej pozycji od strony przesmyku lądowego, z którego atakowali Niemcy w 1939r.. Porażała wroga ogniem, nieugiętą postawą załogi. To tutaj zapisali swe wspaniałe bojowe karty Buder, Gryczman, Trela, Baran, Ciereszko i wielu innych, żyjących i już zmarłych obrońców…  o  historii wartowni nr 1 na Westerplatte pisał Stanisław Górnikiewicz w 1984 r. („Owiana legendą”).

Ale wartownia ma też swoją historię powstania, kiedy to z początkiem lat trzydziestych została wraz z innymi czterema zbudowana… Traktat wersalski tworzący wolne Miasto Gdańsk przyznał Polsce prawo do niewielkiego dostępu do morza. Uchwała Ligi Narodów z 14 marca 1924 roku oraz i zawarte między Polską a Gdańskiem umowy zapewniły Polsce prawo stworzenia w Gdańsku na Westerplatte – półwyspie położonym u wejścia do portu gdańskiego – Wojskowej Składnicy  Tranzytowej, z możliwością wybudowania basenu amunicyjnego i przeznaczonego do przeładunku materiału wojennego, importowanego z zagranicy do Polski drogą morską. Polska otrzymała prawo stacjonowania tam załogi wojskowej. Jej liczebność określona została uchwalą Ligi Narodów w dniu 9 grudnia 1925 roku. Wynosić mogła, zgodnie z uchwałą, 66 szeregowców, 20 podoficerów i 2 oficerów. Oddany Polsce w bezpłatną „wieczystą dzierżawę”, nie miał praw eksterytorialnych, a Polska nie mogła budować na nim żadnych umocnień polowych i fortyfikacji. Trwało tak do marca 1933 roku.

Wtedy to władze polskie zadecydowały o wzmocnienia załogi w następstwie wzrastającego napięcia w stosunkach polsko-gdańskich tuż po objęciu władzy przez Hitlera w Rzeszy Niemieckiej wiosną 1933 roku. W godzinach nocnych 6 marca 1933 r. okręt transportowy Marynarki Wojennej „Wilia”  pod dowództwem komandora Adama Mohuczego przewiózł  na teren Westerplatte dwie kompanie piechoty z ciężką bronią maszynową.

A jak wówczas zareagował na decyzję polskiego rządu senat Wolnego Miasta Gdańsk?
Doraźne umocnienie polskiej załogi na półwyspie wywołało wielkie poruszenie w Gdańsku. Nawiązano wnet rozmowy polsko-gdańskie, w których dominowało negatywne stanowisko senatu Wolnego Miasta Gdańska wobec zaistniałego faktu wzmocnienia polskiej placówki.
Czyli identycznie jak reaguje dzisiaj prezydent polskiego miasta Gdańsk i jego samorząd ( zresztą nie tylko tego miasta).
Dziwne, że po 80 latach nadal „zniszczenie Polski jest pierwszym zadaniem”  dla wielu polskich obywateli, włodarzy naszego wspólnego majątku,  zmanipulowanych tym razem  neomarksistowską  ideologią.

Wciąż ta sama wola zniszczenia dorobku i pamięci o wspaniałym pokoleniu Polaków, które intelekt, pomysłowość, finanse, przedsiębiorczość, kulturę, a przede wszystkim miłość do wspólnego dobra jakim była dla nich Polska –  posiadało.

Spory trwały blisko dziesięć dni, podczas których okręt „Wilia” stał zacumowany w basenie amunicyjnym na Westerplatte. Wreszcie w wyniku przeprowadzonych rozmów zapadła decyzja powrotu okrętu wraz z żołnierzami do Gdyni. Większość odpłynęła, nie wszyscy jednak…
Do budowy wartowni nr 1 przystąpiono na początku 1934 roku. Materiał potrzebny do budowy wartowni dostarczono z głębi kraju transportem kolejowym. Budowę z żelbetu wykonali żołnierze Składnicy pod fachowym nadzorem majora dojeżdżającego z Marynarki Wojennej w Gdyni. Wartownia miała piwnicę, w której na tak zwanych fortecznych podstawach umieszczone zostały trzy karabiny maszynowe. Wykonywanie stanowisk i montaż broni realizowano jedynie pod osłoną nocy. Wynikało to z zawartych przez Polskę umów, które zabraniały budowania na terenie Westerplatte fortyfikacji czy innych umocnień polowych. Stąd też wyposażenie piwnicy znane było jedynie wąskiej grupie kadry oficerskiej i podoficerskiej załogi Składnicy. Na co dzień wnętrze wartowni przedstawiało normalny obraz budynku wartowniczego.
Kolejne wartownie i koszary budowano do 1935 r. … wiedziano aż nadto dobrze, że nie odpowiadało to wymogom właściwym do prowadzenia normalnej walki w czasie wojny z regularną armią. W początkowym założeniu stanowić miały one jedynie obronę przed wywrotową działalnością paramilitarnych organizacji niemieckich, wykazujących coraz bardziej agresywną działalność w Wolnym Mieście Gdańsku.

Agresywną działalność wobec państwa polskiego prowadzili również obywatele polscy narodowości ukraińskiej, miłośnicy  innej ideologii ale również wrogiej Polsce, nacjonalizmu ukraińskiego.

Poniższy tekst opisuje działanie  Stanicy UWO-OUN w Gdańsku i został złożony w archiwum  organizacji przez  kierownika tego ośrodka, Andrija Fedyne:

Od 1929 do 1934 roku ośrodek w Gdańsku był najważniejszym punktem operacyjnym  OUN w drodze do Kraju i z Kraju. W tym czasie przez Gdańsk przeszły tysiące “Surmy” i innych wydań rewolucyjnych do Kraju. Transport wydań dokonywał nie jakiś specjalnie do tego celu przeszkolony sztab, ale ludzie, którzy  traktowali tę robotę jako swój narodowy obowiązek… Do usług w transportowania literatury podziemnej stawali nawet członkowie ówczesnej Reprezentacji Parlamentarnej. W konspiracyjnym pomieszczeń pakowali oni “Surmę” i wieźli do Warszawy czy aż do samego Lwowa i ani jeden z transportów nie trafił do rąk polskiej policji … Jeszcze do dziś z szacunkiem schylam czoło przed tymi, bez wątpienia, wyjątkowymi przedstawicielami naszej starszej generacji…Godzi się podkreślić, że między nimi byli też członkowie naszego stanu duchownego…
Przez Gdańsk przechodziły wszystkie pieniężne przesyłki z zagranicy do Kraju i nie było ani jednego przypadku, aby jakaś przesyłka nie dotarła na miejsce przeznaczenia. Odnoszę wrażenie, że polska policja do dziś nie zna drogi, którą myśmy do tego celu wykorzystywali.
Do Gdańska na spotkania organizacyjne przybywali, i to niejednokrotnie, Bandera, Stećko, Janiw, Kołodzinśkyj, Kordiuk i szereg innych członków Krajowego Przywództwa, z drugiej zaś strony Sciborśkyj, Senyk, Martyneć i inni.
W Gdańsku istniał zorganizowany przeze mnie Oddział OUN, do którego wchodzili najaktywniejsi studenci, najwyraźniej ukształtowani narodowo i ideologicznie. Członkostwo w Oddziale nie stanowiło tajemnicy, bowiem OUN jest organizacją polityczną i zagranicą nigdzie nie zabronioną. Kluczowe stanowiska o szczególnym charakterze w ogólnostudęnckim organie “Osnowa” z reguły obsadzane były nacjonalistami lub ich sympatykami. Ukraińscy studenci na terenie Gdańska zdobywali sobie co raz lepsze uznanie nie tylko ze strony profesury czy kierownictwa politechniki, ale też ze strony kół rządowych. Potem nawet wyróżniano ukraińskich studentów, stawiając ich przed wszystkimi innymi obcokrajowymi grupami studenckimi.
Identycznie jest dzisiaj i to nie tylko w Gdańsku, studenci z Ukrainy studiują na płatnych polskich uczelniach, otrzymują wyższe niż polscy studenci stypendia i inne profity.  A ferie spędzają w Europie Zachodniej gdzie pracują ich rodzice. Zachęcani przez prezydentów miast osiedlają się w Gdańsku, Łodzi, Poznaniu, Lublinie. Dołączą niebawem do tego właśnie  elektoratu. Czy pamiętamy o 200 000 zamordowanych Polakach, milionach wypędzonych i ograbionych z majątków i ojczyzny bez prawa powrotu przez nacjonalistów ukraińskich współpracujących z Niemcami i bolszewikami w zagładzie Polaków? I milionach skazanych na emigrację?

Podczas gdy wobec Polaków stosowano „numerus clausus”, to znaczy ograniczenia w przyjmowaniu na politechnikę, to każdego Ukraińca przyjmowano bez jakichkolwiek trudności. Potrzebującym naszym studentom udzielano, jako jedynej grupie narodowej, stypendiów z funduszu Humboldta – kontynuuje Andrij Fedyna.

Poza studentami niemieckimi tylko Ukraińcy mieli prawo przebywania na politechnice w barwach studenckich. Polacy siłą i demonstracjami domagali się tego samego prawa, ale legalnie nigdy go nie uzyskali. Student niemiecki w barwach zawsze uważał siebie za wyższego od studenta obcokrajowca. On mógł obcokrajowca uderzyć w twarz, napluć mu w oczy, a obcokrajowiec mógł za to wnieść skargę do sądu cywilnego, ale nigdy nie mógł żądać rozstrzygnięcia takiej sprawy na drodze sądu studenckiego. My osiągnęliśmy to, że ukraińskie studenckie korporacje “Czornomore”, “Zarewo” i “Hałycz” zostały “bijącymi” korporacjami z pełnym prawem dawania i otrzymywania satysfakcji… przez długi czas prowadziliśmy rozmowy z przedstawicielami niemieckich studentów i osiągnęliśmy to, że wszystkie wspomniane studenckie korporacje zostały przyjęte do tzw. Waffenringu, to znaczy “Zbrojnego Koła”, a przez to samo zostały one zrównane z niemieckimi korporacjami.
Pułkownik Konowalec, jak niegdyś Chmielnicki czy Mazepa, patrzył daleko naprzód i szukał możliwych sojuszników dla ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego. On zawsze przykładał wielką wagę do odcinka wojskowego i dlatego szczególnie forsował go. On czynił starania w zakresie umieszczenia młodych członków Organizacji w szkołach oficerskich – w holenderskiej, włoskiej, niemieckiej, litewskiej armii. W niektórych miejscach poszczęściło mu, w niektórych nie. Również ci członkowie Organizacji przejeżdżali przez Gdańsk. Czy kto kiedykolwiek dowiedział się o tym?

A co działo się z Wartownią nr 1 po II wojnie światowej?
Działacze Komisji Ochrony Zabytków przy PTTK w Gdańsku — dr Andrzej Januszajtis, dr Janusz Ciemnołoński i inż. Aleksander Ślusarz oraz grupa weteranów obrony Westerplatte wszczęła energiczne starania zmierzające do przeniesienia wartowni poza obszar przydzielony portowi, na teren pomnikowy Westerplatte. Mgr inż. Władysław Buczkowski dokonał obliczeń statycznych i opracował koncepcję przeprowadzki. Jeszcze w warunkach zimy na początku 1967 roku przystąpiono do prac przygotowawczych na Westerplatte. Dokonano wykopu pod fundamentami wartowni i na trasie przeprowadzki. W wykopie tym ułożono tory, na których ustawiono wózki używane na pochylniach stoczniowych do wodowania statków, na nich ustawiono obiekt wraz z fundamentami. Ciężar niebagatelny – 400 ton, a wraz z konstrukcją do przeprowadzki – około 560 ton. Nad wykopem rozpięto na odpowiednich ramach stalowe liny, podwieszając na nich wartownię. W dniu 7 marca 1967 roku, kilka minut po godzinie 13, przystąpiono do najważniejszego zadania. Naciągnięto liny, wartownia wolno ruszyła z miejsca. Dwunastoosobowa brygada stoczniowa z kierownikiem Stanisławem Paruzelem, brygadzistą Marianem Przygodzińskim i mistrzem Janem Międlarzem przeżyli szczytowy moment emocji. Uczucia te udzieliły się również licznie zgromadzonym obserwatorom niecodziennego wydarzenia. „Podróż” wartowni trwała około półtorej godziny. Kilka minut po godzinie 14.30 robotnicy i kierownictwo brygady mogli sobie pogratulować powodzenia. Efekt tej tak trudnej operacji wywołał łzy wzruszenia i wdzięczność w oczach zebranych westerplatczyków. Był to trzeci w kraju eksperyment przeprowadzki całego obiektu — po kościele w al. Świerczewskiego w Warszawie i rogatce grochowskiej. W taki oto sposób zostało spełnione marzenie uratowania od zagłady jednego z obiektów klasy zerowej na Westerplatte. Jest to jeszcze jeden dowód świadczący o ogromnej możliwości inicjatywy i ofiarności społecznej ( Stanisław Górnikiewicz , „Owiana legendą”)


Kronika zamordowanego świata

Helena A.
zawód w Polsce: Dyrektorka Liceum Pedag. w Sandomierzu.

Wyjątek z pamiętnika z lat 1940-42
Wywóz uchodźców ze Lwowa w r. 1940

Organizacja wywozu.
W maju 1940 rozeszła się we wschodniej części Polski, okupowanej przez władze sowieckie, pogłoska, że przyjdzie do Lwowa komisja niemiecka. Celem jej będzie zarejestrowanie i w porozumieniu z władzami sowieckimi, ułatwienie uchodźcom z zachodniej i centralnej Polski, powrotu do miejsc stałego zamieszkania przed wybuchem wojny w roku 1939. Pogłoska ta podawana z ust do ust spowodowała napływ ludności uchodźczej z okolicznych miast, miasteczek i wsi do Lwowa. Sprawa przyjazdu komisji niemieckiej wywołała wśród uchodźców wielkie podniecenie. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jak wrogo są Niemcy nastawione do Polaków i że nie czeka ich po powrocie tam nic dobrego, lecz z drugiej strony żyli w ciągłej obawie przed przymusowym wysiedleniem w głąb Rosji …
Mając zatem wybór tylko między tymi dwoma ostatecznościami uchodźcy chcieli przynajmniej zapewnić sobie możność połączenia się z rodzinami i ewentualnego uratowania choć w części pozostawionego tam mienia. Ponadto uchodźcy nie chcieli być ciężarem rodakom, którzy pod zaborem sowieckim bardzo cierpieli, z powodów tak mieszkaniowych jak finansowych….

    Czekali bardzo na komisję niemiecką Ukraińcy, którzy w porozumieniu z kolonistami niemieckimi, osiadłymi w województwie lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim mieli występować jak t. zw. „Volksdeutsche” i w tym charakterze przejść na terytorium okupacji niemieckiej.

Gdy w drugiej połowie maja 1940 roku komisja niemiecka przyjechała z Przemyśla do Lwowa na liście znalazło się siedemdziesiąt tysięcy uchodźców. Komisja niemiecka rozpoczęła swą działalność w obecności władz sowieckich od spisania osób reklamowanych przez swoje rodziny znajdujące się na terenie okupacji niemieckiej. Tych osób jednak nie było wiele. Następnie komisja wciągnęła na listę wszystkich tzw. „Volksdeutsche”, wśród których de facto przeważali Ukraińcy, podani jako krewni kolonistów niemieckich (ilość tzw. „Volksdeutsche”ów dochodziła do kilku tysięcy ale zapisano tylko tysiąc) i na tym zakończyła swoją działalność opuszczając po trzech dniach Lwów.
    Około 10 czerwca 1940 r. do wszystkich mieszkań zaczęli przychodzić NKWDyści , spisywali ponownie wszelkie dane personalne, zaczęli też zachęcać, aby uchodźcy przyjmowali paszporty sowieckie, a tym samym aby jak najrychlej przyjęli obywatelstwo sowieckie. U Polaków spotkali się z odmową, gdyż każdy uważał za swój obowiązek narodowy nie przyjąć paszportu, wolał raczej ciężką dolę niż dobrowolną zgodę na hańbiące go obywatelstwo- cytat z książki Jana Tomasza Grossa „W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali”.
    Z końcem czerwca 1940 r. rozprawiono się ostatecznie z uchodźcami. Praca nie była trudna – w rękach NKWD znajdowały się nazwiska i adresy rejestrujących się na zachód. Poza nielicznymi,       którym udało się przedrzeć do Przemyśla, wpadli w zastawioną na nich pułapkę. Przez trzy noce ciągnęły furmanki i auta ciężarowe, które odstawiały uchodźców do przygotowanych dla nich pociągów towarowych.
    29 czerwca nad ranem NKWD zabrało i nas. Zresztą wzięto nas w komplecie, bo mąż mój przyszedł ze swej tułaczki w listopadzie. Życie pod reżimem sowieckim tak zdruzgotało nasze nerwy, że jechaliśmy odrętwiali, nie przejmowaliśmy się już niczem. Dokuczało nam tylko pragnienie i brak powietrza w zamkniętym wagonie. 13 lipca wśród ciemnej nocy dotarliśmy do celu. Znaleźliśmy się w samem sercu olbrzymiej puszczy, w republice maryjskiej, kwartał 31. Z nastaniem świtu rozglądnęliśmy się, gdzie właściwie jesteśmy i jak to miejsce wygląda. Zobaczyliśmy niewielką polankę, na której stały dwa baraki, studnia i stajnia. Dookoła stara, gęsta puszcza na bagnie. Nasza gromada składała się z około 250 ludzi, w czem 80 proc. Żydów. Wśród katolików bohaterski lwowianin, ksiądz Fedorowicz, który zgłosił się do transportu na ochotnika, jako uchodźca Tadeusz Jackowski. Temu dzielnemu kapłanowi, narażającemu swe życie dla wielkiej sprawy, mają Polacy 31 kwartału do zawdzięczenia, że w najcięższych chwilach nie upadli na duchu. Jego wiara, że przetrzymamy, choćby nas najbardziej gnębili, jego dobroć i słodycz w odnoszeniu się do naszych ludzi bez różnicy wyznania – a stanowcza, nieustraszona postawa wobec ciemiężców, zjednały mu powszechną miłość i szacunek. Nawet bolszewicy nie odważyli się zbezcześcić plugawym słowem tego człowieka, którego sami uważali za kogoś niezwykłego. A z uczestników nabożeństw w głębi zarośli leśnych nikt nie zapomni mszy niedzielnych i podniosłych a prostych słów „Pana Tadeusza”, tak jak nie zapomną nigdy o nim ci, których on od śmierci głodowej ratował– wspomina ocalała z czerwcowej wywózki 1940 roku Marta Stella z Rossowskich Rumunowa, krytyk teatralny, żona Edwarda Rumuna, redaktora naczelnego dziennika „Polska Zachodnia” w Katowicach.
Józef Chociszewski w Malowniczym opisie Polski z 1897 r. nadmienia,     że gdyby udało zawrzeć z Rusinami braterstwo, a choćby tylko porozumienie, wtedy byłoby nam łatwo odpierać, pociski, mające śmiertelnie ugodzić polską i ruską narodowość . I podaje przyczynę braku porozumienia: znaczna część wykształconych Rusinów nie pragnie wcale zgody z naszym narodem, stawiając np. takie żądania, aby Polacy wynieśli się z Małopolski jakoby nie byli wcale Słowianami. Istnieje stronnictwo rusińskie, zwane Świętojurcami, które za ruble rosyjskie popiera, ze wszech sił jak najściślejszą jedność religijną i narodową z Rosyą, nie zważając wcale na to, że Moskale knutem nawracali i nawracają unitów ruskich na prawosławie i że prześladują język Rusiński. Kto ma sposobność, niech pracuje, żeby doprowadzić do zgody z Rusinami, a zasłuży się dobrze ojczyźnie– dodaje Józef Chociszewski.
Historia pokazała, iż obywatele polscy narodowości ukraińskiej nie odpierali ale zrzucali wraz z Niemcami i sowietami „pociski mające śmiertelnie ugodzić polską narodowość”.
Ukraińcy już w 1917 roku w       jedności z bolszewikami nieśli zagładę narodowi polskiemu, o czym pisała Zofia Kossak Szczucka, Maria Dunin- Kozicka i Kornel Makuszyński:
Nie zapomnę do końca życia fizjognomji pierwszych ukraińskich bolszewików, którzy weszli do zdobytego Kijowa; przyszli z rewizją między innymi i do mojego zrujnowanego mieszkania, w poszukiwaniu broni. Najpierw tedy powiało, jakoby morowe powietrze: to połączone wonie wódki,       okropnej machorki, brudu i juchtu. Potem się zwaliła gromada z pięćdziesięciu w szarych szynelach muzyków. Kałmuckie nosy i oczy chytre, na wsze strony biegające, podejrzliwe, a pożądliwie patrzące; każdy obwieszony pasami nabojów, każdy z karabinem i rewolwerem, który strzela niezmiernie łatwo, jeśli jego wściekłemu panu przyjdzie cokolwiek do zawszonej głowy. A co widział Makuszyński rok później?
Teraz się po marmurowych schodach lała strugą krew ludzka.       Ukrainiec bowiem w ciągu roku dojrzał politycznie i mordował z lubością, z coraz większą wprawą; cieniutki pokost kiepskiej imitacji kultury obmył we krwi i stanął w bydlęcej swojej nagości, śmierdzący wódką i juchtem, zabłocony i opluty, ohydnem zrządzeniem losu podobny jednakże do człowieka. Zwycięski rezun przypomniał sobie dobre czasy, więc nie dość mu było, że zamordował, prawdziwą rozkosz sprawiło mu dopiero wyłupywanie oczów, wycinanie języków, rozpruwanie brzuchów kobiecych. Historia najnieszczęśliwszych ludzi na świecie, Polaków na Ukrainie, Wołyniu i Podolu, potem krwawa opresja Galicji, była wielkim rozszerzeniem ówczesnych historii kijowskich. (Kornel Makuszyński, Radosne i smutne –zbiór opowiadań 1920).
Miliony obywateli polskich z terenów Wołynia i Małopolski Wschodniej, Polaków, Ormian, Żydów, Czechów, Węgrów, Romów i odpornych na ukraiński szowinizm Rusinów (Ukraińców) ginęło w lasach, stodołach, domach, leśniczówkach, urzędach, więzieniach, dołach śmierci, łagrach sowieckich i niemieckich wskutek donosów i bezpośredniego sprawstwa nacjonalistów ukraińskich i ogłupionej ludności ukraińskiej. Ginęli tylko dlatego, że nie byli Ukraińcami. Ci co przeżyli ten okrutny czas musieli opuścić swoje ojczyste ziemie a dorobek wielu pokoleń zagarnęli Ukraińcy. Ukraińcy przejęli na własność wspaniałe dziedzictwo polskie budowane na Ziemiach Wschodnich I i II RP przez światowej sławy luminarzy świeckich i duchownych nauki, oświaty, gospodarki, przemysłu, rolnictwa, architektury, kultury, sztuki itp. Przejmowali również tożsamość zamordowanych sąsiadów narodowości polskiej (pisał o tym m.in. Jerzy Janicki i Szymon Wiesenthal). Ilu spośród nich jest wśród nas?

Jest rok 2019, nadal „znaczna część wykształconych Rusinów nie pragnie wcale zgody z naszym narodem” o czym świadczy galopujące tempo gloryfikacji ludobójców Polaków, heroizacja ukraińskich zbrodniarzy wojennych (OUN, UPA, SS-Galizien etc.), wprowadzenie do programu szkolnego wychowania w duchu patriotyczno-narodowym kultu Stepana Bandery, przejęcie „tradycji” banderowskich przez ukraińską armię, fałszowanie i relatywizowanie historii przez ukraiński IPN i polskich pro ukraińskich historyków, zakaz pochówku ofiar ludobójstwa, wrogość do kościoła rzymskokatolickiego. Te i wiele innych antypolskich aspektów działania Ukraińców w XXI wieku przedstawili     w referacie wygłoszonym podczas XVI Wojewódzkich Dni Kultury Kresowej w Kędzierzynie – Koźlu panowie dr Zbigniew Kopociński i dr Krzysztof Kopociński.
Diaspora z Kanady śle duże pieniądze na realizację tego celu. Ciekawe, Ukraina  kraj olbrzymi, 600 000 km2, a tablice, pomniki, nazw ulic gloryfikujące zbrodniarzy, którzy winni są ludobójstwa 200 000 Polaków w latach 1939 -1947 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (w tym setek duchownych) , milionów obywateli polskich zsyłanych na „nieludzką ziemię”, zagładę inteligencji polskiej, wypędzenie z wielowiekowej ojczyzny i ograbienie z majątku,  umieszczane są właśnie w miejscach związanych z tą zbrodnią (choćby Politechnika Lwowska, więzienie przy Łąckiego, Brygidki, cmentarz Łyczakowski, szkoła św. Marii Magdaleny, kościół w Tarnopolu, cmentarz w Rumnie, Podkamień, Olesko, Żółkiew, Zbaraż i tysiące innych). Jest to ewidentny dowód nienawiści do narodowości polskiej, tak jak usuwanie wszelkich śladów polskości z zabytkowych obiektów budowanych przez Polaków i wstawianie tabliczki : „pamiatka architektury”
Wykluczenie narodowości polskiej trwa tyle, że nie przez policję ukraińską, listy tzw. „Volksdeutsche” czy „SS-Galizien”. Ukraińcy w Polsce żądni są polskich pieniędzy, polskiego majątku trwałego i niszczenia narodowości polskiej. A dzieje się to przez uzyskiwanie większego wsparcia finansowego niż otrzymują Polacy, wypieranie z miejsc pracy Polaków i skazywanie ich na kolejną emigrację, zakładanie własnych przedsiębiorstw, przejmowanie zakładów usługowych, hoteli, pełnienie stanowisk oraz prowadzenie działalności w przestrzeni publicznej, które pozwalają na jawne zacieranie w świadomości Polaków i świata polskości i wielkości dziedzictwa kultury łacińskiej budowanej przez obywateli polskich na Ziemiach Wschodnich I i II RP.
Są spolegliwym i licznym (10%) elektoratem dla samorządów wielkich miast jak Łódź, Gdańsk, Warszawa, Poznań stąd wielkie zainteresowanie i wielkie udogodnienia jakie otrzymują od Prezydentów tych miast, którym bliżej do polityki i retoryki niemieckiej niż do polskiej propaństwowej i pronarodowej. Stąd też zainteresowanie tej grupy politycznej decentralizacją, która zezwoli im na jeszcze skuteczniejszą spolegliwość wobec szerzonej neomarksistowskiej ideologii, w tym walki z narodowością  i państwowością i człowieczeństwem.
Zeznanie złożone w archiwum Hoovera (cytat pochodzi z książki Jana Tomasza Grossa- czy on też jest ruskim trolem? ) podporucznika Michała Mariana, inżyniera dróg i mostów, z-cy Naczelnika Oddziału Drogowego P.K.P w Kowlu, aresztowanego 28.X.1939 r. , któremu udało się przeżyć więzienia NKWD, zsyłkę i pobyt w Iwdiel łager. obłst. Świedrłowsk .
…Samo życie do tego nas zmuszało, gdyż chłopi Ukraińcy których przybywało coraz więcej zabierali się nawet do bójek z nami. Jakże przykro nam było słuchać ich wyzwisk na wszystko co polskie i ich wynurzeń na temat przestępstw i zbrodni wobec władz polskich przed wojną i w czasie wojny popełnionych. Z jakąż szatańską satysfakcją, przyznawali się oni do skrytobójczych morderstw na gajowych, policjantach, wójtach Polakach i podpaleń osadników a następnie do zabójstw żołnierzy i oficerów. Z jakim diabelskim sadyzmem opowiadali o sposobach znęcania się nad swymi ofiarami. Oni dopiero otworzyli nam oczy na swoją perfidną i fałszywą politykę. Ksiądz prawosławny ze wsi Wyżwa Stara pow. Kowel oraz niejaki Onysko Mikołaj z Ratna pow. Brześć n/B. opowiadali mi o knowaniach prowodyrów partii politycznej ukraińskiej z bolszewikami, o organizowaniu jaczejek i przygotowywaniu rebelii, która miała w 1940. r. wybuchnąć. Śmiali się przytem, że policja zapatrzona w ustępy i niemalowane płoty nic a nic o tym nie wiedziała.
Nic dziwnego, że stosunek ich do nas był mało wrogi – potworny. Pchali się wszędzie pierwsi, czy to w łaźni pod prysznic czy przy wydawaniu jedzenia itp., donosili na nas do władz więziennych i okradali nas ze wszystkiego przy każdej okazji. Taki stan rzeczy był bardzo na rękę władzom więziennym. One faworyzowały Ukraińców, werbowały z ich grona kapusiów i podjudzały ich do dokuczania nam. Tak samo było i w czasie transportu jak też i w łagrach i co dziwne, mimo że sami byli przez bolszewików też mocno w skórę bici, że im z domu też po kolei bydło, konie i pole zabierano lecz to ich tak bardzo nie bolało, a natomiast , cieszyło niezmiernie że ten polak musi teraz bić wszy jak i on, lub że udało mu się skraść polakowi tytoń chleb lub jaką inną rzecz. Ustaliliśmy wszyscy kanon, że element ukraiński mieszkający na naszych polskich- kresach jest tak okropnie zdeprawowany i zdemoralizowany i tak rozbechtany przez różne wrogie nam propagandy, że on dotąd sam nie wie czego chce i nie nadaje się do życia w żadnym organizmie państwowym, bo co najgorsze jest już w znacznej mierze uświadomione.

 


To nie są pasjonaci- to są ofiary zbrodni ludobójstwa

Huta Pieniacka to polska wioska położona niegdyś w województwie tarnopolskiem na pograniczu Podola i Wołynia. Mieszkańcy tej wsi, żyli tak jak wszyscy w okolicy. Ich domy stały w niewielkich sadach. W oknach haftowane firanki, a w bielonych murach i drewnianych ścianach radość, gniew, zazdrość, smutek czy rozpacz. Jak to w domach. Mieszkali obok siebie, pomagali sobie w pracach polowych. Ich dzieci chodziły do szkoły, a jesienią piekły ziemniaki na kartofliskach. Klacze źrebiły się, koty wygrzewały się w słońcu. Wiatr przynosił z pól zapach ziół i brzęczenie pszczół. Żyli…”
Huta Pieniacka przestała istnieć o świcie 28 lutego 1944 r. Część mieszkańców rozstrzelano na cmentarzu, pozostałych zapędzano po kilkanaście osób do stodół i domów i kościoła, zamknięto i podpalono. Próbujących uciekać rozstrzeliwano lub mordowano w bestialski sposób. Dobytek mieszkańców – bydło, rzeczy, zboże – zrabowano. Zginęło ponad 1 000 osób – kobiet, mężczyzn, starców i dzieci – mieszkańców Huty Pieniackiej i okolic (Huciska Pieniackiego, Pieniaków) – w tym ukrywający się w Hucie Pieniackiej Żydzi i Polacy uciekinierzy z Wołynia.
Zbrodni ludobójstwa dokonali Ukraińcy, żołnierze – ochotnicy w niemieckiej dywizji SS „Galizien” oraz Ukraińcy, okoliczni mieszkańcy wyposażeni w widły, siekiery, piły oraz wozy do wywożenia zrabowanego dobytku.

My prace prowadzimy zawsze po to, by odnaleźć ludzi, by odnaleźć doły śmierci, by odnaleźć szczątki, by je zidentyfikować, by je godnie pochować – mówił prof. dr hab. Krzysztof Szwagrzyk z okazji 75. rocznicy wymordowania mieszkańców Huty Pieniackiej.
Ale strona ukraińska mówi co innego : będziemy to robili bo Polacy zawyżają liczby – my naukowcy zawyżamy liczbę ofiar. Negują też obecność Ukraińców w mordzie.
Jeszcze do niedawna mogło się wydawać, że świat idzie w jakimś uporządkowanym kierunku, przewidywalnym kierunku. Tymczasem żyjemy w czasie, w którym wszystko co wydawało się stabilne przestaje być stabilne. Nagle my Polacy staliśmy się celem ataków. Nie jesteśmy ofiarami, nie jesteśmy państwem, które stanęło do walki obronnej w 1939 roku jak żadne inne społeczeństwo zaprotestowaliśmy przeciw agresji, nienawiści, dyskryminacji, rasizmowi agresora. A dzisiaj słyszymy, że odpowiadamy za holocaust. Dzisiaj mówią to przedstawiciele państwa izraelskiego, różnych środowisk i Niemiec, które chętnie chcą dzielić się odpowiedzialnością za własne czyny. Dziś od Ukraińców słyszymy, że to my wymyślamy ofiary. Jesteśmy sprawcami jak możemy przeczytać na tej haniebnej tablicy, którą w Hucie Pieniackiej ustawiono. (prof. dr hab. Krzysztof Szwagrzyk)

Pomnik w Hucie Pieniackiej  „Pamięci spoczywających tu około 1000 Polaków mieszkańców wsi Huta Pieniacka i okolicznych miejscowości ZAMORDOWANYCH 28 lutego 1944 roku” powstał wielkim i wieloletnim staraniem nielicznych ocalałych, którym konający w straszliwych męczarniach przekazali przesłanie : ” jeśli przeżyjecie opowiedzcie światu co tu się wydarzyło” .
W 2017 roku pomnik został celowo wysadzony w powietrze by Ukraińcy mogli postawić pomnik bez słowa ZAMORDOWANI” i bez liczby zamordowanych.  By nie było wiadomo z jakiego powodu ten pomnik został postawiony.
Obok pomnika została samowolnie postawiona przez Ukraińców tablica pod nazwą. „Prawda o Hucie Pieniackiej”. Tekst na tej tablicy wypełniony jest kłamstwami i absurdalnymi pomówieniami, m.in. dotyczącymi sprawców mordu. Autorzy tablicy obwiniają Niemców i zrzucają odpowiedzialność na Armię Krajową, a więc fałszują historię.
Szkoda, że ukraińska narracja fałszująca odpowiedzialność  za okrutną zbrodnię Ukraińców spowodowaną nienawiścią do narodu polskiego jest powielana we współczesnej kulturze polskiej.
W książce Ryszarda Czarnowskiego „Wokół Lwowa” wydanej w 2017 roku  przez wydawnictwo Rytm na stronie 183 czytam:
Doszło do strzelaniny, w której zabito co najmniej dwóch, potencjalnych napastników. Ponieważ ukraińska przewaga była dość spora, Polacy upojeni zwycięstwem wycofali się do wsi. Nie wiedzieli, niestety, że starli się wyłącznie z patrolem ukraińskiej 14 Dywizji SS Galizien (Hałyczyna). Nie sposób oskarżyć żołnierzy samoobrony o lekkomyślność. Przecież w okolicy działał spory oddział zaliczany do 27 Wołyńskiej Dywizji AK oraz grupa partyzantów sowieckich, z którymi Akowcy współpracowali w obliczu niemiecko-ukraińskiego zagrożenia. I to miejscowemu wywiadowi AK i dowództwu należy zarzucić lekkomyślność i tragiczną w skutkach pomyłkę (Ryszard Czarnowski „Wokół Lwowa”).
Huta Pieniacka  wieś z woj. Tarnopolskiego w żaden sposób nie miała styczności z 27 WDP AK. Myślę, że autor w/w książki nie odrobił lekcji z historii i szuka winnego nie tam gdzie powinien – to odpowiedź profesora Władysława Filara.
Nie odrobił lekcji czy wspiera ukraińską politykę historyczną? Zwłaszcza że na tej samej stronie jest napisane:
Drugim jest ukryty w lesie dawny cmentarz wiejski, nie tyle odnowiony, co uwolniony z wielu chaszczy, żarnowców i zielsk przez PASJONATÓW ze Stowarzyszenia Huta Pieniacka działającego we Wschowie.
Ludobójstwo dokonane przez Ukraińców skupionych w policji ukraińskiej, wokół sotni, bojówek OUN UPA oraz w niemieckich formacjach SS (złożonych z młodych ochotników ukraińskich) na  Polakach pozbawionych już inteligencji, działaczy społecznych, służb mundurowych wskutek 4 wywózek do sowieckich obozów koncentracyjnych, rozstrzeliwań więźniów, wywózek na roboty przymusowe do Niemiec i rekrutacji do Armii Czerwonej, odbywało się według tajnej dyrektywy UPA z czerwca 1943 roku:
Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Tej walki nie możemy przegrać. Leśne wsie oraz wioski położone wokół leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”. W ślad za unicestwieniem ludzi szła więc akcja usuwania materialnych przejawów obecności Polaków w myśl rozkazu OUN z 9 lutego 1944 roku: „ likwidować ślady polskości. Zniszczyć wszystkie ściany kościołów i kultowych budynków, zniszczyć drzewa aby nie pozostały ślady, że tam kiedykolwiek ktoś żył. Do listopada 1944 roku zniszczyć wszystkie chaty. Zwraca się uwagę, że jeśli cokolwiek zostanie to Polacy będą mieli pretensję do naszych ziem….
Składam  gorąco podziękowanie Stowarzyszeniu Huta Pieniacka na ręce pani Prezes (Małgorzata Gośniowska-Kola – prezes) za to, że walczycie o prawdę, walczycie o pamięć.  Dziękuję Szczepanowi Siekierce za gigantyczną pracę w zbieraniu zeznań świadków, zdjęć, dokumentów, za tysiące nazwisk, relacji, za te 3 wielkie tomy, za pomniki i upamiętnienia, za wielką źródłową pracę Ewy Siemaszko i Jej taty – prof. Leon Popek prezentuje zebranym na konferencji miejsca, gdzie w dołach leżą zamordowani Polacy, gdzie są upamiętnieni (to nieliczne miejsca spośród tysięcy dołów śmierci).
To nie są „PASJONACI” to są przedstawiciele cywilizacji łacińskiej kierujących się etyką chrześcijańską, w myśl której zamordowane ofiary należy z honorami pochować, należy oddać im cześć.  Musimy pamiętać i przekazać pokoleniom by zbrodnia się nie powtórzyła.
W siedzibie IPN odbywa się promocja publikacji źródłowej „Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów w Polsce w latach 1944–1950. Likwidacja struktur kierowniczych”. Spotkanie z udziałem autorów książki –Jurij Szapował (Instytut Badań Politycznych i Narodowościowych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy), dr Marcin Majewski (Archiwum IPN), Wołodymyr Kowalczuk (Wydzielone Archiwum Państwowe Służby Bezpieczeństwa Ukrainy) prowadzi prof. Grzegorz Motyka (dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN). Na stronie Grzegorza Motyki znajduję tematy, którymi się zajmuje : Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947 a w audycji radiowej w lipcu 2018 roku, wbrew uchwale,  ludobójstwo nazywa czystką etniczną.

Prof. zw. dr hab. Waldemar Rezmer zrezygnował z funkcji wiceprzewodniczącego Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków powołanego w maju 2015 roku na mocy uzgodnień między IPN – Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu oraz Ukraińskim Instytutem.
Naukowiec oświadczył, że nie widzi sensu uczestniczenia w posiedzeniach Forum, na których zamiast zajmować się autentycznymi problemami trudnej polsko-ukraińskiej historii, będzie się  debatować o  kolejnych przypadkach jej fałszowania lub wypaczania. Zaznaczył, że fakty historyczne są jednoznaczne, w związku z czym nie może akceptować relatywizowania historii i naginania jej do politycznych oraz  ideologicznych  i propagandowych potrzeb.
Ogłupione niemieckie społeczeństwo pochwalało w 99% politykę rządu realizującego plan Mitteleuropy rządzonej przez rasę panów, w wyniku której II wojna światowa przyniosła mordy, grabieże, sieroctwo, choroby, nędzę. Czy prowadzone są badania w społeczeństwie ukraińskim nad ich stosunkiem do eksterminacji polskiego narodu?
W miejscu zbrodni ludobójstwa Czerwonych Khmerów jest Muzeum Ludobójstwa,
W miejscu zbrodni ludobójstwa w Afryce jest  Muzeum Ludobójstwa w Luandzie
Polacy jako podatnicy przeznaczają decyzją Sejmu 100 milionów zł na fundusz wieczysty Fundacji Dziedzictwa Narodowego na utrzymanie cmentarza żydowskiego.  Ludobójstwa na Żydach dokonali Niemcy, którzy również powinni być płatnikami tego funduszu.
Nie mamy Muzeum Ludobójstwa dokonanego na Polakach przez Ukraińców, Niemców, Sowietów.

 


Ukraińcy są inspiracją dla amputacji polskiej historii i polskiego dziedzictwa kulturowego

 

Ukraińcy są inspiracją dla nas wszystkich. Kiedy potrzeba, są bohaterscy. Kiedy indziej – są pragmatyczni i twardo stąpający po ziemi” – napisał szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Ciekawe, jaką miarę przyłożył Donald Tusk do bohaterstwa Ukraińców, którzy hańbili się mordami na bezbronnych kobietach, niemowlętach, starcach, na sąsiadach, na współobywatelach państwa, które ich utrzymywało, na Żydach, Polakach, Ormianach, Romach, Ukraińcach ? Czy Donald Tusk mierzy bohaterstwo zbrodniarzy  liczbą przybitych do stołu niemowląt, przeciętych piłą mężczyzn, liczbą odciętych nosów, języków, piersi i genitalii, wydłubanych oczuTak, to wielkie liczby. Czy pragmatyzm zbrodniarzy mierzy Donald Tusk liczbą zrabowanych hektarów uprawnej ziemi, liczbą kościołów, szkół, szpitali, klasztorów, pałaców, dworów, majątków chłopskich, skradzionych ubrań, sprzętu, talerzy, dziecinnych łóżeczek?

Nie daj Boże, by zbrodnie te były dla kogokolwiek inspiracją.

Życie polskiego pisarza to nieustająca walka – z przeciwnościami losu, z czytelnikami i krytykami- o Kornelu Makuszyńskim (1884-1953) pisał Janusz Wasylkowski.

Ciężkie to było życie o głodzie i chłodzie. Było jednak coś, co pozwalało przetrwać. To przede wszystkim ambicja, kolosalna ambicja, umiłowanie wiedzy i przekonanie o słuszności wybranej drogi. Pomocna była chyba także atmosfera ówczesnego Lwowa. Roześmiany, rozśpiewany Lwów stanowił wówczas centrum polskiego życia kulturalnego. Od roku 1866 powstało we Lwowie szereg Towarzystw Naukowych /Techniczne -1866, Lekarskie – 1867, Prawnicze – 1868, Przyrodników – 1873, Literackie im. Mickiewicza – 1886 – i inne/, prowadzących ożywioną pracę kulturalną. Cały szereg cenionych pisarzy i malarzy tworzy tu swoje dzieła – m.in. Karol Szajnocha, Artur Grottger, Aleksander Fredro, Oswald Balcer, Jan Kasprowicz, Piotr Chmielowski, Władysław Łoziński. Już w gimnazjum próbował Makuszyński tłumaczyć Horacego, podjął się wygłoszenia odczytu o Wyspiańskim i rozpoczął pierwsze próby poetyckie. Teatr stał się jego pasją. Tworzy z kolegami w szkole koło amatorskie, wystawiają „Zbójców” Schillera. W pisemku szkolnym zadebiutował 16-letni poeta wierszem na cześć Sienkiewicza. Potem sam Jan Kasprowicz wydrukował dwa sonety w dodatku literackim „Słowa Polskiego”. Był to rok 1902.

Kiedy w 1915 roku armia rosyjska opuszczała Lwów wzięła ze sobą grupę znanych osób jako zakładników. Wśród nich znalazł się Makuszyński. Pod koniec 1918 roku wraca z Kijowa do Lwowa, obejmuje kierownictwo literackie „Rzeczypospolitej” i staje się jej stałym recenzentem teatralnym. Podczas wojny w 1920 r. Makuszyński zgłasza się ochotniczo do wojska i pracuje w Propagandzie Sztabu. Pisze i wydaje koleje tomiki poezji  i opowiadań jak „Radosne i smutne” /1920/.

Ta pozycja została mocno zaatakowana przez posła ukraińskiego k. Ilkow, który w imieniu ukraińskiego Klubu Włościańskiego złożył interpelację w sejmie domagając się jej konfiskaty za rzekome podburzanie przeciw narodowi ukraińskiemu.

Kornel Makuszyński pisał o tym, czego był świadkiem, czego była świadkiem i o czym pisała Zofia Kossak w powieści Pożoga czy Maria Dunin – Kozicka w Burzy ze wschodu.

Oszalałe ciemne masy chłopstwa, podjudzane mącącym podszeptem, runęły na dwory…Wobec żywiołowego natarcia uchodzili z gniazd własnych ziemianie, zostawiając za sobą dymy pożarów i zwierzęco pomordowane ofiary. Chłopstwo waliło w gruzy budowle, przypominające mu istnienie „krwiopijców”, młóciło cepami saską porcelanę, wykluwało oczy portretom dziedziców, tarzało się w cukrze wysypywanym z worów na podwórza fabryczne, topiło fortepiany i meble w stawach, szalało z uciechy …„Smerf panam!! Rizaty lachiw! Podpalaj! Bij! Morduj.

Autobiograficzna relacja autorki z wypadków towarzyszących rewolucji bolszewickiej 1917, z tułaczki „polskiego ziemiaństwa i inteligencji pozbawionej nagle dobytku, pracy i wszelkich podstaw życia” i przeżywających „czerwony terror” w Kijowie, dokąd  uciekali ze swoich domostw przed siekierami ukraińskich chłopów, zaliczona została przez  intelektualistów Ligi Narodów w Genewie do najwybitniejszych utworów beletrystycznych. Autorka opisuje przeżycia z Kijowa, gdzie „powtórne rządy Winniczenki, Szewca i Pelury zaznaczyły się nielitościwym rozstrzeliwaniem oficerów hetmańskich, pomimo zastrzeżonej dla nich amnestii, a na prowincji krwawym wyrównaniem rachunków między chłopami a właścicielami ziemskimi i  skonfiskowaniem na rzecz ludu pracującego ziemi, wody i lasów na podstawie deklaracji dyrektoriatu ukraińskiego”.

W Przedmowie do wydania Burzy ze wschodu z lipca 1925 r. profesor Stanisław Estreicher napisał: ..Umiłowanie ludu ukraińskiego, tak barbarzyńsko starającego się zlikwidować polską działalność na Kresach, prowadzi autorkę mimo wszystko do głoszenia haseł sprawiedliwości i przebaczenia wobec niego. Nad rozlaną krwią, nad ruiną dworów, nad poniżeniem i gwałtem matek i córek, narzuconym przez barbarzyństwo wyższej kulturze, unosi się wszędzie szlachetne i miłujące serce kobiece…

Nie ma mowy o narodzie, jest o ludzie i władcach ukraińskich, tak jak w opowiadaniach Kornela Makuszyńskiego.

Już w 1920 roku ukraiński poseł k. Ilkow (poseł mniejszości narodowej w II RP) wpływał na politykę historyczną Polski, lansował  ukraińską wersję historii. Zbrodnicza marksistowsko-leninowska ideologia promowana w Niemczech i ZSRR wywarła swoje piętno na XX i XXI wiek, inspiruje do dzisiaj komunistów i nacjonalistów ukraińskich. Niektórych posłów, senatorów, polityków, dziennikarzy, naukowców  i dzisiaj.

Maciej Rybiński w 2003 roku pisał:

Wszyscy zastanawiają się, skąd biorą się wysokie notowania SLD w badaniach opinii publicznej. A to całkiem proste. Lewica jest zbiorowiskiem połączonym wspólną ambicją. Ambicją zdobycia władzy. Prawica natomiast to tłum jednostek ambitnych osobiście Gatunkowa różnica między tymi dwoma rodzajami ambicji przekłada się na słupki poparcia wyborczego.
A tłem dla tego wszystkiego jest Polska. Dla mnie symboliczny był jeden element prawyborów w Nysie. Maciej Kuroń rozdawał tam zupki. Po 10 latach transformacji jedno się więc tylko zmieniło – na początku zupki rozdawał Jacek Kuroń. Teraz to samo robi tak dalej pójdzie, to za następne lat 10 te same zupki będzie syn Maćka i wnuk Jacka Kuroniów. To trochę mało jak na taki wysiłek polityków.
Mylił się Maciej Rybiński, wysiłek Jacka Kuronia zmierzał do utrwalenia  solidarności z ideologią Marksa i Lenina i płynących z transformacji okrągłostołowych profitów a nie z narodem polskim, razem z  Donaldem  Tuskiem i Bronisławem Geremkiem dał temu wyraźny wyraz w nocy 4 czerwca 1992 roku.

Przyjaźń z marksistowską ideologią zaczynał z innymi bojówkarzami blokując dostęp do Uniwersytetu profesorowi Władysławowi Tatarkiewiczowi i  sprowadzając na uczelnię w 1956 feministkę zachęcającą studentów do wolnych związków.

W 2002 r. dziennikarz GW pisząc o przyłączeniu się Jacka Kuronia do protestu Ukraińców w lwowskiej Radzie przeciwko Cmentarzowi Orląt Lwowskich przypomina  wypowiedź  Kuronia z marca 1992r. : „Ja, Polak ze Lwowa, jestem szczęśliwy, że Lwów jest miastem ukraińskim” .

Wspierał nacjonalistów ukraińskich a teraz kontynuuje to jego „towarzysz” z Nocnej Zmiany, Donald Tusk i Grzegorz Schetyna. Obaj działają  już bardzo nowocześnie, nazywa się to też „innowacyjnie”:  marksizm kulturowy. A ponieważ katolicka Polska stawia opór to trzeba Jej „dołożyć”.

Odpowiedź dana Jackowi Kuroniowi w 2002 roku:

Dlaczego rozmija się Pan z prawdą? Czy nie rozumie Pan napisu na Łuku Chwały, który ostał się sowieckim czołgom usiłującym go zwalić: Mortui sunt ut liberi vivamus – Umarli, abyśmy żyli wolni? Ten napis to hołd, cześć i chwała poległym, którzy nie wahali się oddać życia, w wielu wypadkach bardzo młodego, aby obronić swe ukochane miasto i ziemię ojczystą. Każdy grób, obojętnie czy z marmuru czy ziemny, to czyjaś tragedia, to smutek tych, co pozostali, za tym, który odszedł. Pisze Pan, że kolumnadę Cmentarza Orląt widać było z różnych punktów miasta, że dominowała nad nim. Proszę Pana! Kolumnada widoczna była tylko z Pohulanki i Cetnerówki, które w okresie międzywojennym były przedmieściami Lwowa. Cmentarza Orląt nie zobaczy Pan nawet z Kopca Unii Lubelskiej. To, co można zewsząd we Lwowie zobaczyć, to maszt telewizyjny, wybudowany przez Sowietów na Wysokim Zamku, u stóp kopca, i szpecący panoramę miasta. Jak na lwowiaka, to kiepsko się Pan orientuje w topografii Lwiego Grodu. Pisze Pan, że Lwów był sercem Ukrainy. Proszę Pana! Historycznie to mianem Ukrainy nazywano w dawnych wiekach ziemie województwa kijowskiego, bracławskiego i czernichowskiego. Lwów był stolicą województwa ruskiego. Te cztery województwa wraz z siedmioma jeszcze, m.in. krakowskim i sandomierskim, tworzyły prowincję małopolską. O polskości Lwowa można pisać wiele i długo. Ja ograniczę się do dwóch faktów. Otóż sejm l Rzeczypospolitej uchwałą powziętą w r. 1658 nadał miastu miano Semper Fidelis Poloniae, przed l wojną światową Polacy stanowili zaś 63% mieszkańców Lwowa; drugą pod względem liczebności stanowiła ludność żydowska, a Rusini (Ukraińcy) lokowali się na trzecim miejscu. Oprócz wymienionych wyżej nacji we Lwowie mieszkali Ormianie, Czesi, Niemcy, Węgrzy, w większości zresztą spolonizowani. Pisze Pan, że konflikt polsko-ukraiński, nabrzmiały przed wojną, był bardzo żywy we Lwowie. Wojna go jeszcze zaostrzyła. To są już szczyty przekłamania! To nie wojna zaostrzyła len konflikt. To strzały ukraińskich ekstremistów do żołnierzy armii polskiej, walczącej w Małopolsce Wschodniej z nawałą niemiecką we wrześniu 1939 roku, w której szeregach walczyli dzielnie i ofiarnie również żołnierze narodowości ukraińskiej. To wymordowanie polskich profesorów lwowskich wyższych uczelni przez żołnierzy batalionu „Nachtigall” w lipcu 1941 roku, w którym służyli Ukraińcy, a którego ukraińskim dowódcą był Roman Szuchewycz – późniejszy Taras Czuprynka. To powitanie gubernatora Hansa Franka we Lwowie chlebem i solą przez arcybiskupa greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego. To masowe mordy Polaków na Wołyniu i Małopolsce, w województwach tarnopolskim, stanisławowskim, lwowskim, dokonywane przez oddziały UPA. To zbrojne działania już po II wojnie światowej na terenach województw lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego i związane z tym mordy i grabieże ludności polskiej, dokonywane przez upowskie bandy Rena, Hrynia, Hromenki, Burego, Żeleźniaka, Berkuty i wielu innych, pod ogólnym dowództwem Mirosława Onyszkiewicza, pseudonim Orest – wykopały rów nienawiści między Polakami a Ukraińcami. W 1918 roku -jak to Pan pisze ~ Ukraina nie mogła się odrodzić. Nie mogła, bo jej nigdy nie było. Mogła się n a r o d z i ć. Tylko dlaczego miała się rodzić na ziemi, która od połowy XIV wieku należała do Polski, a wcześniej, w X wieku, odebrał ją Lachom Włodzimierz, co zanotował ruski kronikarz Nestor? Z Pańskich wywodów wynika, że Polacy mieli zrzec się Lwowa i Wschodniej Małopolski, żeby mogło powstać państwo ukraińskie. No cóż! Może by to było możliwe, gdyby wszyscy Polacy, a zwłaszcza lwowianie, pochodzili – jak Pański ojciec – z Zagłębia Dąbrowskiego, chociaż bardzo w to wątpię. Polacy we Lwowie pamiętali natomiast, że namiestnik Andrzej Potocki został zastrzelony przez ukraińskiego nacjonalistę, studenta Uniwersytetu Lwowskiego Mirosława Siczyńskiego w 1908 roku. To byt pierwszy akt terroru, sygnał, na jakiej drodze i jakimi środkami będą się posługiwać nacjonaliści ukraińscy w dążeniu do samostijnej Ukrainy. Bo trzeba z całą mocą podkreślić, że nie cała społeczność ruska aprobowała takie metody działania. Drogą Siczyńskiego podążył terrorysta z OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów), mordując w Truskawcu w sierpniu 1931 r. posła Tadeusza Hołówkę – zwolennika ułożenia zgodnego współżycia Polaków i Ukraińców. Tą samą drogą podążyli Stefan Bandera i Roman Szuchewycz – uczestnicy śmiertelnego zamachu na ministra spraw wewnętrznych Odrodzonej Polski Bronisława Pierackiego w 1934 roku. To ich nazwiskami nazwali radni Lwowa ulice w tym mieście.

… Absurdem jest twierdzenie, że wojna polsko-ukraińska zapowiedziała to, co się stało w 1939 roku. Dla wszystkich Polaków, a sądzę, że też dla Niemców, Francuzów, Anglików i pozostałych narodów europejskich z wyjątkiem Rosjan – 1939 rok to początek II wojny światowej, Jaki jest związek przyczynowo-skutkowy wojny polsko-ukraińskiej w latach 1918-19 z wybuchem II wojny światowej -dalibóg nie wiem. Dla średnio wykształconego Polaka, zwłaszcza mojego i Pańskiego rówieśnika, przyczyny wybuchu II wojny to: powstanie ruchów faszystowskich we Włoszech i w Niemczech, kryzys ekonomiczny przełomu lat 20/30., który umożliwił dojście do władzy Hitlerowi, izolacjonizm Stanów Zjednoczonych, tolerowanie przez mocarstwa zachodnie łamania postanowień traktatu wersalskiego przez hitlerowskie Niemcy (zajęcie zagłębia Saary, wprowadzenie w Niemczech obowiązkowej służby wojskowej, rozbudowa sił zbrojnych, w tym morskiej floty wojennej itd.), milcząca zgoda na zajęcie Austrii, wreszcie haniebny traktat monachijski- Tyle sprostowań, choć mógłbym jeszcze kilka wymienić. Zapewniam, że milion lwowian nie myśli tak jak radni (w sprawie Cmentarza Orląt). Ubolewa Pan, że wiele mogił żołnierzy ukraińskich na terenie Polski jest w opłakanym stanie i nikt o nie nie dba – co mija się z prawdą. Bo urządzono i odnowiono wiele mogił nawet żołnierzy z UPA w licznych miejscowościach. Natomiast żadne żołnierskie groby Polaków na terenie państwa ukraińskiego nie zostały odrestaurowane za pieniądze ukraińskie. Wylewa Pan łzy żalu, że więziono w obozie w Jaworznie prawie 4 tysiące Ukraińców podejrzanych o współpracę z UPA i że 161 tam zmarło. Walczy Pan razem ze Związkiem Ukraińców w Polsce o odszkodowania dla więźniów tego obozu. A jakie starania Pan czyni, by dostały odszkodowanie dzieci pomordowanych Polaków na Kresach przez wojaków z UPA za to tylko, że byli Polakami? A co Pan uczynił jako dwukrotny minister rządu III Rzeczypospolitej, by ekspatriowani z Kresów dostali odszkodowanie za mienie nieruchome, które tam musieli zostawić? Czy kiwnął Pan przysłowiowym palcem w bucie, by zadość uczynić krzywdom tych Polaków? Ostatnie pytanie skierowane do Pana brzmi: czy solidaryzuje się Pan również z bezczelną wypowiedzią jednego radnego o pomnikach UPA na terenach rdzennie ukraińskich tymczasowo administrowanych przez państwo polskie?

Lwów był sercem Ukrainy  – pisał wtedy Jacek  Kuroń w gazecie, dzisiaj  piszą to Ukraińcy lub Polscy z ukraińskim korzeniami na murze straszliwego dla polskiej elity więzienia we Lwowie, w wikipedii, w przewodnikach, podręcznikach, literaturze, pracach naukowych, na ścianach kamienic, teatrów, sanatoriów, murach zamków, pałaców. Gdzie było i gdzie jest MEN, MNiSW, resort kultury MKiDN, MSZ, MSWiA, samorządy, media. To wina braku lustracji, to nie tylko wina obecnego rządu otoczonego wewnątrz i zewnątrz „towarzyszami”  Jacka Kuronia.

Czy obecnie stanowisko niektórych profesorów z Instytutów Naukowych, PAN, Rzeszowa, Warszawy.. nie jest kopią tekstu Jacka Kuronia sprzed 17 lat?

Czy obecnie stanowisko stowarzyszeń, fundacji nie jest kopią tekstu Jacka Kuronia sprzed 17 lat?


Powinniśmy szanować własną historię

 

W czwartek w Muzeum Narodowym w Warszawie obejrzałam wystawę „Krzycząc Polska . Niepodległa 1918”. Jeden obraz Wojciecha Kossaka zatytułowany „Orlę lwowskie” dotyczy odzyskiwania ziem polskich spod zaboru austriackiego. Zdarzenie jak najbardziej mieści się w czasie wskazanym w tytule wystawy (1918-1919). Toczyły się wtedy zacięte walki Polaków, ochotników z całej przedrozbiorowej Polski (Warszawa, Wielkopolska, Przemyśl, robotnicy, lekarze, księża, hrabia Skarbek, uczniowie z Częstochowy (Stefan Korboński), Jasła, Krosna, Radomska, Lublina ( i innych miast i garnizonów) z Ukraińcami, którzy wyposażeni w sprzęt bojowy przez Austriaków zajęli najpierw Lwów. Walki Polaków dowodzonych m.in. przez gen. Abrahama, gen. Borutę Spiechowicza, gen. Michała Karaszewicz-Tokarzewskiego, gen. Iwaszkiewicza, gen. Hallera, gen. Maczka, o odzyskanie zajętych przez Ukraińców ziem polskich (zabranych na 123 lata przez zaborcę), nie tylko Lwowa ale innych miast i wsi Małopolski, trwały od 1 listopada 1918 roku do czerwca 1919 roku przynosząc liczne, masowe ofiary.

Zostałam w muzeum na wykładzie „ Hałastra – awangarda żydowska 1919 -1924”.  To była opowieść o rewolucyjnej awangardzie. W czasach walk w Europie z rewolucją bolszewicką awangarda przemieszczała się między Moskwą, Berlinem, (może razem z Leninem)  i Paryżem, by dotrzeć do Warszawy. Zafascynowana była możliwością pisania razem z pisarzami sowieckimi, Majakowskim. Wzbudziła protest swoją laickością, kpieniem z religijności Żydów. Tworzyła w buncie przeciw wojnie i pogromom. Przy omawianiu grafiki dwóch periodyków prelegentka  Karolina Szymaniak nazywała je pogromowymi. Opisując trzech przedstawicieli awangardy na zdjęciu powiedziała, iż jeden urodził się w Galicji, w cesarstwie austro – węgierskim, walczył na froncie serbskim. Wrócił do Lwowa gdzie Wojsko Polskie dokonało pogromu Żydów.  To było zdanie nie związane z karierą tego człowieka.

Zajrzałam do Wikipedii. Uri-Cewi Grinberg  urodził się w Białym Kamieniu w Galicji. Klikam na hasło Galicja, otrzymuję odpowiedź:  „Potoczna nazwa austriackiego kraju…”. Klikam na hasło Biały Kamień , otrzymuję odpowiedź:  „wieś na Ukrainie”.

Czyli Biały Kamień (k. Złoczowa) i okolice to ukraińskie wsie, które leżały w Galicji – czyli Europie Środkowej.

Polski nigdy tam nie było? Ani Polaków? Mimo, iż są ludzie z krwi i kości wypędzeni z tamtych ziem i osiedleni na tzw. Ziemiach Zachodnich?

Adela Dumańska przyszła na świat w Uszni w 1933 r. jako córka Anny z domu Domańskiej i Józefa Gabryluków, również rolników. Józefa Kawałko urodziła się w Uszni 13 sierpnia 1927 r., ale wychowywała w Białym Kamieniu. Jej rodzice to Antonina z domu Gabryluk i Kazimierz Kuczmowscy. Miała trójkę rodzeństwa: młodszą siostrę Stefanię, starszego brata Józefa i młodszego Bronisława.

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Wroclawski_Rocznik_Historii_Mowionej/Wroclawski_Rocznik_Historii_Mowionej-r2014-t4/Wroclawski_Rocznik_Historii_Mowionej-r2014-t4-s129-165/Wroclawski_Rocznik_Historii_Mowionej-r2014-t4-s129-165.pdf

Podobnie nie widać obecność Polaków na tych terenach w informacji Żydowskiego Instytutu Historycznego (https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/b/920-bialy-kamien). To skąd to szkalowanie nas, skoro nas nigdzie nie było?

Poszukałam w Wikipedii  informacji o wielkim patriocie polskim, malarzu scen z powstania styczniowego, Arturze Grottgerze. Urodził się w Ottyniowicach, a jest to „miasto na Ukrainie , leży na Podolu”  czyli  „krainie historycznej i geograficznej na terytorium Ukrainy i Mołdawii”. A Kamieniec Podolski to „ miasto na Ukrainie. W mieście działa Narodowy Uniwersytet im. Iwana Ohijenki od 1918 roku”.

„Wtem z ambony ozwało się warczenie bębna. Zdumieli się słuchacze. Ksiądz Kamiński zaś bił w bęben, jakby na trwogę; nagle urwał i nastała cisza śmiertelna. Poczym warczenie ozwało się po raz drugi, trzeci; nagle ksiądz Kamiński cisnął pałeczki na podłogę kościelną, podniósł obie ręce w górę i zawołał:
-Panie pułkowniku Wołodyjowski!
Odpowiedział mu krzyk spazmatyczny Basi. W kościele uczyniło się po prostu straszno. Pan Zagłoba podniósł się i na w spółkę z panem Muszalskim wynieśli omdlałą niewiastę z kościoła. Tymczasem ksiądz wołał dalej:
-Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz! Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą,żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?
Wezbrały rycerskie piersi i płacz powszechny zerwał się w kościele, i zrywał się jeszcze kilkakrotnie, gdy ksiądz cnotę, miłość ojczyzny i męstwo zmarłego wysławiał, a i kaznodzieję porwały własne słowa. Twarz mu pobladła, czoło okryło się potem, głos drżał. Uniósł go żal nad zmarłym rycerzem, żal nad Kamieńcem, żal nad zgnębioną rękoma wyznawców księżyca Rzeczypospolitą, i taką wreszcie kończył swoją mowę modlitwą:
-Kościoły, o Panie, zmienią na meczety i Koran śpiewać będą tam, gdzieśmy dotychczas Ewangelię śpiewali. Pogrążyłeś nas, Panie, odwróciłeś od nas oblicze Twoje i w moc sprośnemu Turczynowi nas podałeś. Niezbadane Twoje wyroki, lecz kto, o Panie, teraz opór mu stawi?” (Potop, Henryk Sienkiewicz – na jego twórczości wychowali się Ci, którym zawdzięczamy to, że już w 1918 roku nie staliśmy się kolonią Stalina).
Sienkiewicz wcale nie wymyślił pułkownika Wołodyjowskiego. Nieco tylko ubarwił życiorys prawdziwego Wołodyjowskiego. A ten urodził się w 1620 roku niedaleko Kamieńca Podolskiego. W sierpniu 1672 roku dowodził obroną zamku przed Turkami. Zginął 27 sierpnia 1672 roku od wybuchu prochu.

Przed 100 laty podjęta została współpraca ludzi, którzy dobrze zasłużyli się dla swoich narodów. To oni, przewidując zmiany geopolityczne w zawierusze po I wojnie światowej, wymyślili i realizowali sojusz polsko-ukraiński. Ten sojusz dwóch wolnych narodów dążących do niepodległości. I wtedy po raz pierwszy zinstytucjonalizowali pomysł na współpracę dla dobra obopólnego. Ta misja ukraińska działała ręka w rękę z polskimi instytucjami politycznymi i wojskowymi – powiedział wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński 13 lutego podczas uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej Misji Wojskowej Ukraińskiej Republiki Ludowej w Warszawie (1919-20).

Przed 100 laty każdego dnia od 1 listopada 1918 roku do połowy 1919 roku ( a więc i 13 lutego) toczyły się walki z uzbrojonymi przez Austriaków Ukraińcami najpierw we Lwowie, a po wyparciu napastników z miasta walki przeniosły się poza oblężony Lwów na terenie Małopolski.

Przed 100 laty Zofia Kossak Szczucka uciekała w przebraniu chłopki przed siekierami Ukraińców ze spalonego przez nich dworu (powieść Pożoga). Nic nie zostało powiedziane o relacjach między  Polakami a Rusinami. Fałszowanie historii trwa od 17 września 1939 roku. Przyzwolenie na tak bezprecedensowe wpisy Ukraińców do Wikipedii uważam za zdradę polskiej racji stanu.

Przed 100 laty Ukraińcy i Polacy wspólnie bronili Warszawy i uwalniali Kijów- mówi Minister Gliński.

Mam nadzieję, iż Minister zaznaczył,  iż w 1941 roku w Babim Jarze w Kijowie to Ukraińcy w służbie niemieckiej samodzielnie zamordowali 33 000 Żydów jednego dnia.

Mamy ponad 1000 lat wspólnej historii. Powinniśmy szanować własną historię, lecz także z szacunkiem patrzeć na historię naszych przyjaciół- mówi Minister Gliński.

Czy zacieranie polskich śladów na Ukrainie (dokąd przyjeżdżają turyści z całego świata i nie poznają twórców podziwianego dziedzictwa)  czyli na zabranych nam Ziemiach Wschodnich Rzeczpospolitej i fałszowanie historii w Wikipedii to dzieło przyjaciół czy wrogów? Czy na pewno  na 600-letnią historię Lwowa mamy patrzeć jak na historię naszych przyjaciół? Pozbawiamy się 50 % naszego dziedzictwa?

Czy ukrywanie (fałszowanie) kultury i dziedzictwa narodowego Ziem Wschodnich Rzeczpospolitej w polskich mediach, kulturze, edukacji, nauce to właśnie ten szacunek dla własnej historii?
Nie mówiąc o zbrodni nacjonalistów ukraińskich na 200 000 Polaków i wypędzeniu nas z Ojczyzny po zagarnięciu majątku.
Mamy 1000 lat wspólnej historii z Francuzami, Rosjanami, Litwinami Niemcami ale czy to oznacza, że postawimy pomniki Hitlerowi, Stalinowi? Może oczekują tego niektórzy nasi rodacy poddający się niemieckiej i marksistowskiej propagandzie i szkalujący mnie i moją Ojczyznę.  Ta tablica przypomina mi odsłanianie pomnika Armii Czerwonej ze słynnymi bagnetami, wtedy czynił to Andrzej Kunert i prof. Tomasz Nałęcz. Może warto zastanowić się,  czy nie należy mówić Polakom i światu prawdy o  historii Polski na zabranych ziemiach, byśmy kiedyś nie byli zaskakiwani wypowiedziami , tak jak ma to miejsce podczas odbywającego się w Warszawie spotkania.
Ciekawe jest też to, że w przypadku pytania w Wikipedii o  Maxa Habera, niemieckiego Żyda urodzonego w 1868 we Wrocławiu (Wrocław należał do III Rzeszy do końca II wojny światowej) Wikipedia odpowiada, iż miejsce urodzenia Maxa Habera to „Wrocław miasto polskie”. Czy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych czy Ministerstwo Spraw Zagranicznych może to wyjaśnić?

 


 Przed 100 laty Ukraińcy i Polacy

 

Zebraliśmy się tutaj, aby upamiętnić wydarzenie sprzed 100 lat, które dowodzi, że mądrzy ludzie, mądrzy politycy mogą realizować dobre sprawy dla swoich ojczyzn – powiedział wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński podczas uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej Misji Wojskowej Ukraińskiej Republiki Ludowej w Warszawie (1919-20). Uroczyste odsłonięcie tablicy przez wicepremiera Piotra Glińskiego oraz ministra spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkina odbyła się w 13 lutego br. w związku z 100. rocznicą rozpoczęcia w dawnym Hotelu Polskim prac Misji Wojskowej Ukraińskiej Republiki Ludowej.

– Przed 100 laty podjęta została współpraca ludzi, którzy dobrze zasłużyli się dla swoich narodów. To oni, przewidując zmiany geopolityczne w zawierusze po I wojnie światowej, wymyślili i realizowali sojusz polsko-ukraiński. Ten sojusz dwóch wolnych narodów dążących do niepodległości. I wtedy po raz pierwszy zinstytucjonalizowali pomysł na współpracę dla dobra obopólnego. Ta misja ukraińska działała ręka w rękę z polskimi instytucjami politycznymi i wojskowymi – powiedział wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński.

Jak podkreślił wicepremier Gliński, myśl o tym, że Polska i Ukraina mają wspólny interes, że niepodległość naszych krajów jest ze sobą związana to „mądra myśl polityczna i jest także- z czego możemy być dumni – realizowana dzisiaj”.

– Polska wspiera w pełni Ukrainę w trudnym momencie historii, kiedy Ukraina została napadnięta przez Federację Rosyjską. I ta nasza współpraca realizowana jest z wielkimi sukcesami na wielu polach. Mamy jeszcze wiele do zrobienia, ale podstawą tej współpracy, wtedy przez 100 laty i teraz, było to, że możemy się wznieść ponad nieporozumienia, ponad różnego typu problemy, także wynikające z dziedzictwa historycznego i możemy współpracować dla dobra naszych obu państw Mam nadzieję, że nasze wzajemne relacje będą coraz lepsze i będziemy mogli przełamać problemy, jakie przed nami stoją  – mówił minister kultury prof. Gliński.

– Przed 100 laty Ukraińcy i Polacy wspólnie bronili Warszawy i uwalniali Kijów. Wielu już nie pamięta, że pewnego majowego dnia, 100 lat temu Ukraińcy i Polacy wspólnie przeszli ulicami Kijowa w defiladzie wojskowej jesteśmy niezmiernie wdzięczni naszym polskim przyjaciołom za wsparcie w walce z agresją rosyjską. Broniąc siebie bronimy też naszych polskich przyjaciół i tak będziemy działać w przyszłości. Jestem też bardzo wdzięczny za szczególne wsparcie na naszej drodze ku UE i NATO – podkreślił minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin.

– Mamy ponad 1000 lat wspólnej historii. Powinniśmy szanować własną historię, lecz także z szacunkiem patrzeć na historię naszych przyjaciół. Nasze relacje to nie tylko relacje polityczne, to relacje i rozmowy przyjaciół. Dziękuję serdecznie naszym polskim przyjaciołom za tak wzruszający moment, za odsłonięcie tej tablicy pamiątkowej. W moim przekonaniu od naszej przyjaźni zależy przyszłość Europy – zaznaczył minister spraw zagranicznych Ukrainy.


Trzy pokolenia pamięci – holocaust narodu Polaków

10 lutego 1941 roku sowieci rozpoczęli masowe deportacje ludności polskiej z terenów Państwa Polskiego okupowanego od 17 września 1939 roku przez agresora ZSRR. Fragment wiersza Mariana Jonkajtysa , który jako 8-letni chłopiec został wywieziony do rosyjskiego obozu koncentracyjnego w Kazachstanie  w ramach zaplanowanego przez Stalina holocaustu Polaków.

„Z małego osiedla pod Lwowem
Kasię – trzyletnią dziewczynkę,
Jej matkę samotną,
I chorą – przypadkiem zastaną Kuzynkę-
Dowlekli w mróz, nocą, saniami
-Jak setki tysięcy Polaków-
Na stację kolei, za miastem,
W asyście zbrojnych żołdaków.
A ojciec?..
Cóż leśnik -wróg ludu
Ślad wszelki znikł po człowieku,
Aresztowany we wrześniu.
Wyrok: spiec-łagier. Ćwierć wieku.
Co z nimi?…
Bydlęce wagony
I miesiąc łez i cierpienia
W podróży do wiecznych lodów
Sybiru- „bez krat więzienia”.
Do celu dojechały,
Kuzynka wsiadła chora,
Więc gdzieś tam, w połowie drogi,
Spoczęła w śniegu przy torach.
Dostały miejsce w baraku,
Na pryczy-wygodne wcale.
I matka robotę od rana.
W tajdze. Na „leso-powale”.
To pierwsza jej w życiu praca
Fizyczna i tak ciężka. W lesie.
Brygadier rzekł: Białe rączki?…
Wot, krwią przybrudzić przyjdzie się.
Bo u nas – pani- komunizm.
Najlepszy ustrój na świecie.
Kto nie pracuje – ten nie je.
Przywykniesz – albo zdechniecie”.

Podpisane w dniu 30 lipca 1941 r. przez premiera rządu Rzeczypospolitej Polski na uchodźstwie, gen. Władysława Sikorskiego i ambasadora ZSRR porozumienie między Polską a ZSRR gwarantowało „amnestię” dla obywateli polskich przetrzymywanych w sowieckich więzieniach i obozach koncentracyjnych. Zwolniony dnia 4 sierpnia 1941 r. z więzienia moskiewskiego Władysław Anders został mianowany przez rząd Państwa Polskiego dowódcą tworzonej z więźniów i zesłańców Armii Polskiej w ZSRR (Jan Wiktor Sienkiewicz, Artyści Andersa).
Dowiedziałem się z gazet o przybyciu do Moskwy polskiej misji wojskowej z Generałem Bohuszem Szyszko na czele… Widok polskiego munduru i polskiego orzełka wywarł na mnie silne wrażenie. Musiał mi opowiedzieć co się działo na szerokim świecie od września 1939. O stosunkach w kraju, o udziale naszych wojsk w kampanii francuskiej, o przyjeździe Prezydenta i rządu do Wielkiej Brytanii, o wspaniałym bohaterstwie naszych lotników w bitwie o Wielką Brytanię – pisał Generał Anders o swoich przygotowaniach do pracy po wyjściu z więzienia.
Dojechaliśmy wreszcie do Griazowca. Powoli przeszedłem przed frontem szukając wzrokiem straconej przez tyle czasu bezpośredniej styczności z żołnierzem polskim. Ze wzruszeniem poznawałem zbiedzone twarze wielu kolegów i przyjaciół… Tutaj dopiero dowiedziałem się dokładnie o roli Berlinga i  i jego przyjaciół, którzy jeszcze w okresie przyjaźni sowiecko niemieckiej zgłosili swoje przystąpienia do Armii Czerwonej chociażby jako szeregowcy…Wezwałem obywateli polskich by spełniali swój obowiązek i wstępowali pod sztandary Orła Białego. Udało mi się uzyskać zgodę władz sowieckich na opiekę duszpasterską co stanowiło niesłychany wyłom w życiu i strukturze sowieckiej oraz zgodę na formowanie pomocniczej służby kobiet. Wiedziałem, że na równi z mężczyznami więziono tysiące naszych dziewcząt i kobiet które także chciały oddać dla Polski swoje siły. Zarazem wiedziałem, że w ówczesnych warunkach był to jedyny sposób utrzymania ich przy życiu. Rysem znamiennym była wzmożona religijność wszystkich ludzi bez względu na to skąd przychodzili (Polacy, Żydzi, Ukraińcy). Nie dziwiłem się temu, czułem to samo. Wiara w opatrzność Boską, która sprawiła tak wielki  cud dla nas wszystkich, zdawałoby się skazanych na powolną i straszną śmierć była wraz z ukochaniem swego narodu i kraju nasza największa siłą duchową.
(…)13 września wyjechałem do obozu w Tocku, powstawała tam VI Dywizja  Piechoty. Po raz pierwszy zetknąłem się z 17 tysięczną rzesza żołnierską, która oczekiwała mojego przybycia. Do końca nie zapomnę ich wyglądu. Ogromna część bez butów, bez koszul, wszyscy właściwie w łachmanach, częściowo w strzępach starych mundurów polskich, wychudli jak szkielety. Większość pokryta wrzodami wskutek awitaminozy.  Ale ku zdumieniu towarzyszących mi bolszewików wszyscy byli ogoleni. Co za wspaniała żołnierska postawa. Serce mi się ścisnęło gdy patrzyłem na tych nędzarzy. Czy uda się z nich jeszcze zrobić wojsko i czy zdołają znieść oczekujące ich trudy wojenne. Odpowiedz zjawiła się natychmiast . Dość było popatrzeć w te błyszczące oczy, z których wyzierała wola i wiara. Starzy żołnierze płakali jak dzieci podczas nabożeństwa, pierwszego po tylu latach a gdy zabrzmiała pieśń „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” zdawało się , że otaczające lasy odpowiadają nam stokrotnym echem. Pierwszy i ostatni raz w życiu przyjąłem defiladę żołnierzy bez butów, wybitą po piachu poranionymi stopami .
(…)
Już poprzez mury więzienne docierały do mnie wiadomości o wielkim zasięgu aresztowań i zsyłek dokonywane na obszarach Polski okupowanych we wrześniu 1939 roku. Ale wszechstronny obraz tej planowej akcji odsłonił  mi się dopiero po zwolnieniu, gdy w miarę tworzenia armii napływały setkami tysięcy ze wszystkich stron bezkresnego obszaru ZSRR zwolnieni jeńcy, więźniowie i zesłańcy. Stanowili tylko cząstkę przeszło milionowej rzeszy wywiezionych. Opowiadając o swoich przejściach i losie swoich najbliższych żywych jeszcze albo umarłych tworzyli obraz zbrodni. Zbierane, wymieniane i porównywane wiadomości złożyły się na tragiczną całość dwuletniej historii systematycznego ogałacania ziem polskich ze wszystkich żywiołów czynnych i społecznie wartościowych bez względu na narodowość, klasę społeczną czy religię. Właściciele ziemscy i chłopi , fabrykanci i robotnicy, oficerowie i szeregowi, sędziowie, kupcy policjanci, leśnicy, lekarze, naukowcy, księża – pastorzy i rabini. Wszyscy wyrwani ze swoich domów i wchłonięci w olbrzymią maszynę NKDW, w sowieckie więzienia i obozy koncentracyjne. W ślad za aresztowanymi szła zsyłka przymusowa rodzin, w tym starców i dzieci wywożonych na pustynie Kazachstanu albo syberyjskie tajgi.
Moskwa wykonywała normalny swój plan „obezchołowienia” społeczeństwa tych ziem, czyli pozbawienia głowy. Jest to wstępnym warunkiem sowietyzacji narodu a więc zrobienie zeń bezwolnej i bezkształtnej masy ludzkiej. Pierwszą falą Polaków pozbawionych wolności byli żołnierze Państwa Polskiego, żołnierze Armii Polskiej walczącej przeciwko Niemcom, wzięci do niewoli przez przeważające siły sowieckie, które 17 września 1939 podstępnie uderzyły na nas od tylu. Uniemożliwiano przedzieranie się najpierw na Litwę i Łotwę, potem na Węgry czy Rumunię, nawet poszczególnym jednostkom, które spieszyły by dalej wałczyć z Niemcami. Drugą kategorią aresztowanych przez władze sowieckie byli granicznicy, czyli Polacy głównie wojskowi, ale w ubraniach cywilnych, przekraczający granice do Węgier i Rumunii by następnie dotrzeć do tworzącej się we Francji armii . Dalszą kategorią aresztowanych były osobistości polityczne i społeczne według gotowych list ułożonych przez NKWD, z którymi przedstawiciele policji przyjeżdżali na miejsce . Do tej kategorii należeli posłowie, senatorowie, burmistrzowie, właściciele większych fabryk i większych majątków ziemskich, najwybitniejsi działacze społeczni, prezesi sądów, księża, prokuratorzy i funkcjonariusze policji – pisał Generał Anders.
Aurelia Raszkiewicz – zesłana w głąb ZSRR:
Codziennie ktoś umierał. Pamiętam te umierające twarze, których bardzo
się bałam. Umierali różnie, najczęściej w nocy, we śnie. Nieraz, kiedy się budziłam, a obok leżał ktoś nieżywy, najpierw czekałam chwilę – może jeszcze się poruszy, może nawet się odezwie. Od czasu do czasu dotykałam jego ramienia i cicho pytałam. Na próżno, nie dawał znaku życia. Zaciśnięte z bólu wargi albo otwarte usta, ukazujące brak zębów czy zaledwie kilka pozostałych po szkorbucie lub cyndze, trwały zamarłe w wyrazie niezasłużonej krzywdy. Na bladym czole pasmo siwych, jasnych lub ciemnych włosów, na których widać było wszy. […] Dla jednych śmierć była przerażeniem, dla drugich wybawieniem. Niektórzy wieczorem wymawiali jeszcze swoje imiona, nazwiska, adresy, lecz nie było gdzie i czym ich zapisać – rano już nie żyli. Świadomość, że nikt nigdy nie dowie się o ich śmierci i o tym, gdzie zostaną pochowani, była dla ludzi jedną z największych tortur psychicznych. Umierali jak zwierzęta, nie zostawiając śladu swego istnienia. -Uzbekistan, 1941/1942.
27 stycznia w Warszawie, w Kinotece odbył się przegląd filmów pod hasłem „Trzy pokolenia pamięci” o holocauście Żydów.
Przekazuję pytanie do Ministra Edukacji Narodowej, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pracowników rządu i samorządów, dyplomacji, twórców podręczników szkolnych i literatury, mediów, stowarzyszeń rządowych i pozarządowych (dotyczy wszystkich kolejnych kadencji):
Czym różni się  zamarznięty, martwy szkielet dziecka wyrzucony przez Rosjan (obywateli państwa ZSRR) z wagonu wiozącego polskich obywateli na zagładę w głąb ZSRR od szkieletu martwego dziecka wyrzuconego przez Niemców (obywateli państwa III Rzesza Niemiecka) z wagonu wiozącego Żydów na zagładę do Auschwitz – Birkenau?
Czym różni się spalony szkielet dziecka wrzuconego do płonącej stodoły przez Ukraińców, skazujących narodowość polską na zagładę (działo się to w państwie polskim, Ukraińcy stanowili  w nim mniejszość) od spalonego szkieletu dziecka wyrzuconego przez Niemców do krematorium w Auschwitz – Birkenau?
Dlaczego wciąż aktualny jest wiersz Mariana Jonkajtysa:

Wnukowie Sybiraków
Naszym Babciom, naszym Dziadkom na zesłaniu:
W Kazachstanie, wśród Sybiru wiecznych lodów-
Wiary w Boga i Wolności ukochanie
Wyrywano z serc katorgą, wszami, głodem!
Przez pół wieku prawie, w czasach PRL-u,
Pod rządami wiernych Kremla zauszników,
Wyrywano w polskich szkołach-w tymże celu-
O Syberii kartkę z polskich podręczników.

Nie zgadzam się na to, by w wypowiedziach przedstawicieli rządu, samorządu, partii, stowarzyszeń, nauki, mediów (polskich podręcznikach, badaniach naukowych, opracowaniach literackich) opłaconych z moich,  podatnika pieniędzy pojawiało się sformułowanie:  Polacy są współodpowiedzialni za holocaust Żydów.
Ja nie czuję się współodpowiedzialna, autorów tej tezy proszę o wymienienie swoich nazwisk lub znanych im nazwisk innych współodpowiedzialnych.
A jeśli ktoś ją głosi to proszę uzupełnić by nie fałszować historii i nie manipulować umysłami i nie wzbudzać poczucia winy za niepopełnione czyny.
1. Żydzi są współodpowiedzialni za holocaust Polaków w czasie wojny i po wojnie, z dodatkowym wyjaśnieniem: zbrodnie na setkach tysięcy żołnierzy Armii Polskiej (również tych, wyprowadzonych z sowieckich obozów koncentracyjnych przez Andersa) dokonywane były przez mały (około 1,5 %) procent Żydów z 20% oświeconych i zasymilowanych w krajach, w których żyli Żydzi, którzy utożsamiali się z  marksizmem, stalinizmem, bolszewizmem (a wybaczali Niemcom nazizm),..i nienawidzili Polaków . Te pozostałe 80% Żydów nie jest niczemu winne. (dr Ewa Kurek)
2. setki tysięcy polskich Żydów na Ziemiach Wschodnich państwa Polskiego (przez cały okres wojny istniało państwo Polskie) zostało zamordowanych przez Ukraińców sprzyjających agresorom, którzy napadli Polskę, zarówno zbrodniarzom rosyjskim jak niemieckim.  200 000 Polaków zostało zamordowanych przez Ukraińców.
3. konieczne jest wskazanie na Polaków, Żydów, Ukraińców…- zmanipulowanych ideologią marksistowską (obecnie przeżywającą „wiosnę” ) oraz nacjonalistyczną, donosicieli czyli zdrajców.
Przed wkroczeniem wojska sowieckiego do Polski Ukraińcy zaczęli napadać na ludność polską. W  mieście Ukraińcy z bronią, z którą nie umieli się obchodzić strzelali do żołnierzy polskich i ludności cywilnej. Polacy widząc to poczęli rozbrajać bandy ukraińskie które grasowały po miastach i wsiach zabijając Polaków. Gdy pierwsze oddziały sowietów wkroczyły do miasta wszystko się uspokoiło. Żydzi i Ukraińcy witali wojska sowieckie w następujący sposób, rzucając kwiatami na tanki i żołnierzy, całując czołgi, krzycząc, uściskanie się wzajemne. Wypuścili też więźniów politycznych, złodziei, bandytów. Ci ludzie zostali urzędnikami, policjantami, komisarzami. Policję, wojsko polskie aresztowano, aresztowano podejrzanych i bogatych, domy ich likwidowano a rzeczy zabierano. Żydzi podpłaceni wydawali Polaków, u podejrzanych robili rewizje. W roku 1940 w lutym zaczęły się pierwsze wywozy ludności cywilnej. Jak widziałem, wieziono ludzi w zimie, było bardzo zimno, ludzie płakali a oni nie zwracali uwagi. Mnie wywieźli 13.04.1941.” (Jan Tomasz Gross „W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali”)
Najgłośniej o antysemityzmie mówią Ci, którzy mają krew na rękach – celnie podsumował kampanię oszczerstw Stanisław Michalkiewicz.
Niestety, zgoda na kampanię oszczerstw wyrządza wielką krzywdę nam wszystkim, Polskiemu Narodowi, który tym samym pozbawiony jest nadal wiedzy o powodach i skutkach unicestwienia elity . Wiedza o Niej i motywach i celach działania pomogłaby nam odpierać ataki wrogów  i tłumaczyć kolejnym pokoleniom, jak fałszowanie historii  II RP i II wojnie światowej doprowadziło do obecnej sytuacji w Polsce.
Zapewniam, nie trzeba kończyć humanistycznych, filozoficznych, historycznych, prawniczych studiów w Polsce ani w Oxfordzie, można mieć wykształcenie techniczne lub w ogóle go nie mieć. Wystarczy przeczytać kilka mądrych książek pisanych jeszcze w czasach gdy żyli świadkowie ( i przez świadków) a zakazanych w PRL, posłuchać wykładów mądrych historyków, włączyć samodzielne myślenie i wyłączyć media.Tam w każdej opcji toczą się głównie potyczki słowne. Taka cisza przydałaby się z obu stron szklanego ekranu, byłby czas na zdobycie wiedzy. „Tylko prawda jest ciekawa” – mówił Józef Mackiewicz, wyklęty przez Michnika, baczny obserwator dziejów. O braku wiedzy u współczesnych dyplomatów mówił dr Maciej Korkuć 2 dni temu w Krakowie :  i w Nowym Jorku i w innych miejscach zdarzało się, że konsul wychodził do demonstrantów i komentował  : Polska wtedy nie istniała.
Wacław Jędrzejewicz wiedział, że istniało Państwo Polskie, że istniał rząd Polski,
że Rosja straszliwie prześladuje obywateli okupowanego państwa polskiego, mimo iż od 1941 roku był w USA. Nie było smartfonów, internetu, nie wydane były jeszcze pamiętniki, świadkowie wciąż żyli pod butem i knutem sowieckim i niemieckim a on już wtedy, jako prezes Komitetu Narodowego patriotycznej części Polonii amerykańskiej (nie agentów sowieckich, których wtedy tam równie  były krocie) dopominał się reakcji Stanów Zjednoczonych.
Coraz to nadchodziły wieści o śmierci wybitnych i znanych polskich mężów stanu, o nieludzkiej doli setek tysięcy Polaków, przebywających nad oceanem Lodowatym czy w gorącym Kazachstanie, o nazwiskach oficerów, których nie można się było doliczyć. Komitet Narodowy uważał, że akcja w kierunku uświadamiania społeczeństwa amerykańskiego o losie Polaków w Rosji jest jednym z ważnych elementów walki o Polskę. Akcja ta rozpoczęła się uroczystą mszą żałobną w intencji Polaków zamordowanych w Rosji, która odprawiona została w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku 20 marca 1943 r. Mszę celebrował ks. prałat dr Józef Dworzak, a nabożeństwo zgromadziło tysiące Polaków i Amerykanów, którzy zapełnili wielką świątynię. Obecni byli przedstawiciele Litwy, Estonii, Belgii i innych państw. Msza ta wywarła wielkie wrażenie, była to bowiem pierwsza tego rodzaju manifestacja pomyślana na tak wielką skalę. Piękny wiersz Kazimierza Wierzyńskiego oddał w formie poetyckiej nastrój zebranych:

„Uklękło tysiące ludzi
W łukach modli się tumu:
Daj nam to, Boże, zrozumieć
I w uniesieniu ogarnąć
Na co już nie ma rozumu.
Modlimy się za porwanych, za umęczonych, za zmarłych,
Nad Amu-Darją, Irtyszem i na odludziach Syberii,
Na Nowej Ziemi, gdzie znikło siedem tysięcy więzionych,
Na tych przestrzeniach podobnych do niewymiernej przepaści,
W którą zepchnięto miliony i w której skarga zamarła,
Chociaż ten chorał straszliwy, gdyby wybuchnąć mógł z gardła,
Poraziłby uszy świata.
Modlimy się za niewinnych…”.

Rozpoczęta mszą za zmarłych, akcja Komitetu Narodowego w sprawie Polaków w Rosji kontynuowana była w obronie żywych.
(…)Komitet Narodowy wykorzystał obrady na Bermudach i wysyłał 20 kwietnia 1943 r. do H.W. Doodsa, przewodniczącego delegacji Stanów Zjednoczonych, depeszę, w której wzywał konferencję do rozpatrzenia losów dwóch milionów Polaków, „ofiar niemiecko-rosyjskiego najazdu na Polskę w 1939 r. Fakt, że Rosja walczy dzisiaj po stronie sprzymierzonych nie poprawił położenia ofiar jej poprzedniej agresji. …oświadczenie biskupa Gawliny, że około 400 tysięcy dzieci wywiezionych do Rosji już zginęło z głodu, chorób i braku opieki; ujawnienie ostatnio rzekomego zgładzenia 3 tysięcy oficerów polskich, jeńców wojennych i pozostawienie bez odpowiedzi oświadczenia rządu polskiego o zaginięciu bez śladu ponad 10 tysięcy oficerów – wszystko to wskazuje, że chodzi o życie pozostałych zesłańców do Rosji”. (Wacław Jędrzejewicz, Polonia amerykańska w polityce polskiej)

Bożena Ratter


Pomnik rzezi wołyńskiej

Jestem wdzięczny Prezydentowi, że mnie udekorował, że docenił – mówi Andrzej Pityński,  autor rzeźb monumentalnych o tematyce patriotycznej i martyrologicznej. Ale to co dzieje się z pomnikiem rzezi wołyńskiej,  to jakaś tragedia! Jeśli nie będziemy mieć wolności mówienia prawdy, to kim my właściwie jesteśmy! Jesteśmy niewolnikami. Czy można kupczyć krwią niewinnych polskich dzieci? Czy można kupczyć, sprzedawać się za jakieś układy, za te zbrodnie które Ukraińcy popełnili. I to nie tylko UPA, to zrobili Ukraińcy ze wsi razem z bandami UPA,  sąsiedzi tych zamordowanych ludzi, to nie organizacja terrorystyczna, to  Ukraińcy, którzy ich znali, żyli z nimi a poszli ich mordować!
Nie ma akceptacji pomnika ofiar holocaustu dokonanego na Polakach  przez nacjonalistów ukraińskich, nie ma akceptacji pomnika ofiar holocaustu dokonanego na Polakach przez komunistów, nie ma akceptacji uczenia polskich dzieci o holokauście Polaków, nie ma akceptacji muzeum historii i dziedzictwa kulturowego Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej, nie ma akceptacji propozycji profesora Andrzeja Nowaka by wspólnie wznieść  kopiec Jana Pawła II ale jest akceptacja wsparta milionami złotych muru cmentarza żydowskiego, pomnika holocaustu w Auschwitz Birkenau (tylko dlatego, że tam byli mordowani Żydzi z Europy) , akceptacja  uczenia polskich dzieci o holocauście diaspory żydowskiej  ale nie o holocauście polskich Żydów zamieszkałych na Ziemiach Wschodnich Rzeczypospolitej, nie leży to w interesie Ukrainy i Niemiec oraz europejskich i amerykańskich Żydów, którzy zawsze mieli ich w pogardzie. Może dlatego, że ci prości, religijni Żydzi, którzy  stanowili 80% diaspory  nie utożsamiali się z ideologią komunistyczną, komuniście w ich rodzinie wyprawiano pogrzeb (dr Ewa Kurek).
Jest też propozycja pomnika Tadeusza Mazowieckiego i wszechobecna ukraińska polityka historyczna.
-Ukraińcy chętnie przyjeżdżają do Polski, bo nasz kraj ma zdecydowanie wyższy poziom życia, lepsze perspektywy, możliwości rozwoju dla nich i ich rodzin – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy –  Są nam bliscy kulturowo i dobrze się czują w naszym kraju.
Czują się w Polsce dobrze, inaczej niż Polacy żyjący na zachodzie w odium nienawiści do katolickiej i dążącej do suwerenności Polski, zadbajmy o Polaków, stwórzmy im warunki do powrotu.
Nie zgadzam się na taką demagogię, odmienna kultura a raczej cywilizacja spowodowała okrutną zbrodnię na 200 000 Polaków, zdzieranie skóry, przybijanie niemowląt za język do stołu, odrąbywanie części ciała, rozpruwanie brzucha ciężarnej kobiety…można mnożyć. Mordowali siekierami święconymi przez księży greko katolickich i prawosławnych. To nie jest nasza kultura. A teraz gloryfikują morderców, bandy UPA.
Nie mogą być bliscy kulturowo skoro niszczą  wszelkie ślady polskiego 600-letniego dziedzictwa kulturowego na Ukrainie, niszczą polskie kościoły (stajnie, magazyny, spichlerze), których nie przerobili na greckokatolickie. Kościół greckokatolicki jest przesiąknięty nacjonalizmem. Uznaje kościół rzymskokatolicki za polski i traktuje jak obcą i niepotrzebną materię – mówi metropolita lwowski. W kradzionych świątyniach, zawłaszczonych bezprawnie nie da się ewangelizować ludzi.
Czują się u nas pewnie bo jest silna diaspora ukraińska od czasu wojny. Ukraińcy zabierali zamordowanym Polakom dokumenty, przyjeżdżali tymi samymi wagonami co rodziny mordowanych, o czym pisze Jerzy Janicki i opowiadają mieszkańcy wielu regionów Polski. To, że są niezwykle muzykalni a kiedyś śpiewali z Polakami te same pieśni nie świadczy o tej samej kulturze.
-Zachęcanie ich do pozostawania u nas dłużej jest korzystne także z perspektywy polskiego rynku pracy, który coraz bardziej konkuruje o kadrę z Ukrainy z gospodarkami Czech, Węgier, Słowaków czy Niemców.
Dlaczego polski rynek pracy nie tworzy miejsc w polskich przedsiębiorstwach  dla Polaków? Może zadbać o to, by niezgodny z procedurą ubój pokazany przez TVN nie zniszczył rozwijającej się prężnie polskiej  branży wołowiny co zapewne sprzyja gospodarce Czech czy Słowaków. Taka sytuacja nie zdarzyła się tylko w Polsce, w listopadzie identyczna sytuacja zdarzyła się w Niemczech czy we Francji. Konsekwencja było tylko zamknięcie ubojni.
-Trzeba pamiętać, że w wyniku konfliktu na wschodzie Ukrainy wiele miejsc pracy zniknęło, zostawiając bez źródła utrzymania od kilku do nawet kilkunastu tysięcy pracowników.
Trzeba pamiętać, że w wyniku „transformacji” w Polsce zniknęły miliony miejsc pracy zostawiając bez źródła utrzymania miliony pracowników – Polaków.
Ziemia i infrastruktura na Ukrainie leżała odłogiem, zniszczyli miejsca pracy przed konfliktem na wschodzie, usunęli z nienawiści wszelkie ślady obecności polskiej przedsiębiorczości (rolnictwo, przemysł, przetwórstwo, wytwórstwo, usługi, ochronki, dwory, infrastruktura, pałace, folwarki-czyli zaplecze) zamiast wykorzystać i rozwinąć.
-Około 5 proc. Ukraińców liczy przede wszystkim na to, że przyjazd do Polski pomoże rozwiązać ich problemy finansowe i rodzin. Kolejne 5 proc. wskazuje na względy polityczne – niestabilną sytuację gospodarczą i społeczną w kraju – wielu naszych wschodnich sąsiadów nie chce budować swojego życia i inwestować w miejscu, które nie zapewnia długofalowego poczucia bezpieczeństwa.
Miliony Polaków w miejscach likwidacji miejsc pracy (kopalnie, huty, produkcja włókiennicza, gospodarstwa rolnicze- każdy region Polski) nie może liczyć, że Polska pomoże rozwiązać ich problemy finansowe i rodzin. Wyjeżdżają do pracy do Niemiec, Holandii, Szwecji  zostawiając dzieci, dziadków- degradacja rodzin i więzi. I spotykają ich tam wielkie szykany ze strony lewackiej Europy.
-Jak przyznają eksperci Personnel Service, część przyjeżdżających do nas Ukraińców myśli o tym, by w przyszłości założyć w Polsce nawet mały biznes, taki jak np. kawiarnia, restauracja. Z Ukrainy często wyjeżdżają ci najbardziej przedsiębiorczy, którzy mieli już do czynienia z biznesem. Zamiast inwestować siły, czas i pieniądze w rozwój firmy na Ukrainie, często woleliby zostać u nas i tu wykorzystywać swój potencjał, korzystając z większego spokoju gospodarczo-społecznego.
Polacy zmuszeni do emigracji politycznej i zarobkowej najpierw myśleli i zakładali mały biznes. Padali wskutek reformy Balcerowicza, oszustw i braku litości prawników i urzędów skarbowych, państwo nie reagowało, siedzieli w więzieniach, rodziny wygrzebywały żywność ze śmietników, popełniali samobójstwa (realizatorzy inwestycji drogowych Nowaka i setki innych przykładów). Samobójstwa popełniają samotni starzy, których dzieci za chlebem wyjechały . Polacy woleliby zostać i zakładać małe kawiarnie i restauracje- może sprowadzimy ich i umożliwimy jako rekompensatę za zbrodnię Balcerowicza? Plan Balcerowicza uchwalony  przez Sejm między Świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem (kto miał wtedy  głowę do czytania takich dokumentów, akceptacja bez czytania ) działał  już 1 stycznia 1990 roku. Wprowadzenie zmiennej stopy oprocentowania kredytu niezależnie od umowy kredytowej z bankiem postawiło kredytobiorców pod ścianą. A kto był wtedy kredytobiorcą? Drobni przedsiębiorcy i bogatsi chłopi, a więc nadzieja na klasę średnią! Tak nomenklatura wyczyściła sobie konkurencję! Zapoczątkowała ta ustawa i inne przepływ pieniądza od polskich bidnych kredytobiorców do finansistów ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, nigdzie nie można było zrobić takiego interesu jak wtedy w Polsce, Balcerowiczowi chciano wtedy dać nagrodę Nobla z ekonomii, w rezultacie tylko w 1990 roku z bidnej Polski zostało wydrenowanych 17 miliardów dolarów! (Stanisław Michalkiewicz)
Może nakłońmy Ukraińców by wrócili i walczyć z oligarchami a przede wszystkim  prezydentem Poroszenko posiadającym na koncie półtora miliarda dolarów zdobytych m.in. na handlu z Rosją.
-Powinniśmy zachęcać Ukraińców do osiedlania się w Polsce. Pozostając w naszym kraju na dłużej, przyczyniliby się jeszcze bardziej do wzrostu naszego PKB – mówi Krzysztof Inglot. – Dobrze się czujemy w swoim towarzystwie, język którym mówimy jest zbliżony. Ukraińcy uczą się go bardzo szybko. Powinniśmy to wykorzystać by lepiej integrować pracujących w Polsce Ukraińców.
Powinniśmy stworzyć warunki do powrotu Polaków, młodych i kochających Polskę. Jak Stefan Thompson i ci co bronili polskiego konsula w Norwegii lub walczą w USA z ustawą 447. Oni też przyczyniliby się do wzrostu PKB.
-Pielęgniarki, opiekunki i nauczycielki, na nie rośnie zapotrzebowanie – mówi Krzysztof Inglot.
Czego będą uczyć ukraińskie nauczycielki? Skoro w podręcznikach ukraińskich dzieci uczą się o bohaterskich czynach Bandery, Szuchewycza (zdzierających skórę z polskich niemowląt) , skoro  z podręczników historii Poroszenko wykreśla współpracę Ukrainy z Niemcami w czasie II wojny, to czego nauczą się polskie dzieci?

Bożena Ratter

 


świadomość narodowa Ukraińców w Polsce

„Jak wracasz z frontu (z Donbasu) do domu, do Lwowa, masz jakieś dziwne uczucie, bo u każdego swoje sprawy, biznesy, bary, dyskoteki …i nikt nie myśli, że gdzieś  tam giną ludzie, nie ma nawet poparcia dla tej sprawy. Bardzo trudno jest wracać z frontu, bo wraca się po majdanie, po szpitalach, a te gromady, te chłopaki robią swoje interesy, próbują się dogadać z politykami… A gdy pytasz dlaczego tak, mówią: walczyć ty będziesz, a u nas wszystko w porządku, my robimy swoje interesy” – wypowiedź jednego z dowódców ochotniczego batalionu walczącego w Donbasie dla Poranka Wnet we Lwowie.
W poniedziałkowym Poranku Wnet Bronisław Wildstein podkreślił, że obecny moment polityczny jest przełomowy dla społeczeństwa ukraińskiego i wzajemnych relacji na linii Warszawa-Kijów: – W tej chwili dochodzi do intensyfikacji budowy świadomości narodowej Ukraińców, która dokonuje się pod wpływem wojny, i to wojny z Rosją. I teraz pozostaje pytanie, jak my będziemy postrzegani przez Ukraińców, a aktualny sposób postrzegania zostanie przyjęty przez Ukraińców na następne wiele lat”.
Odnoszę wrażenie, że to na terenie Polski dochodzi do intensyfikacji budowy świadomości narodowej Ukraińców. W wydanym kilka dni temu przez KUL, bulwersującym tomie czasopisma ETOS, znajduje się kontrowersyjny rozdział „Ku przezwyciężaniu wstydu i krzywdy w  70 rocznicę akcji „Wisła”. Nie ma w nim ani słowa wstydu odnośnie dokonywanego ludobójstwa na Kresach czy w Bieszczadach, na temat wycinania płodów z brzucha ciężarnej matki i rąbania siekierami dzieci na oczach rodziców, zdzierania skóry w kształcie orła, wbijania dzieci na sztachety, rozrywania drutami kolczastymi, topieniu w studniach, paleniu żywcem całych wsi w stodołach , słowem o tym się nie wspomina. Nie wspomina się o mordach, gwałtach, podpaleniach, wypędzeniach Polaków.  Dlaczego? Redaktor wydania postanowiła zaprosić do tego tomu ukraińskich nacjonalistów, którzy reprezentują upowską narrację. Dowiadujemy się z tego tomu, iż Polacy powinni się wstydzić tego, że przerwano te rzezie! Roman Drozd nazywa akcję Wisła haniebną wendetą. W tym tekście nie ma dosłownie ani jednego zdania, które byłoby zdaniem polemicznym i byłoby stanowiskiem czy to prawniczym czy nie probanderowskim. Obyczaje i etos ulegają  degradacji – w rozmowie z Danutą Skalską wypowiada się profesor Bogusław Paź (niedzielna audycji radia Katowice – Lwowska Fala).
Olena Semenyaka twierdzi, że na Ukrainie są środowiska zainteresowane rozmową na tematy polityczne i historyczne i które sympatyzują z Polską. Tak, Ukraińcy są zainteresowani Polską niczym ci opisywani przez dowódcę batalionu z Donbasu  we Lwowie. Chętnie przyjeżdżają, kupują mieszkania, zakładają własne biznesy i wchodzą w związki matrymonialne z Polakami. I wśród nich są mężczyźni po przeszkoleniu wojskowym z praktycznymi umiejętnościami posługiwania się bronią. A na Ukrainie jeszcze i dzisiaj wnukowie walczą między sobą o domniemane skarby polskie, którymi dziadek nie podzielił się z bratem czyli Polska wciąż budzi ich zainteresowanie. Taka właśnie waśń między potomkami katów przyczyniła się do tego, że Krzesimir Dębski dowiedział się, kim był morderca jego dziadków. Na Kresach Polski stał kiedyś pomnik polskiego pisarza Aleksandra Fredro, obecnie na Ukrainie stoi pomnik ukraińskiego pisarza Aleksandra Fredra, to też wyraz sympatii dla nas? Wszystko co wypracowane przez Polskę staje się ukraińskie!
Już następnego dnia po zakończeniu II wojny światowej nacjonaliści ukraińscy , którzy zostali przyjęci w Europie, USA i Kanadzie zaczęli tworzyć instytuty ukrainistyki by przygotować nacjonalistyczną wersję stosunków polsko – ukraińskich,  o czym wielokrotnie ostrzegał ukraiński historyk, Wiktor Poliszczuk:  „Na Zachodzie, w szczególności w USA i w Kanadzie, działa szereg instytutów, w których podzielnie dominuje ukraiński nacjonalistyczny pogląd na rozwój stosunków polsko-ukraińskich, na rolę OUN-UPA. W tych instytutach odbywają staże polscy historycy, polscy doktoranci, wpływ tych instytutów na nich jest wyraźnie zauważalny. Wszystko to na Ukrainie i w Polsce odbywa się tu fali popierania przez Zachód ukraińskiego nacjonalizmu w ciągu dziesięcioleci, na fali wykorzystywania nacjonalistów ukraińskich do wpływania w odpowiednim kierunku na zmiany na Ukrainie. Na tej też fali dochodzi do rozpasania nacjonalistów ukraińskich w Polsce, gdzie nacjonaliści ukraińscy wpływają nawet na kierunki rozwoju nauki w zakresie badań nad stosunkami polsko-ukraińskimi, w zakresie ustalania programów nauczania historii w szkole. (…)W stanie bezwładności polskich organizacji społecznych, naukowych itp, na Zachodzie aktywność przejawia część młodych Ukraińców przybyłych w ostatnich piętnastu latach na Zachód z Polski. To oni, pod egidą oficjalnych organizacji, formalnie ukraińskich, a faktycznie ukraińskich nacjonalistycznych, takich jak Światowy Kongres Ukraińców, Kongres Ukraińców Kanady, Ukraiński Kongresowy Komitet Ameryki, Ukraińska Koordynacyjna Rada — urządzają manifestacje np. przed parlamentem prowincji Ontario w Toronto z udziałem biskupów greckokatolickich i prawosławnych, z orkiestrą, przemówieniami, podczas których wszystkie i zwielokrotnione ofiary zwalczania OUN-UPA zaliczane są do ofiar akcji „Wisła”, Polskę przyrównuje się do Niemiec hitlerowskich, pokazuje się ją jako tę, która organizowała ludobójstwo na ludności ukraińskiej, manifestacje te mają przekonać społeczność Kanady i Stanów Zjednoczonych o ludobójstwie dokonanym przez Polaków na Ukraińcach. Placówki dyplomatyczne RP nie reagują na to, a nawet wchodzą w porozumienie z ukraińskimi organizacjami nacjonalistycznym, urządzają wspólne imprezy itp., zaś mówienie o zbrodniach OUN-UPA na ludności polskiej ambasador RP w Kanadzie nazywa „moskiewską inspiracją”. (Wiktor Poliszczuk, Potępić UPA).
Ciekawe co byłoby, gdybyśmy zaczęli w Polsce relatywizować shoah w imię dobrych relacji z Niemcami. Gdyby turysta znalazł zagubiony w głuszy leśnej pomnik  Hitlera lub pomnik innego zbrodniarza niemieckiego znęcającego się nad człowiekiem z gwiazdą Dawida, pomnik z czasu okupacji niemieckiej.  Czy ten pomnik zachowalibyśmy w imię dobrych relacji z Niemcami czy usunęlibyśmy go?

Traktat ryski

W Rydze, w przepięknym budynku Czarnogłowych toczyły się rokowania polsko sowieckie w 1921 roku. Na tablicy umieszczonej na budynku znajduje się napis, w języku polskim i łotewskim, informujący, iż 18 marca 1921 roku o godzinie 20.30 zawarto między Rzeczpospolitą Polską a radziecką Rosją i Ukrainą  traktat pokojowy, zwany traktatem ryskim, kończący wojnę i ustalający wschodnie granice Polski.(wykład Tomasza Kuby Kozłowskiego w Domu Spotkań z Historią)

W oryginale traktatu (znajduje się on w Archiwum MSZ) zawartego między Polską a Rosją i Ukrainą, z lewej strony pod pieczęcią RP umieszczone są podpisy polskiej delegacji z Janem Dąbskim na czele, z prawej strony widnieje zapis: „w imieniu Rządu Rosyjskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Rad i z upoważnienia rządów Białoruskiej i Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad” a pod nim podpisy. Rosja bolszewicka wysyła na negocjacje najlepszego bolszewika, przerastającego doświadczeniem przewodniczącego delegacji polskiej. Adolf Joffe to szef komitetu wojskowo-rewolucyjnego, którego działania miały doprowadzić do wybuchu rewolucji w Rosji, później, jako deputowany z Pskowa brał udział w Brześciu nad Bugiem w pertraktacjach z Niemcami i Austrią. W Brześciu nad Bugiem Niemcy zawierają pokój z Ukrainą 9 lutego 1918 r. a 3 marca 1918 roku Niemcy zawierają separatystyczny pokój z Rosją, która po rewolucji wycofuje się z I wojny światowej (a kiedy pokój z Polską?). Adolf Joffe zostaje ambasadorem Rosyjskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Rad w Berlinie. Jest również szefem misji w Chinach, Japonii, Austrii i podpisuje pokój z Estonią.

Traktat Ryski nie jest traktatem dwustronnym, jest traktatem czterostronnym, to był jeden z podstawowych warunków postawionych Polsce w Rydze, iż będzie to traktat podpisany pomiędzy Polską a Rosją ale stronami będą również Ukraina i Białoruś. W Art. 2 traktatu strony uznają niepodległość Ukrainy i Białorusi i wyznaczają granicę między Polską a Ukrainą i Białorusią oraz Rosją. Ta granica niewiele odbiega od linii granicznej drugiego rozbioru z 1793 r. W XX wieku Niemcy i Rosja wciąż traktują  Polskę jak swoją kolonię, nie chcą zwrócić należnego jej miejsca w Europie, z której  wykluczyły ją pod koniec XVIII wieku dokonując rozbiorów i wykorzystując jak każdą inną kolonię, kradnąc jej bogactwo oraz niszcząc tożsamość narodową, by nigdy nie próbowała się odrodzić.

Jeszcze na przełomie kwietnia i maja 1920 roku Piłsudski mówił : „gramy ostatnią stawkę żeby cos zrobić na przyszłość dla Polski, choć takim sposobem osłabić możliwość przyszłej potężnej Rosji i jeśli się uda, dopomóc stworzeniu Ukrainy, która będzie zaporą między nami a Rosją i na długie lata nie będzie tam groźno…”

Podobnie dzisiaj myślą politycy. Czy znajduje to właściwy oddźwięk  po drugiej stronie? Czy strona ukraińska gotowa jest do jakiejkolwiek federacji z Rzeczypospolitą? (Tomasz Kuba Kozłowski DSH).

Dla obywateli polskich narodowości polskiej było nadal groźno. Integralny nacjonalizm ukraiński, odmiana faszyzmu ( tak określił przyczynę ludobójstwa dokonanego przez OUN UPA Bandery na narodzie żydowskim, polskim i ukraińskim Wiktor Poliszczuk, znamienity ukraiński naukowiec, historyk i badacz dokumentów nie zmanipulowanych jeszcze przez  współczesnych historyków) przyniósł zagładę Polakom żyjącym od wieków w dobrosąsiedzkich stosunkach z Rusinami i innymi narodowościami i mającym nadzieję na kontynuację tego stanu w XX wieku. Pierwsze skrajnie nacjonalistyczne „10 przykazań”  dla ukraińskich ideologów  stworzył w 1900 roku Mykoła Michnowskyj, adwokat z Charkowa. Zaczął głosić tezy, iż przyczyną biedy i wszelkiego zła dla Ukraińców są ludzie obcy, „zajmańcy”. Zofia Kossak Szczucka, znakomita pisarka, założycielki Ruchu Pomocy Żydom „Żegota” (odznaczona za ten czyn medalem Jad Waszem), opisała w 1922 roku zdarzenia, których była świadkiem w latach 1917-1919. „Pożoga” to świadectwo bestialskich mordów dokonanych w latach 1917 – 1919, na Polakach i Żydach przez nacjonalistów ukraińskich przy pomocy zmanipulowanej przez nich ludności.

Podobne tezy głosił i podobne „sukcesy” głoszonej ideologii odniósł  inny beneficjent Traktatu Ryskiego, Adolf Hitler. Badacz skutków genialnie promowanej i zaakceptowanej przez Niemców niemieckiej, nazistowskiej ideologii wykluczenia „obcych”, Daniel Johan Goldhagen pisał:  „Okrucieństwo nie jest dziełem szaleńców, sprawcy doskonale wiedzą co robią i uważają swoje postępowanie za słuszne”. Jego rozmówca, były esesman, Otto Ernst Duscheleit dorastał w przekonaniu, że należy do  rasy panów: „Należałem  do Hitlerjugend, za podludzi uważaliśmy Rosjan, Polaków i Cyganów”.

„Ukraina dla Ukraińców i dopóki choć jeden wróg cudzoziemiec zostanie na naszym terytorium, nie mamy prawa złożyć broni” – inteligencja ukraińska, ideolodzy nacjonalizmu z OUN UPA, postanowili zbudować państwo ukraińskie czyste etnicznie jak Niemcy hitlerowskie. „Agresja Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku była początkiem II wojny światowej, w której OUN wzięła bezpośredni udział przez zorganizowanie i włączenie do składu jednostki nazwanej Legionem Ukraińskich Nacjonalistów pod wodzą Romana Suszki” – pisze Wiktor Poliszczuk. To członkowie tego Legionu, obywatele polscy narodowości ukraińskiej w 1939 roku, w obliczu tragedii Polski, na którą napadli jej odwieczni wrogowie Niemcy i Rosja, czynnie pomagali Niemcom w opanowaniu Polski przez organizowanie napadów na instytucje wojskowe, państwowe oraz atakowanie polskich oddziałów walczących z najeźdźcą.(Stanisław Jastrzębski)

Mordowali więc obywateli polskich innej narodowości, swoich bliskich sąsiadów niezależnie od ich wieku i stanu, członków swoich rodzin o ile byli w związkach mieszanych lub nie zgadzali się z ideologią nacjonalistyczną OUN UPA. Czynili to we wrześniu 1939  i w latach 1943-47 aż do przeprowadzonej w imię polskiej racji stanu, wojskowej operacji „Wisła”. Śmierć w potwornych mękach zadawaną barbarzyńsko przez nacjonalistów ukraińskich i ogłupioną ludność poniosło około 130 000 Polaków, ponad 200 tys. Żydów zostało zamordowanych przez policjantów ukraińskich w służbie niemieckiej. „Służba Bezpeky” OUN UPA Bandery dokonała masowego morderstwa na co najmniej 80 000 ludności ukraińskiej- pisze historyk ukraiński Wiktor Poliszczuk. Do ofiar nacjonalizmu ukraińskiego należy doliczyć tysiące obywateli polskich mordowanych i zsyłanych przez Niemców i Rosjan do obozów koncentracyjnych, do niemieckich obozów pracy, do sowieckich łagrów, na Sybir i do Kazachstanu na podstawie donosów Ukraińców – studentów, urzędników, sędziów, gajowych, chłopów zmanipulowanych okrutną ideologią OUN UPA.

„Przed wkroczeniem wojska sowieckiego do Polski Ukraińcy zaczęli napadać na ludność polską. W  mieście Ukraińcy z bronią, z którą nie umieli się obchodzić strzelali do żołnierzy polskich i ludności cywilnej. Polacy widząc to poczęli rozbrajać bandy ukraińskie które grasowały po miastach i wsiach zabijając Polaków. Gdy pierwsze oddziały sowietów wkroczyły do miasta wszystko się uspokoiło. Żydzi i Ukraińcy witali wojska sowieckie w następujący sposób, rzucając kwiatami na tanki i żołnierzy, całując czołgi, krzycząc, uściskanie się wzajemne. Wypuścili też więźniów politycznych, złodziei, bandytów. Ci ludzie zostali urzędnikami, policjantami, komisarzami. Policję, wojsko polskie aresztowano, aresztowano podejrzanych i bogatych, domy ich likwidowano a rzeczy zabierano. Żydzi podpłaceni wydawali Polaków, u podejrzanych robili rewizje. W roku 1940 w lutym zaczęły się pierwsze wywozy ludności cywilnej. Jak widziałem, wieziono ludzi w zimie, było bardzo zimno, ludzie płakali a oni nie zwracali uwagi. Mnie wywieźli 13.04.1941.” (Jan Tomasz Gross „W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali”).

Do ofiar należy też doliczyć te 2 miliony mieszkańców Kresów, którzy z duszą na ramieniu, często w jednych spodniach i koszuli uciekali z rodzinnej ziemi, swojej małej ojczyzny na zachód przed nożami i siekierami UPA i OUN-SB. (profesor Czesław Partacz).

Ale nie kończyła się ich gehenna. Nienawiść nacjonalistów spod znaku OUN UPA do Polaków podążała za nimi w czasie i przestrzeni.

„Istniała już udowodniona antypolska zmowa OUN UPA i bolszewików, dotycząca nie tylko fizycznego unicestwienia Polaków, ale także aneksji ich ziem tak, by Polska była mała i nic w Europie nie znaczyła. I chyba przez pamięć na ten antypolski alians banderowsko – bolszewicki, Chruszczow, jak tylko został gensekiem ZSRR, ogłosił amnestię dla UPA i rozkazał wypuścić wszystkich rizunów z łagrów…Zatem nie było przypadku w tym, że z obszarów przygranicznych na wiosnę 1945 roku, ruszyły nowe sotnie UPA na powiaty Lubaczów, Jarosław, Tomaszów Lubelski, Hrubieszów… na miejscu spotkały także sotnie „rodzime”, przeistoczone  grup Ukraińskiej Narodowej Samoobrony” (Stanisław Jastrzębski). Według danych GUS po zakończeniu II wojny światowej Ukraińców powinno być 30 000 a w rzeczywistości było ich 150 000. To właśnie OUN UPA przeniosła swoją zbrodniczą działalność z terenu Wołynia i Małopolski Wschodniej na tereny powojennej Polski gdzie znalazła oparcie wśród znaczącej części mieszkającej tam ludności ukraińskiej. Wzmogły się mordy Polaków, palono wsie, niszczono wiadukty, mosty, napadano na posterunki MO i żołnierzy WP. Niejednokrotnie napadano na tych samych Polaków, którzy zatrzymali się na tych terenach uciekając z Wołynia przed siekierą banderowców. „Robiliśmy to tak- zeznał przed sądem Jurij Stelmaszczyk, komandyr UPA, która wyrżnęła powiaty Włodzimierz, Kowel, Łuck, Lubmol – spędzaliśmy całą ludność polską w jedno miejsce, otaczaliśmy i dokonywaliśmy rzezi. Następnie kopaliśmy doły i dla zatarcia śladu paliliśmy ognisko. I szliśmy dalej”.  Śmiercią karano próbę dezercji z sotni, o czym zeznawał jeden z członków, który uciekł i zgłosił się dobrowolnie na posterunek MO. Otrzymał 15 lat więzienia, była amnestia, wyprowadził się do Australii. Skąd miał w tamtych czasach pieniądze na bilet? Działania banderowców zagrażały życiu obywateli polskich narodowości polskiej, potęgowały kolejne straty już i tak bardzo zniszczonego wojną społeczeństwa i państwa, groziło stabilności i bezpieczeństwu. To obywatele polscy narodowości ukraińskiej mordowali obywateli polskich narodowości polskiej. Jedynym skutecznym działaniem powstrzymującym eskalację nienawiści ukraińskich nacjonalistów do Polaków było przeprowadzenie wojskowej operacji przesiedlenia ludności ukraińskiej na inne tereny Polski Ludowej. Ta wojskowa operacja przesiedlenia otrzymała nazwę „Operacja Wisła”. Na tych samych zresztą terenach osiedlili się Polacy, którzy zostali wypędzeni przez ukraińskich nacjonalistów ze swojej wielowiekowej ojczyzny, z ziemi przodków, z Ziem Wschodnich II RP zabranych Polsce układem jałtańskim, należących obecnie do Ukrainy ( jej obecna część wschodnia została zabrana Polsce z udziałem Rosji i Niemiec Traktatem Ryskim). Wszyscy oczekujemy, iż  rząd Ukrainy oraz Związek Ukraińców w Polsce potępi zbrodniczą ideologię OUN UPA. Tak się jednak nie dzieje. Ten sam nacjonalizm ukraiński lansowany i dzisiaj przez elitę ukraińską, jej ideologów i sprawujących władzę na Ukrainie, na zachodzie Europy, w Kanadzie, Ameryce jest przeszkodą w ułożeniu stosunków między Polską a Ukrainą. I na obecne czy przyszłe stosunki między Polakami a Ukraińcami nie ma wpływu reakcja Polski na burzenie pomnika w Hucie Pieniackiej czy oblewanie farbą Pomnika Polskich Profesorów zamordowanych we Lwowie. Tam na Ukrainie brakuję setek tysięcy pomników i grobów, tablic upamiętniających obecność Polski, dzięki której obywatele polscy narodowości ukraińskiej mogli tam żyć a nie uciekać, jak dzisiaj, przed nędzą i korupcją oraz nienawiścią zrusyfikowanych sąsiadów. Tam brakuję zwykłego potępienia zbrodniarzy, od 73 lat domagamy się tego od rządzących elit. Tak jak od elit rządzących Żydzi oczekują ustawicznego  potępienia zbrodni nacjonalistów niemieckich. Pamiętajmy, ukraińscy sąsiedzi przejmowali nie tylko majątek ofiar, przejmowali ich dokumenty czyli tożsamość obywateli polskich. Uciekali z nią na zachód a wspierani tam byli finansowo przez działających od początku XX wieku bogatych nacjonalistów ukraińskich do dzisiaj lansujących nienawiść do Polski. Bo jakże nazwać gloryfikowanie zbrodniarzy, zamazywanie śladów polskości nawet w dołach śmierci z zwęglonymi szczątkami, do których trudno dotrzeć potomkom zamordowanych, niszczenie cmentarzy, niszczenie polskości w majątku narodowym pozostawionym przez wymordowanych i wypędzonych obywateli polskich narodowości polskiej. Nowoczesna elita posługuje się oczywiście nowoczesnymi metodami, które jednako zmierzają do manipulowania, relatywizowania historią. Podobnie ja czynią to środowiska fałszujące shoah. Czy to te same środowiska? Wciąż wspólnota interesu z Traktatu Ryskiego?  Polacy od 100 lat doświadczają nienawiści ukraińskich nacjonalistów a jednak nie kierują się zemstą w relacjach z Ukraińcami.

Dowodem na poprawność relacji polsko ukraińskich jest przebywanie w Polsce półtora miliona Ukraińców, którym bardzo dobrze się powodzi. Według biuletynu KRN wzrasta liczba mieszkań nabywanych przez nich, pełnią rolę prokuratorów, leśników, lekarzy, naukowców, księży, przedsiębiorców. Jak można się dziwić, że Polacy tak bestialsko mordowani przez ukraińskich nacjonalistów, bojowników z OUN UPA Bandery protestują przeciw przypisaniu fałszywego znaczenia  „Operacji Wisła” oraz przeciw gloryfikowaniu morderców?

Włodzimierz Kubijowicz (1900-1985) pracował w okresie międzywojennym w Instytucie Geograficznym Uniwersytetu Jagielońskiego. Specjalizował się zwłaszcza w zakresie geografii osadnictwa, geografii ludności, geografii kultury. Środowisko akademickie zaprotestowało przeciwko rozpowszechnianiu przez niego podczas Kongresu MUG w Warszawie, mapy etnograficznej Ukrainy, do której „przyłączył” około 30 powiatów Rzeczpospolitej. A  Minister Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego W. Świętosławski cofnął mu prawa wykładania na Wydziale Filozoficznym UJ.

Brakuje nam polityków na miarę Adama Czartoryskiego, pierwszego Ministra Spraw Zagranicznych w Imperium Rosyjskim w latach 1804-1806. Sprawując ten urząd u wroga, zabiegał o interes Polski. Szef MZS Rosji złożył w 200 rocznicę powstania tego urzędu kwiaty na grobie Adama Jerzego Czartoryskiego w Sieniawie. Wizyta odbyła się z pominięciem Warszawy. Świat, niezależnie od intencji szanuje mądrych dyplomatów nawet po 200 latach. Adam Czartoryski nie uzyskał wiele ale ustawiczni walczył o polski interes. Kupił dla Polaków Hôtel Lambert w Paryżu. Hotel Lambert był miejscem spotkań polskiej emigracji. „Podczas gdy w trzech zaborach nie wolno było wymówić i wydrukować słowa „Ojczyzna”, emigracja rozporządzała pełną swobodą słowa i szeroko z niej korzystała”. Czasy zmieniły się, obecnie słowo „Ojczyzna” wolno nam swobodnie i bez krytyki liberałów wypowiadać tylko w Polsce i to nie we wszystkich  środowiskach . Interesem niektórych „polskich” polityków i reprezentujących ich dziennikarzy jest wyjazd do europejskich stolic by nie tylko  słowo „Ojczyzna” ale i ojczyznę zniszczyć. Czy damy się im zmanipulować? Musimy wciąż przypominać o wspaniałych politykach, twórcach nauki, wiedzy, świata sztuki, biznesu, rolnictwa i naszych przodkach, którzy własny rozum mieli i nim się posługiwali. To dzięki tym wspaniałym byliśmy równi z równymi w Europie.

Bożena Ratter


Gdzie słomka, a gdzie belka?

Wysłuchałam rozmowy Witolda Gadowskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem -Zaleskim,  dr Andrzejem Szeptyckim i  Rafałem Dzięciołowskim. Niepoważne argumenty dr Andrzeja Szeptyckiego począwszy od jego oceny, iż działanie antypolskie w postaci zburzenia  pomnika w Hucie Pieniackiej jest prowokacją  agenta sowieckiego zmusza mnie do zadania pytania. Od kilkudziesięciu lat znamy antypolską politykę na Ukrainie, podaję przykłady:

-antypolski jest marsz 1 stycznia 2017r ku czci Bandery ulicami Kijowa, Lwowa i Zaporoża

-antypolskie jest nazywanie ulic miast nazwiskami morderców z OUN UPA (Szymon Wiesenthal wysyłał protestu do rządu Ukrainy już wiele lat temu. On również ścigał 230 ukraińskich oficerów jako zbrodniarzy wojennych winnych shoah)

-antypolskie jest stawianie pomników Banderze i innym bohaterom w miastach i wsiach

-antypolskie jest usuwanie śladów poprzez zmiany nazwy miejscowości by utrudniać dostęp Polakom poszukującym kości swoich bliskich

-antypolskie jest usuwanie śladów polskich na budynkach Lwowa by ukryć fakt iż stawiali je Polacy (w tym spolszczeni Żydzi, Niemcy, Czesi, Węgrzy itp.)

-antypolskie jest usuwanie śladów polskości z zabytkowych, budowanych przez Polaków obiektów, które Ukraina zaanektowała i wykorzystuje do dzisiaj

-antypolskie jest usuwanie śladów polskości w zabytkowych kościołach i na kościołach polskich przejętych przez kościół ukraiński

-antypolski jest brak zwrotu obiektów sakralnych katolickiej mniejszości polskiej choć ochoczo są zwracane innym wyznaniom

-antypolski jest nacisk by Msze św. dla mniejszości polskiej odprawiane były w języku ukraińskim. Odmawia się Polakom, którzy za przysłowiowy wdowi grosz odnowili kościoły lub wybudowali Mszy św. w języku polskim

-antypolskie jest przechowywanie archiwum polskiego w warunkach , które powodują ich niszczenie i gdy władze Ukrainy zechcą je oddać okażą się bezużyteczne

-antypolski jest brak polskiego języka w opisie obiektów muzealnych, które były tworzone i nabywane przez Polaków mieszkających do wojny na terenie Ukrainy, zwłaszcza  w Muzeum króla polskiego, Jana III Sobieskiego

-antypolski jest brak informacji w  polskich muzeach o tym,  iż stworzyli je Polacy a Ukraina zaanektowała po wypędzeniu Polaków

-antypolski jest napisu na pomniku profesorów lwowskich zamordowanych przez Niemców iż byli to profesorowie polscy

-antypolskie jest wymazanie na pomnikach orląt lwowskich „zginęli w obronie ojczyzny”

-antypolskie jest usuwanie pomników i tablic z napisami z polskich nagrobków i wykorzystywanie ich do pochówku osób innych

-antypolskie jest niszczenie grobów na starych cmentarzach polskich i ukrywanie ich pod zarastającą roślinnością

-antypolska jest  odmowa rząd Ukrainy (oficjalnie) Polakom prawa do stawiania pomników ofiarom ludobójstwa na Kresach w tysiącach wsi usuniętych bez śladu z powierzchni ziemi. Dzięki cierpliwym działaniom potomków i zawieranym po wielu latach układom z lokalnymi władzami i mieszkańcami (często opłacanymi, korupcja na Ukrainie panuje na wszystkich szczeblach władzy) udaje się odnaleźć, ekshumować i pochować niektóre i w nielicznych miejscach szczątki zamordowanych. Nie jest to realizacja projektu rządu Ukrainy czy rządu Polski. Pomniki stawiane są za własne pieniądze, tzw. wdowi grosz poszkodowanych.

-antypolskie jest odmawianie wskazywania miejsc gdzie mogą znajdować się szczątki pomordowanych. Atmosfera jest taka, że Ukrainiec, który chce pomóc i robi wywiad wśród sąsiadów musi ukryć fakt, iż dowiaduje się o miejsce zbrodni dla Polaków.

-antypolskie jest zakłócanie uroczystości przy pomnikach.

Jeśli to wszystko jest dziełem agentów sowieckich to czy na Ukrainie mieszkają  jeszcze Ukraińcy?

Andrzej Szeptycki ustosunkował się w rozmowie do uwagi ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego:

„ksiądz powiedział ,że Ukraina jest targana wewnętrznymi sprzecznościami, myślę, że to samo można powiedzieć, zwłaszcza jak się poczyta zachodnie media, o Polsce. Nawet to dzisiaj czytałem o Stanach Zjednoczonych. Może więc żyjemy w takich czasach iż stabilność się skończyła ”. Może i można powiedzieć ale jest to tylko oznaką arogancji. To nie Ukraina dała Polsce 300 milionów zł na odbudowę infrastruktury, to nie Ukraina  dała Polsce 20 milionów na współpracę gospodarczą, to nie ukraińscy przedsiębiorcy wspierają Polaków zatrudniając ich u siebie,   to nie Ukraina przyjęła 2 miliony Polaków zapewniając wysokie stypendia dla studentów, 500+ na dzieci, pracę na warunkach lepszych niż Polakom (sprzątająca Ukrainka u malarza zarabia 18 zł na godzinę), to nie Polacy cisną się drzwiami i oknami do Ukrainy uciekając przed nędzą spowodowaną korupcją i cwaniactwem oligarchów wspieranych  rosyjskimi agentami. To nie Ukraina płaci mniejszości narodowej polskiej 1,5 miliona złotych na działania kulturalne, to nie Ukraina przyjęła w skład parlamentu mniejszość polską w wymiarze, pozwalającym jej na stawianie warunków.
Tymczasem z Warszawy co tydzień sympatyk Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Drohobyckiej , emeryt również w wieku zaawansowanym, wysyła paczki żywnościowe z wędliną i serem  żółtym, których to produktów Polacy nie są w stanie sobie kupić za 150 zł emerytury, paczki z budyniem, kisielem  do czterech Polaków ze Stanisławowa, swoich dawnych sąsiadów. Starych, opuszczonych i wymagających opieki. Ich nie stać na płacenie Ukraince 4000 zł miesięcznie za opiekę co czynią bogaci Warszawiacy. W Drohobyczu 2 starych, schorowanych Polaków mieszka bez światła i gazu bo nie stać ich na opłacenie.

To jest ta słomka w oku Andrzeja Szeptyckiego, belką zaś  dewastacja ukraińskich cmentarzy w Polsce . Nie wiem, które cmentarze  miał na myśli dr Andrzej Szeptycki , jeśli mowa o grobach banderowców, którzy palili polskie wsie i ich mieszkańców po II wojnie światowej do czasu Operacji Wisła, która była jedyną skuteczną operacją wojskową ratującą ludność polską przed oprawcami to może warto przenieść je na teren Ukrainy  gdzie z dnia na dzień wzrasta kult banderowców. Banderowcy wymordowali 130 000 , kobiet, starców, dzieci, resztę wypędzili zagarniając ich wielowiekowy majątek i ziemię, zagarniając nasz majątek narodowy w postaci kultury, sztuki, architektury, gospodarki, biznesu, majątku kościelnego, szpitali, uzdrowisk, ochronek, szkół, klasztorów itp. To my po wojnie odbudowywaliśmy spustoszoną Polskę, do tej zniszczonej Polski uciekała spod noża sąsiada ludność wsi polskich. I działo się to w czasie, gdy Niemcy i Rosjanie mordowali Polaków w obozach koncentracyjnych, zsyłali na roboty i do ciężkich łagrów na bezkresy Rosji. Gdy bandy banderowców mordowały ludność na terenie Polski , władze komunistyczne sterowane przez sowietów stosowały represje wobec żołnierzy polskich. Wraz z przesuwającym się frontem armii bolszewickiej zesłano do łagrów z terenów lubelszczyzny i podkarpacia 50 000 żołnierzy Armii Krajowej, podczas przesuwania  się frontu na zachód zesłano dodatkowo 100 000 żołnierzy Armii Krajowej (Konferencja Naukowa IPN Sprzeczne narracje. Historia Polski powojennej, dr Tomasz Łabuszewski). Nie mieli  nad nimi litości ideolodzy Doncowa.

Bożena Ratter


Tylko prawda nas wzbogaci

1 stycznia 2017 roku ulicami Kijowa, Zaporoża, Lwowa przeszedł kolejny marsz ku czci Bandery. Około tysiąca uczestników, zapalone pochodnie, okrzyki „ Bandera, Szuchewycz bohaterami Ukrainy”, „Chwała narodowi, śmierć wrogom” , „Nasza religia – nacjonalizm, nasz prorok –  Stepan Bandera „. Neobanderyzm w pełnym rozkwicie, na bazarach nawet kawa i mydło toaletowe marki banderowskiej. (Lwowska Fala). Kilka dni później wysadzony został pomnik  w Hucie Pieniackiej.

12 stycznia obejrzałam program „Warto rozmawiać”. Jan Pospieszalski poruszył temat wysadzenia pomnika i ze smutkiem stwierdzam, iż jedynie wypowiedź ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego była logiczna, odważna (czyli zgodna z prawdą a nie poprawna politycznie) i dotyczyła relacji polsko ukraińskich. Relacje polsko ukraińskie na poziomie prywatnych kontaktów są tak samo pozytywne jak relacje między członkami różnych  narodowości o ile wzajemnie się oni szanują. I przypisywanie aktu wandalizmu w Hucie Pieniackiej prowokacji rosyjskiej bo przypisanie jej nacjonalistom ukraińskim popsuje prywatne relacje polsko ukraińskie jest demagogią. Relacje prywatne  pozostaną bez zmiany. Brak jest jednoznacznego potępienia sprawców zbrodni przez rząd Ukrainy, zbrodni dokonanej na rdzennych mieszkańcach Ziem Wschodnich Polski, utraconych wskutek decyzji obcych mocarstw wrogich Polsce. Zbrodni dokonanej pod wpływem ideologii faszystowskiego nacjonalizmu ukraińskiego. „Jedyną drogą wyjścia z obecnej sytuacji jest potępienie OUN-UPA przez naczelne organy państwowe Polski i Ukrainy i dopiero po tym nastąpi całkowita normalizacja w stosunkach polsko-ukraińskich, która leży w interesie narodu polskiego i ukraińskiego.(autorem tych słów jest Wiktor Poliszczuk, wybitny ukraiński historyk, który kilkadziesiąt lat poświęcił badaniom nacjonalizmu ukraińskiego dokonując obszernej kwerendy w dokumentacji ukraińskiej na terenie Ukrainy i poza jej granicami).

Nazwanie rzeczy po imieniu nie ma nic wspólnego z dobrymi relacjami międzyludzkimi, wręcz je uzdrawia. Przecież w tym celu miliony ludzi udaje się do gabinetów psychologów, psychoanalityków, wróżbiarzy, sekciarzy by przez nazwanie emocji, których kiedyś doświadczyli wyleczyć się z depresji, niskiej samooceny, zawiści, zazdrości czy braku zaradności. I są w stanie wiele za te spotkania zapłacić.

Czy nazwanie napaści nazistowskich Niemiec na Polskę agresją, zbrodni dokonanej przez nich na Polakach – ludobójstwem,  w tym szczególnej zbrodni shoah na narodzie żydowskim, zaburza relacje niemiecko izraelskie, polsko niemieckie, polsko izraelskie,? Czy powinniśmy milczeć ? Czy diaspora żydowska milczy i udaje, że nie było shoah? W myśl retoryki prezesa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wjatrowycza, należy otoczyć murem milczenia i murem betonowym niemiecki obóz zagłady Auschwitz-Birkenau i inne niemieckie obozy koncentracyjne oraz stawiać pomniki Hitlerowi, Goebbelsowi i innym zbrodniarzom w imię dobrych relacji żydowsko niemieckich (czy polsko żydowskich). Szkoda, że wypowiedź prezesa ukraińskiego IPN pozostała bez komentarza, utrwala ona nikczemne zakłamanie ludobójstwa dokonanego w myśl dekalogu Dymytro  Doncowa przez nacjonalistów ukraińskich.

„Huta Pieniacka to polska wioska położona niegdyś w województwie tarnopolskiem na pograniczu Podola i Wołynia. Mieszkańcy tej wsi, żyli tak jak wszyscy w okolicy. Ich domy stały w niewielkich sadach. W oknach haftowane firanki, a w bielonych murach i drewnianych ścianach radość, gniew, zazdrość, smutek czy rozpacz. Jak to w domach. Mieszkali obok siebie, pomagali sobie w pracach polowych. Ich dzieci chodziły do szkoły, a jesienią piekły ziemniaki na kartofliskach. Klacze źrebiły się, koty wygrzewały się w słońcu. Wiatr przynosił z pól zapach ziół i brzęczenie pszczół. Żyli…Huta Pieniacka przestała istnieć o świcie 28 lutego 1944 r. Część mieszkańców rozstrzelano na cmentarzu, pozostałych zapędzano po kilkanaście osób do stodół i domów i kościoła, zamknięto i podpalono. Próbujących uciekać rozstrzeliwano lub mordowano w bestialski sposób. Dobytek mieszkańców – bydło, rzeczy, zboże – zrabowano. Zginęło ponad 1 000 osób – kobiet, mężczyzn, starców i dzieci – mieszkańców Huty Pieniackiej i okolic (Huciska Pieniackiego, Pieniaków – w tym ukrywający się w Hucie Pieniackiej Żydzi i Polacy uciekinierzy z Wołynia).” („Huta Pieniacka 2007” – Rajd Pamięci 6-7 października 2007)

Prezydent, minister MSZ, Sejm i Senat, pracownicy ambasad, samorząd Warszawy  demonstrują swoją wrażliwość na shoah, kierują środki finansowe na Instytuty Historii Żydów, Muzeum POLIN, budowę cmentarza żydowskiego, który będzie kolejnym miejscem w Warszawie przypominającym shoah i kulturę żydowską, na filmy o kulturze i tradycji Żydów, współorganizują międzynarodowe uroczystości upamiętniające shoah, edukują młodzież kierując ją do Muzeum POLIN. Dlaczego  nie chcemy uwrażliwić Polaków na  dziecko spalone w stodole Huty Pieniackiej ? W tej stodole płonęło również dziecko żydowskie. Czy tylko dziecko żydowskie spalone w piecu krematoryjnym Auschwitz-Birkenau zasługuje na pamięć i opłakiwanie?

Nie tylko milczymy o tej barbarzyńskiej zbrodni  od 70 lat (tak jak i zdawkowo mówimy o zbrodniach w Ponarach, Augustowie, Kazachstanie, Syberii itp.), nie przepraszamy za lata fałszywej propagandy, za pogardę, za lata milczenia i wykluczenia tych co przeżyli, nie pomagamy osieroconym i okaleczonym, nie udzielamy pomocy terapeutycznej, nie pokazujemy tej tragedii młodym by uwrażliwić ich na skutki zaniku człowieczeństwa w ideologiach fałszywie promujących wolność i  szczęście wybranym.

W Warszawie istnieje instytut gdzie uczy się polską młodzież wrażliwości na shoah. To Centrum Edukacji Kultury Żydowskiej. „Jestem zafascynowana językiem hebrajskim, nauczyłam się i uczę innych” opowiada sympatyczna, młoda dziewczyna. Zapoznaję się z historią, nic nie wiedziałam o gettcie, nie wiedziałam o podróży bydlęcymi wagonami do krematorium, teraz już wiem”. Młodzi działający w CEKŻ opowiadają o ukrytym  archiwum z getta; to zbiór dokumentów dotyczących zagłady, nie ma takiego drugiego. Listy ludzi, którzy mają świadomość śmierci i jest w nich wiele troski o  bliskich. Młodzi poruszeni shoah czytają Korczaka, odwiedzają niewidomego Dawida Katza  by mu czytać. (film dokumentalny TVP).

Gdzie w Warszawie jest Centrum Edukacji Kultury Polskiej  na Kresach? Gdzie jest Instytut Historii Polaków z Kresów? Gdzie jest miejsce, w którym młodzież pochyli się z wrażliwością i miłością nad losem tych, co  zostali zarąbani na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, zamordowani w więzieniu w Wilnie, Grodnie, Lwowie, w Katyniu, wiezieni na śmierć w wagonach bydlęcych do łagrów na Syberii i na stepach Kazachstanu, zamordowani w katowniach UB? Gdzie jest miejsce na czytanie listów Polaków spod szubienicy, spod topora, spod lufy, Polaków, którzy słali listy pełne czułości, miłości  i troski o ocalałych, listy z Katynia , katowni  UB, z łagrów Syberii (choćby listy w książce „Kordian i Helena”)? Gdzie kilometry wspomnień, archiwum dokumentów o gehennie narodu polskiego będą dostępne w celach edukacyjnych? Czy Polacy, którzy od wieków mieszkali  w części Polski nazywanej symbolicznie „Kresami” są ludźmi gorszej kategorii? Czy europejscy żydzi zwożeni wagonami z Niemiec, Austrii, Francji, Szwecji do Auschwitz-Birkenau  zasługują na wieczne pamiętanie a polscy żydzi, polscy Polacy, polscy Ormianie, polscy Ukraińcy czyli nasi Rodacy zamordowani na Ziemiach Wschodnich  Polski na wieczne zapomnienie? Dlaczego nie przepraszamy tych, co uciekając przed nożami oprawców z ziemi ojców zatrzymali się w okolicach Rzeszowa, Krosna itp. a po zakończeniu wojny powtórnie przeżyli traumę podczas barbarzyńskich zbrodni  oddziałów OUN UPA w wolnej Polsce? Dopiero przesiedlenie bojówkarzy OUN UPA z tych terenów w ramach akcji „Wisła” zakończyło tragedię Polaków znienawidzonych przez nacjonalistów. Dzisiaj Polacy wypędzeni z Kresów  przeżywają traumę powtórnego wykluczenia, zlikwidowano im miejsca pracy w hutach, kopalniach, zakładach pracy w Bielawie, Dzierżoniowie i w tysiącach innych (doskonale promujących niegdyś Polskę) często prywatyzowanych  za cenę gruntu przez tych, którzy bojkotują obecne władze zmierzające do repolonizacji Polski. A jaki jest los tych co pozostali na ojcowiźnie? „Polskie władze wspierają tu różne abstrakcyjne projekty, podczas gdy starzy Polacy na Ukrainie nie mają na obiad” – denerwuje się brat Wawrzyniec z Drohobycza. Brat Wawrzyniec, energiczny mężczyzna po czterdziestce, pochodzi z Białej Podlaskiej. W Drohobyczu mieszka od dwóch lat. „Obecnie jest nas trzech. Mamy pod stałą opieką sześć osób, do których domów wciąż jeździmy, z tego cztery są leżące i wymagają codziennej troski. Nie mają nikogo na świecie, a tu prawie nie ma struktur pomocy ludziom samotnym i starszym. Gdybyśmy nie podawali im codziennie leków i jedzenia, umarłyby – mówi wprost. (…) Mały domek na obrzeżach Drohobycza. Wiekowe, drewniane schody trzeszczą pod nogami. Brat szybko wchodzi do środka, uchylając skrzypiące drzwi, z których osypuje się farba. – Pani Otylio, pora wstawać – mówi ciepło. Siwa staruszka leżąca na łóżku czym prędzej nakrywa głowę kołdrą. – Jeszcze nie chcę, jeszcze nie – zawodzi. Jak mała dziewczynka. Po długich namowach w końcu ciężko siada. – Trzeba wstać i się ubrać – przekonuje brat. – Najpierw uczesz mi włosy! — domaga się kobieta. Brat rozczesuje Jej siwe włosy i wiąże je w dziewczęcy koński ogon. Otylia zakłada okulary i figlarnie się uśmiecha. Z szafek i ścian spoglądają spokojne oczy Jezusa na świętych obrazkach. Nad stołem wisi portret eleganckiej kobiety w kapeluszu. Na stole leży kilka różańców i Pismo Święte po polsku. Obok pudełko lekarstw. I pusty flakonik po perfumach. A także sztuczne kwiaty i mokre chusteczki dla niemowląt, którymi brat Jan Grandę zaraz będzie mył Otylię. W domu  nie mu toalety. Za prysznic służy wystający ze ściany mały kranik, w którym zimą zamarza woda. Pani Otylia siedzi więc w różowej koszuli nocnej i czeka na śniadanie. Mój braciszek prosto z gimnazjum poszedł do polskiej armii – chwali się staruszka. — A najgorsze było, jak ojciec nam zginął. Nie pamiętam, jaki to był rok. Ale pamiętam, że płakaliśmy. Wcześniej było wiele lat i wiele aresztowań – macha ręką. – Bo oni ojca ciągle zabierali. Dobrze, że nie umarł w więzieniu, tylko w bombardowaniu. Bo my go pochowaliśmy, a nie państwo. Biedni byliśmy, gdy zostaliśmy bez ojca: mama, ja i braciszek. A potem mnie zabrali… – poważnieje. Było tak: pewnego dnia 14-ietnia Otylia stała w kolejce po chleb. W kolejce tak jest, że różne rzeczy się mówi. Dziewczynka dla żartu wyraziła się niepochlebnie o Stalinie. NKWD zabrało ją prosto z tej drohobyckiej kolejki. – Cały dzień stałam w tej kolejce i nie dość, że na Syberię zabrali, to i chleba nie kupiłam – żali się. – A potem te wagony… Straszne wagony! Do piekła z tym! Człowiek przeżył i wrócił. W jej opowieściach wciąż pojawia się chleb. Teraz brat kroi chleb z serem na precyzyjne kostki i podaje jej na kolorowym talerzyku. Ale Otylia jest zbyt podekscytowana, by jeść. Co ty wiesz o jedzeniu, co ty wiesz o jedzeniu! Ty byłeś jeszcze malutki, nic z tego nie pamiętasz- mówi oskarżycielskim tonem. Na Syberii to figa była. Jedzenia nie było, człowiek tylko kawał chleba chwycił. Pięć lat byłam na tej Syberii. Jak mnie wypuścili, to myślałam, że niebo się zwaliło. Matka mnie nie poznała. Bo biedna matka czekała pięć lat i wszyscy ją przekonywali, że nie żyję. (To nie jest kraj dla starych ludzi- Monika Andruszowska , Biuletyn SPZD nr 19).Jakże przydałaby się Pani Otylii młoda wrażliwa dziewczyna, usiadłaby przy łóżku i poczytała staruszce.A może zachęciłaby się do nauki lwowskiego języka zwanego bałakiem?

Tymczasem fundusz w Polsce przyznany na rok 2017 mniejszości ukraińskiej wynosi półtora miliona złotych, na antypolskie pismo Piotra Tymy ponad 400 000 zł, na odbudowę siedziby w Przemyślu 500 000. Jako podatnik i człowiek wolny mam prawo dysponować swoimi pieniędzmi i domagam się, by przekazane zostały na wsparcie Polaków starych, chorych i niepełnosprawnych żyjących w Polsce i na dawnych Ziemiach Wschodnich. Nie przeznaczam ich na inwestycje w stworzenie  „nowych Polaków” , którzy nie utożsamiają się z Polską a tylko z  kartą Polaka dającą im konkretne korzyści finansowe. Dotyczy to również wspierania działania WOŚP. Nie mam nic przeciwko by Dyrektor Łazienek Królewskich wpłacił znaczącą kwotę na konto WOŚP ze swoich prywatnych apanaży ale organizować bezpłatny wstęp do obiektów na podstawie czerwonego serduszka WOŚP jednocześnie domagając się od podmiotów publicznych środków na renowację tych obiektów? Niech każdy z nas rozlicza się ze swojej działalności charytatywnej prywatnie.

http://www.lazienki-krolewskie.pl/pl/aktualnosci/darmowe-zwiedzanie-lazienek-krolewskich-z-serduszkiem-wosp

Duże jest zainteresowanie kulturą żydowską wśród młodzieży polskiej. Ono nie wzięło się znikąd, ono  jest wynikiem ustawicznej, skutecznej promocji  diaspory żydowskiej. I ono skutkuje tym ,że młody człowiek czyta o Korczaku a nie czyta o tysiącach bezinteresownie służących, z narażeniem życia, jak choćby o Tadeuszu Fedorowiczu, który dobrowolnie wcisnął się w bydlęcy wagon wiozący mieszkańców Lwowa na śmierć, na Syberię (Karolina Lanckorońska). Czas na promocję diaspory polskiej.

Bożena Ratter


Czy warto eksperymentować?

“Jednak gdy w roku 1928 wojewodą został tam Henryk Józewski (1892-1981), ( człowiek Piłsudskiego, były szef gabinetu premiera), o Łucku zaczęło być w Polsce głośno. Mówiono nawet o „eksperymencie wołyńskim”, którego twórcą był niewątpliwie ten wybitny polityk.” (Kresowa Atlantyda, Stanisław Sławomir Nicieja). Henryk Józewski wychowany w Kijowie wśród polskiej elity (mieszkało tam wówczas 60 tys. Polaków, profesorów, artystów, prawników, lekarzy, przedsiębiorców, ziemian) pragnął studiować sztuki piękne. Wybuch wojny krzyżuje jego plany. Józewski tworzy struktury POW w Kijowie i Saratowie. Zdobywa przy tym solidne rozeznanie w relacjach polsko-ukraińskich i rosyjsko-ukraińskich i gdy po ślubie z malarką po monachijskiej ASP – Julią Bolewską, przedziera się w 1920 roku do Warszawy, zostaje osobiście przeegzaminowany ze znajomości stosunków polsko- ukraińskich przez Piłsudskiego (rozmowa w cztery oczy trwała 8 godzin) i skierowany do rządu ukraińskiego na stanowisko ministra do spraw wewnętrznych. Miał koordynować relacje i usuwać konflikty między oboma narodami. Po wojnie polsko-bolszewickiej i wyjściu z rządu ukraińskiego Józewski wspólnie z żoną osiadł na Wołyniu – we wsi Butyń pod Wiśmowcem. W 1925 roku Józewski otrzymał stypendium rządowe na studia, udając się do Paryża przez Warszawę  trafił w stolicy akurat na przygotowania do majowego zamachu stanu w 1926 roku. I ponownie zmiana planów. Po wyborach, na osobiste polecenie marszałka Józefa Piłsudskiego, pojechał do Łucka, aby gasić tam coraz bardziej widoczny i narastający konflikt polsko-ukraiński. Dostał w tym zakresie wolną rękę, z sugestią, aby odbywało się to w ramach federacyjnej polityki pojednania – idei bliskiej Piłsudskiemu. W wyborach 1928 roku jego ugrupowanie odniosło spektakularny sukces. Do Sejmu wprowadzono wówczas 21 posłów i senatorów z Wołynia: 11 z nich było Polakami, 9 propolskimi Ukraińcami. Za swoją politykę był atakowany z obu stron, oskarżany o sabotaż przez niektórych nacjonalistów polskich i o nacjonalizm przez nacjonalistów ukraińsckich. Zorganizowali na niego zamach, którego szczęśliwie uniknął. “Józewski, który sądził, że Wołyń może być enklawą polsko-ukraińskiego porozumienia, bardzo się pomylił. To właśnie Wołyń w czasie II wojny światowej dosłownie spłynął krwią. W sposób okrutny i wyrafinowany zamordowano tam dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z polityką. Z powierzchni ziemi dosłownie starto tam polskie wsie i dziś nie ma po nich śladu. Eksperyment Józewskiego poniósł totalną klęskę.”

Jak trudno jest osiągnąć porozumienie widzimy dzisiaj. Smutne jest to, że walczący o partykularne interesy manipulują niewykształconymi umysłami i używają ich jako narzędzia zbrodni. Tak było na Wołyniu, gdy wiejskie kobiety i dzieci podrzynały gardła swoich sąsiadek by ograbić je z halek, butów i maszyn do szycia. Tak było w PRL, „Wychodziliśmy nocą – opowiada Edward Dawid 50 lat później. Edward Chmielarz -komendant MO, Antoni Kucharski – żołnierz Armii Ludowej, Edward Dawid – pracownik tartaku, nadgorliwy wiejski aktywista, założyciel komórki ORMO we wsi. Mordowali żołnierzy AK i rąbali zwłoki by mieściły się w tartakowym piecu. „To nie byli protoplaści Piotrowskiego. Oni byli prostymi chłopakami ze wsi. Dostali buty, jedzenie i władzę do ręki – i już im się w głowie przewróciło. Zapragnęli mieć to z czym walczyli” – opowiada Pani Sędzina, która po latach dotarła do akt sprawy. I ich potomkowie dzisiaj niczym Wandale atakują Sejm. Wrogowie demokratycznie wybranej władzy dążącej do “Repolonizacji Polski” by jej siła solidarnie służyła nam wszystkim a nie tylko tym, którzy dla swego prywatnego stanu konta sprzedali i zdewastowali nasze wspólne dziedzictwo. Ci “sejmowi chuligani” również korzystają z zamiłowania do hucpy tych maluczkich, wychowanych na serialu “Kiepscy” o czym przekonałam się na ursynowskim bazarze przy ul. Braci Wagów. Zachęcona sukcesem uszytej wnuczce sukience postanowiłam przejrzeć stare numery “Burdy” (magazyn z wykrojami). Na bazarze jest stoisko ze starymi czasopismami, zapytałam czy jest “Burda”. Natychmiast pochylił się nade mną uśmiechnięty mężczyzna nomen omen z kucykiem i radośnie zapytał: “chce pani burdy? Zaraz ją możemy zrobić” . To moi sąsiedzi z Ursynowa udają się pod Sejm by radośnie bawić się zgodnie ze scenariuszem “Kiepscy”.

Smutne, że podanie dłoni na zgodę może czasem kosztować jej utratę.  “Niszczenie miejsc upamiętnienia polskich ofiar na Ukrainie to konsekwencja zaniechań w polityce historycznej i relacjach polsko-ukraińskich ze strony Polski – ocenia dr Dariusz Kucharski, historyk. Wczoraj na zachodzie Ukrainy zdewastowano pomnik Polaków zamordowanych w 1944 r. we wsi Huta Pieniacka”. Od czasu zbrodni ludobójstwa dokonanego na mieszkańcach polskich wsi i miast przez ukraińskich nacjonalistów realizujących dekalog Dymytro Doncowa przy udziale zmanipulowanej ludnośći cywilnej brak było stanowczego stanowiska polskich władz. Jak widać po bestialskim działaniu nacjonalistów ukraińskich w Hucie Pieniackiej (a może działaniu prostych , zmanipulowanych umysłów skorych do burdy) polityka pojednania MSZ wyrażona w formie potężnej pomocy udzielanej Ukrainie, jak za wojewody Józewskiego, nie przynosi rezultatu. Podczas grudniowej “ Miesięcznicy Wołyńskiej “ został alarmujący list z regionu dolnośląskiego.

„Na wstępie, chciałbym ostrzec wszystkich przed biernym przyglądaniem się temu, co się ostatnio dzieje w naszym kraju. A mianowicie, sprawa dotyczy tego, co wyprawiają władze samorządowe oraz fabryki, osoby prywatne i firmy. (…)chodzi o to, że naszym obowiązkiem jest stworzenie tak głośnej reakcji na sprowadzanie taniej siły roboczej do Polski kosztem naszych miejsc pracy, naszych domów, płac, zmuszania do emigracji i wreszcie zachwiania jednolitości etnicznej na terenie naszego powiatu, jak i wielu innych aspektów dążących do wynaradawiania państwa polskiego lub stworzeniu enklaw obcych kulturowo, aby je osłabić. Od jakiegoś czasu na naszym terenie zaczęła się inwazja Ukraińców na nasze miejsca pracy i domy, przy bierności naszego społeczeństwa ogłupionego antypolską narracją medialną i poprawnością polityczną układu z 1989 roku.(…). A pozostali wykorzystują swoją władzę do tego, by albo na tym zarabiać lub, co też nie wykluczone, myśleć jedno – robić drugie. Dowodem są nasze rozmowy z nimi, które nic nie wniosły, a więc coś jest na rzeczy. Oto kilka sposobów, jak się zarabia na tym: A więc np. nocleg i sprowadzanie wrogo nastawionych robotników, którzy nas nienawidzą z pokolenia na pokolenie – potem obce i nasze kapitały ich zatrudniają lub pośredniczą pracę. Ale skupię się na firmach – a więc procentowo według danych międzyludzkich: BYSTRZYCA OŁAWSKA ZNICZE WÓJCIK – 50% Ukraińców, AUTOLIV JELCZ I OŁAWA, to 35%, ELEKROLUX OŁAWA – 40%, ARMETON STANOWICE – 60%, BALSHEM STANOWICE – 20%, KOMPOZYTY STANOWICE – 50%, BIEDRONKI w Oławie – 10%, nawet urzędy, opiekunki, prace polowe i budowlane, gdzie mogliby tam pracować repatrianci, to ok. 40%. Bo zamiast sprowadzać Rodaków wywiezionych, to sprowadza się wrogich historycznie Ukraińców. Także FARENCIA – 30% zatrudnionych Ukraińców, JELCZ-LASKOWICE, STELWELD – 10%, oraz hurtownie typu BLACK RED WHITE, BODZIO, czy samochodowe – w małych, lecz także ilościach, które mogą powodować negatywną atmosferę w pracy. Tych firm jest znacznie więcej, a więc: PIEKARNIA HERT, ITALMETAL, SIMOLDES, PLASTICOS…. Lecz pomimo to my ciągle zarabiamy mało w stosunku do cen i opłat, bo są sprowadzani pracownicy zastępczy a nas zmusza się do emigracji. Rząd mówi, że Ukraińcy, to nie problem, a tymczasem u nas kilkukrotnie atakowali nas nożami oraz brali udział w bójkach lub kradzieżach. Podczas gdy u nich jest wojna, i Czeczeni, dla przykładu, walczyli podobnie jak Gruzini, to oni chodzą do dyskoteki TROPIC i podrywają Polki mieszając nacje, jak na Wołyniu. A jak to się kończy, wiemy nawet dziś na Zachodzie. Co musimy zrobić, aby zacząć walczyć z systemem wynaradawiania krajów oddolnie? Zacząć od siebie! Proponuję np. bojkot ZNICZY WÓJCIK i produktów ELEKTROLUX oraz PIZZERII pana KLUKI lub innych. Ukraińcy gloryfikują w większości morderców naszego pięknego kraju i śmieją się z nas, że się ich boimy; a ludzi, których wygnali narażają na dodatkową traumę po tej rzezi, którą przeżyli w dzieciństwie. (…)wspólna masowa emigracja, jeśli to nie da efektów. I powrót z kapitałem do walki z systemem na szczeblu lokalnym wspólnie, aż do zwycięstwa z wrogami Ojczyzny, za którą nasi dziadowie oddali życie na wszystkich frontach świata, podczas gdy Ukraińcy kolaborowali ze Stalinem, Hitlerem, i są z tego do dziś dumni obchodząc ich święta, a nam nie pozwalając na godny pochówek zamordowanych bestialsko rodzin na Kresach.

Na Targówku były funkcjonariusz MO prowadzi w 2-ch domach noclegownię. W pokoju o powierzchni 9 metrów kwadratowych 2 piętrowe łóżka. Cena za łóżko 600 zł. Wspólna kuchnia i łązienka. Nocują tam głównie ukraińscy pracownicy ale i para młodych ludzi, dziadek walczył pod Monte Casino, stryj zginął w Katyniu. Podczas mrozów śmierć poniosło 65 bezdomnych. To nie obywatele ukraińscy, to wykluczeni przez 8-letnie rządy obecnej “opozycji” ( czy Wandali można nazwać opozycją?), którym powinniśmy pomóc, może wysiedleni z 2-ch domów, służących obecnie do pomnażania majątku byłego funkcjonariusza.

„Maria Dąbrowska poświęciła Józewskiemu wiele miejsca w swoich „Dziennikach”. Czytamy tam: To niepospolity człowiek, cały pochłonięty polityką, ale politykę w wielkim stylu. Piękny, zimny, szlachetny, ideowy, a zarazem gracz znakomity, a gdy przegrał swą „wielką grę” spuentowała: Ile talentów mieściło się w tym dynamicznym człowieku! Ale z żadnego nie dane mu było wydobyć wielkości”(Kresowa Atlantyda, Stanisław Sławomir Nicieja). Czy pozwoli na zwycięstwo „marności”?

Bożena Ratter



Polsko ukraińskie relacje w cieniu doktryny Doncowa

22 listopada 2016 r. członkowie SKN Spraw Zagranicznych, studenci Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie zorganizowali odważnie ciekawą debatę : „Polsko-ukraińskie relacje w cieniu Wołynia: historia naznaczona cierpieniem”.

„Między narodem polskim i ukraińskim nie było i nie ma konfliktu, stąd mowa o polsko-ukraińskim pojednaniu jest bezprzedmiotowa. Na styku polsko – ukraińskim istnieje jedynie problem zbrodniczej działalności OUN i jej struktur zbrojnych. Jeżeli nie dojdzie do oficjalnego potępienia (przez prezydentów, lub parlamenty) OUN i jej struktur za popełnioną zbrodnię ludobójstwa na ludności polskiej i ukraińskiej, zakłamanie historii będzie się pogłębiać i przez to nie dojdzie do normalizacji stosunków polsko – ukraińskich na płaszczyźnie społeczeństw. Trzeba mieć świadomość tego, że dziś na południowo – wschodnich obszarach II RP prowadzona jest intensywna, antypolska propaganda, ma miejsce kształtowanie postaw nienawiści do Polaków”.

Wypowiedź Wiktora Poliszczuka z roku 2004, znakomitego ukraińskiego historyka, również prawnika i adwokata, rzetelnego i uczciwego naukowca, który prowadził wieloletnie badania w oparciu o dokumenty przechowywane w ukraińskich archiwach zanim zostały zamknięte przez Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, jest odpowiedzią na podstawowe pytanie zadane przez moderatorów debaty.

Niestety, niektórzy uczestnicy debaty postawili sobie za cel agitację i manipulację umysłami licznie zgromadzonych młodych ludzi, przyszłej intelektualnej elity.

  1. Antypolska propaganda prowadzona jest również na terenie Polski. Antypolskie jest żądanie mniejszości ukraińskiej by o fragmentach historii Polski, zakazanych i karanych przez ponad 70 lat pod rządami sowieckiego okupanta i jego agentów, nadal nie wolno było Polakom mówić. By historia Polski była nadal fałszowana. Film Wołyń jest ważny dla nas Polaków. Kiedy wreszcie po 75 latach doczekaliśmy się wspaniałego obrazu, który zgodnie z obiektywnymi faktami historycznymi pokazuje nam Polakom zbrodnię dokonaną na polskich obywatelach (Polakach, Żydach, Ukraińcach itp.) my, Polacy, mamy się tego wyprzeć! Bo obiektywna prawda historyczna jest „niewygodną” dla licznej diaspory ukraińskiej zarówno w Polsce jak Kanadzie, Anglii, USA itd. Czy w jakimkolwiek cywilizowanym kraju byłoby możliwe szantażowanie prawowitych władz zakazaniem mówienia prawdy historycznej dotyczącej wybranego fragmentu jego historii ?

Działania takie prowadzi przedstawicielka fundacji Euromajdanu Warszawa. Młoda, zdrowa, elegancka, pełna tupetu kobieta, od 7 lat mieszkająca w cieplarnianych warunkach w Polsce, korzystająca ze wszystkich przywilejów obywatela polskiego, postawiła zarzut, iż debata o relacjach polsko – ukraińskich sprowadzona została do przypominania historii w filmie Wołyń. „Wiele innych rzeczy, które można było powiedzieć podczas debaty nie zostało powiedziane.”

  1. Tak, nie zostało powiedziane choćby to, iż mniejszość polska na Ukrainie traktowana jest zupełnie inaczej niż mniejszość ukraińska w Polsce. „ Mimo iż w ukraińskiej konstytucji jest zapis o finansowaniu mniejszości narodowych, polska mniejszość narodowa nie otrzymuje ani jednej hrywny od rządu Ukrainy. Wszystko co jest polskie finansowane jest przez stronę polską. Nie wiem czy jest taki przypadek w Europie. A jeśli chodzi o wielowiekowe dziedzictwo kulturowe Polski, to przejęte przez Ukrainę polskie pałace, klasztory, kościoły, biblioteki, cenne zbiory, uzdrowiska, zamki, cmentarze itp. niszczeją. W województwie lwowskim władze Ukrainy nie przeznaczyły na odnowienie zabytków ani jednej hrywny. W Żółkwi, w kolegiacie wzniesionej w 1606–1618 r. z fundacji hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego znajdowały się 4 monumentalne obrazy polskiego malarstwa batalistycznego. Polska „uzyskała zgodę” na renowację 2-ch obrazów, na co przeznaczyła 2 miliony euro. Władze ukraińskie nie dotrzymały umowy i obrazy nie wróciły do kolegiaty. Nie znam kraju, który przeznaczałby tak wielkie kwoty na odnawianie nie swoich zabytków. Do dzisiaj władze ukraińskie nie zwróciły kościołowi polskiemu zagarniętego mienia (kościoły, klasztory, szkoły, plebanie itp.) natomiast bardzo chętnie kościoły zwracane są wszystkim innym, protestantom, grekokatolikom, prawosławnym. Księża szkoleni są tak, by msze św. odprawiane były w języku ukraińskim. Arcybiskup lwowski, Mieczysław Mokrzycki powiedział podczas uroczystości 360 rocznicy ślubów Jana Kazimierza, że trzeba się wyzbyć uczuć patriotycznych w imię ekumenizmu. „Jeżeli chcemy wyprowadzić ludzi z kościoła to wprowadźmy język ukraiński” – to postawa księży Polaków, którzy nie ulegają presji i prowadzą kościół w języku polskim dla potrzebującego tego, mniejszości polskiej na Ukrainie (Lwowska Fala)”. Karta Polaka nie zawsze świadczy o tym , iż jest się Polakiem, często jest kupowana. Polacy nie mają żadnej reprezentacji w parlamencie Ukrainy” (wystąpienie podczas konferencji Voice Free Europe).

W polskim parlamencie jest co najmniej kilkunastu przedstawicieli mniejszości ukraińskiej. Nie mówiąc o posadach w sądach, mediach, lasach, uczelniach itp. Media polskie na Ukrainie finansowane są przez stronę polską gdy tymczasem Piotr Tyma, przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w Polsce otrzymywał kilka lat temu pół miliona złotych od władz polskich na  ukraińskie pismo „Nasze słowo” dyskryminujące Polaków. Brak jest również choćby gestów dobrej woli ze strony władz ukraińskich. Na pomniku upamiętniającym śmierć profesorów lwowskich zamordowanych przez Niemców na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, do dzisiaj nie ma tablicy z nazwiskami polskich profesorów.

  1. Co zostanie z polsko ukraińskich relacji jeśli wybiorę się na ten film z młodzieżą z mojej klasy – pyta Robert Czyżewski z Fundacji Wolność i Demokracja? To samo co z relacji polsko niemieckich czy niemiecko żydowskich po przywiezieniu tej młodzieży do Muzeum Polin. Codziennie do Muzeum Polin przyjeżdżają autokary z młodzieżą z całej Polski, by dowiedziała się o ludobójstwie dokonanym przez Niemców. Lekcje historii dla dzieci i młodzieży odbywają się również w Muzeum Pawiaka. Polacy i Niemcy znają prawdę o skutkach zbrodniczej ideologii nazistowskiej i nie przeszkadza to 2 milionom Polaków pracować w Niemczech, Niemcom robić interesy w Polsce a Donaldowi Tuskowi w UE. Tylko że Niemcy nie stawiają pomników Hitlerowi, Gebelsowi, Frankowi. Co powinno zostać ? Powinno zostać to, co z wyjazdów polskiej młodzieży z Wrocławia na Wołyń w ramach szczytnej akcji zainicjowanej kilka lat temu przez TV Wrocław „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”, to co z prac ekshumacyjnych prowadzonych z udziałem młodzieży z polskiej inicjatywy i za prywatne pieniądze Polaków, których bliskich zamordowano w 3700 wsiach. Ślady polskich wsi i cmentarzy sprytnie są zacierane przez państwo ukraińskie i dzisiaj.
  2. Jak będzie wyglądał stereotyp Ukraińca w oczach polskiego dziecka po obejrzeniu tego filmu– pyta Robert Czyżewski? Tak jak stereotyp Niemca w oczach polskiego dziecka po obejrzeniu dokumentalnych zdjęć pieców krematoryjnych z KL Auschwitz, scen zagłady Żydów w Babim Jarze w Kijowie, zwłok na ulicach getta we Lwowie. Młodzież polska przez kilkadziesiąt lat w obowiązkowym zestawie lektur miała opisy zbrodni dokonanej w obozach koncentracyjnych co nie przeszkadza jej utrzymywać przyjacielskie relacje z Niemcami.

Tak jak stereotyp Niemca i Żyda po obejrzeniu przez dzieci filmu Agnieszki Holland „W ciemności”. Film „W ciemności” nakręcony w 2011 roku został pokazany ukraińskiej publiczności we Lwowie w ramach VII Festiwalu Niezależnego Kina „KinoLew” .

  1. „Pokazanie filmu „Wołyń” w XXI wieku spowoduje, iż Polacy będą chcieli mordować” – agituje szefowa Euromajdanu. Nie słyszałam aby szefowa Euromajdanu Warszawa prowadziła agitację antyżydowską argumentem, iż po obejrzeniu filmu Agnieszki Holland „W ciemności” , Żydzi będą chcieli mordować. A Żydów we Lwowie mordowali służący w armii niemieckiej Ukraińcy, których umysły zatruła neopogańska i rasistowska ideologia Doncowa. Czy Polski Instytut Sztuki Filmowej finansując w XXI wieku film Agnieszki Holland „W ciemności” buduje mosty czy szerzy nienawiść do Ukraińców? Po co wracać do historii zagłady Żydów we Lwowie w XXI wieku?

Państwo polskie potępia niemiecki nazizm, który zatruł umysły Niemców uznających się za wybraną rasę „panów” i zachęcił do zagłady Żydów a potem innych narodowości (Szymon Wiesenthal). Państwo polskie nie potępia narodu ukraińskiego tak jak nie potępia narodu niemieckiego ale potępia faszystowski nacjonalizm OUN UPA.

Tymczasem, jak donosi portal wiadomości.wp.pl, ukraińscy aktorzy zostali ukarani za udział w filmie Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Dla aktora jest to wyrok.

  1. Podczas debaty o filmie „Wołyń” prowadzonej przez Piotra Zychowicza w siedzibie IPN, Stanisław Srokowski po raz kolejny dementował narrację próbującą „wyjaśniać” przyczyny zbrodni. Widać pan Robert Czyżewski nie miał czasu zapoznać się z obiektywnymi faktami historycznymi, przypominam:

„Jeżeli chodzi o wieś, tam nie było żadnej różnicy między chłopem polskim a chłopem ukraińskim. Pod względem materialnym stali na tym samym poziomie, dostęp do ówczesnej kultury, wiedzy i oświaty i religii był bez żadnej dyskryminacji. A najbardziej rozwiniętą oświatę w 1918 r mieli Ukraińcy, mieli oni swoje stowarzyszenia, organizacje kulturalne i polityczne a konstytucja marcowa z 1921 roku, artykuł 95, zapewniała wszystkim obywatelom takie same prawa. Po reformie rolnej w 1920 roku było do objęcia 309 ha ziemi. 220 ha dostało się w ręce ukraińskie a 89 ha ręce polskie. Czyli nie osadnicy wojskowi zagarnęli ziemię.

Na Kresach kształtowanie się mentalności, świadomości ukraińskiej to był bardzo długi proces. Jeszcze w latach 30 XX wieku połowa ludu rusińskiego przyznawała się do swojej filozofii – historii rusińskiej. Gdy 1931 roku prowadzono badania „kim jesteś” to 46% Rusinów mówiło o sobie jestem „Rusinem” a mniej z tych , którzy nazywali siebie Rusinami przyznawało się potem do świadomości ukraińskiej. Działania Ukraińskiej Organizacji Wojskowej a potem w OUN prowadziły terror, który miał pobudzić, wzmocnić świadomość ukraińską. Działalność tę prowadziła ukraińska inteligencja.”

  1. Wyjaśnienie zbrodni tym, iż Ukraińcy wskutek ucisku carskiego a potem przybycia polskich osadników cierpieli głód i straszliwe przeludnienie oraz przyzwyczaili się do widoku zwłok pozostawionych na ulicach przez kolejnych okupantów uważam za niezwykłą propagandę. Na Ukrainie mieszkali obywatele narodowości polskiej, żydowskiej, ormiańskiej, rusińskiej, halickiej, huculskiej, niemieckiej, węgierskiej, czeskiej itp. Wszyscy cierpieli głód i przeludnienie, wszyscy byli uciskani przez cara, bolszewików, nazistów, skazywani na zsyłki do Kazachstanu, na Syberię czy doobozów koncentracyjnych. Wszyscy byli zmuszani do nieludzkiej pracy. I umierali w wyniku wielkiego głodu zaplanowanego przez Stalina. Inteligencja polska niezależnie od pochodzenia etnicznego ginęła w Katyniu a jej rodziny zesłano w głąb Rosji. Widok zwłok umierających z głodu lub zamordowanych na ulicach, w więzieniach NKWD, wzdłuż torów kolejowych, po których w bydlęcych wagonach wieziono kolejnych zesłańców w głąb Rosji, widok rozstrzeliwanych w dołach śmierci itp., znany był wszystkim grupom narodowościowym. Ale tylko jedna dopuściła się wielkiej zbrodni w wyniku zwyrodnienia jednostek i sterujących nimi grup.

„Brygidki, sławne więzienie lwowskie, były druga rzeczą, o której nikt nie mógł mówić spokojnie. Bolszewicy bowiem wymordowali wszystkich więźniów przed wyjściem, a Niemcy przez parę dni pozwalali ludności zwiedzać rozbite zupełnie więzienie, w stanie w jakim je zastali. Chodziło tam pół Lwowa, szukając najbliższych wśród trupów tak zniekształconych, że poznanie było zwykle rzeczą zupełnie beznadziejną. Byli tam i księża ukrzyżowani na ścianie, jeden z różańcem przeciągniętym przez jamy oczne, i drugi z krzyżem zaznaczonym gwoździami wbitymi do piersi, i innych bardzo wielu. Pomimo wszystko niektóre trupy zostały przez najbliższych rozpoznane, nieraz po strzępie odzieży lub po zębach. O tych scenach mówili wszyscy, bo po prostu po trzech miesiącach nie potrafili jeszcze myśleć o czymś innym.” (Karolina Lanckorońska, Wspomnienia wojenne). Karolina Lanckorońska jako wysłannik PCK walczyła o ludzkie warunki dla więźniarek w obozach koncentracyjnych, w tym Ukrainek. Karolina Lanckorońska nie wydłubywała oczu niemowlętom, nie piłowała ich matek i nie wieszała na płocie zwłok rozciągniętych na kształt orła polskiego. Natomiast stawiła się  jako  świadek w procesie zwyrodniałych zbrodniarzy niemieckich. Na terenie Ukrainy  pomniki zbrodniarzy stawiane przez władze Ukrainy pojawiają się jak grzyby po deszczu. Nawet w Dublanach czyli na terenie Akademii Rolniczej zamiast pomnika choćby Mykoła Łysenki stoi 5-metrowy pomnik zbrodniarza.

Czego oczekuję od Ukrainy ? By  zaniechała rasistowskiej polityki względem Polaków  . By  przestała niszczyć ślady polskości na Ukrainie, oddała zbiory biblioteczne i przestała wprowadzać bydło na resztki polskich cmentarzy i do ruin polskich kościołów. By doprowadziła do ekshumacji i godnego pochówku i upamiętnienia zamordowanych na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej przez zmanipulowanych zbrodniczą  ideologią OUN UPA.

Czy niszczenie śladów polskości na Ukrainie i stawianie pomników zbrodniarzom , którzy wyrżnęli 130 000 Polaków a resztę okaleczonych na ciele i psychice wypędzili zagrabiając ich mienie, wynika z chęci budowania porozumienia i „mostu” czy z nienawiści do Polaków? Polacy na Ukrainie byli od zawsze. Stanowili o sprawach politycznych, kulturowych, zemsta Stalina spowodowała likwidację milionów Polaków. I w chwili zbrodniczej eksterminacji prowadzonej przez dwie zbrodnicze ideologie, nazistowską i komunistyczną, do likwidacji Polaków przystąpili zdradziecko sąsiedzi zza płota, z Ukrainy.

Nie zgadzam się na przeznaczanie moich pieniędzy na wspieranie mniejszości ukraińskiej , która prowadzi antypolską działalność na terenie Polski. Domagam się, by moje pieniądze jako podatnika państwa polskiego przeznaczane były na zabezpieczenie losu Polaków, od których Polska odeszła, którzy pozostali Polakami ale traktowani są jak ludzie drugiej kategorii i są zastraszani przez obywateli ukraińskich.

Cmentarz Orląt Lwowskich został zburzony przez sowietów z nienawiści do polskości . W 1989 roku pracownicy Energopolu w sposób półlegalny zabezpieczyli i częściowo odrestaurowali Cmentarz Obrońców Lwowa. Byli szykanowani przez władze Lwowa. Uroczyste otwarcie odrestaurowanego  wskutek późniejszych uzgodnień między rządem Ukrainy i Polski cmentarza nastąpiło w 2005 roku. Na odnowionych wysiłkiem wspaniałych Polaków grobowcach, w wyniku kontynuowanej  antypolskości usunięto na płytach w katakumbach przy nazwiskach poległych słowa: „za obronę Lwowa”.

Bożena Ratter



Współczesna Ukraina i polskie dziedzictwo

Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu. Fundacja założona w roku 2001. Instytucja dyplomacji społecznej.

wspolczesna_ukr

Niemcy mają tyle instytutów badających niemieckie dziedzictwo na tzw. ziemiach odzyskanych III RP ile jest tam regionów, instytut ziemi pomorskiej, wrocławskiej, lubuskiej, legnickiej itp.

Niemcy badania prowadzą od lat. W polskim obecnie mieście Wrocław odbywa się debata na temat niemieckiego dziedzictwa pozostawionego na ziemiach odzyskanych przez Polskę w wyniku decyzji państw nie pytających Ją o zgodę.

Kiedy powstanie choć jeden instytut badający DZIEDZICTWO POLSKIE na ziemiach obecnie ukraińskich (również litewskich, łotewskich, białoruskich, rosyjskich itp.)? PRL okrył temat kirem ale od roku 1989 minęło prawie 30 lat, a od „dobrej zmiany” półtora. Nic się nie zmieniło, brak jakiejkolwiek działalności naukowo-badawczej, archiwizacyjnej, kolekcjonerskiej, publicystycznej można wytłumaczyć tylko brakiem „polskiej racji stanu” u rządzących. Pojawiające się na rynku opracowania, publikacje a i sama działalność archiwizująca, kolekcjonująca i promująca jest działalnością wolontariuszy! Opracowania wydawane są za pieniądze Polaków z Kresów lub miłośników Kresów, którzy poświęcają prywatny czas, samotnie gromadzą źródła , opracowują i publikują (np. Czesław Blicharski ale to tylko przykład, przepraszam niewymienionych!)

Na stronie sponsorowanej przez MNiDK www.new.org.pl też nie widzę badań na temat DZIEDZICTWA POLSKIEGO pozostawionego na zabranych ziemiach.

Nie widzę możliwości wykonania solidnej, rzetelnej, naukowej kwerendy tematu historii Polski na Kresach, które uczestniczyły w walce o Niepodległość ! Historia Kresów dotyczy każdej dziedziny życia człowieka, narodu, państwa i jego pozycji na arenie świata. Nauka, przemysł, rolnictwo, gospodarka, budownictwo, administracja, edukacja, sztuka, kultura, działalność duszpasterska, działalność społeczna itp. w rozbiciu na dziedziny – w tym wszystkim olbrzymi udział mają Kresy. I właśnie te wszystkie dziedziny  tworzyły strategię i uczestników walki o niepodległość i umocnienie pozycji Polski na początku XX wieku !

Pozostawienie tematu w ręku amatorów może spowodować kolejne zakłamania! Oddanie tematu spuścizny pozostawionej  np. na Ukrainie, w ręce obecnych doradców Prezydenta grozi tym samym!

A czy w ogóle w Muzeum Historii Polski w 2018 roku pojawi się temat Kresów? Pytam, bo jedyne znane mi osoby, które upowszechniają wiedzę o historii Polski na Kresach czyli zabranych Jej ziemiach, w oparciu o zgłębione przez siebie dokumenty źródłowe i opracowania historyków oraz rzetelne kwerendy, nie zostały jeszcze zaproszone do współpracy. A bez Kresów nie ma Niepodległej!

Bożena Ratter

 



Decyzje „olbrzymów”

„Oto jak wyglądał układ polityczny Europy w pierwszej połowie siedemnastego wieku, przed przeszło dwustu laty – pisze Wiktor Hugo w zakończeniu do listów z podróży, którą rozpoczął w 1838 r. wzdłuż rzeki Ren (Wiktor Hugo, „Ren”).

„Sześć mocarstw pierwszego rzędu: Stolica Święta, Święte Cesarstwo, Francja, Wielka Brytania: powiemy za chwilę o dwóch pozostałych.

Osiem mocarstw drugiego rzędu: Wenecja, kantony szwajcarskie, Zjednoczone Prowincje Niderlandów, Dania, Szwecja, Węgry, Polska, Moskwa. .. a według kształtu politycznego każdego z nich otrzymamy pięć monarchii elekcyjnych: Stolicę Apostolską, Święte Cesarstwo oraz królestwa Danii, Węgier i Polski” .

A jeśli chodzi o dwa pozostałe, nazwał je Wiktor Hugo „olbrzymami” i była to Turcja i Hiszpania. „Te dwa mocarstwa narzucały Europie – pierwsze: głęboki lęk, drugie: głęboką nieufność” . Po dwustu latach „dwa olbrzymy, które przerażały naszych dziadów, obróciły się w niwecz. Czy Europa poczuła się wyzwolona? Nie. Jak w siedemnastym wieku, zagraża jej podwójne niebezpieczeństwo. Ludzie przemijają, ale człowiek pozostaje ; cesarstwa upadają, egoizmy kształtują się na nowo. Otóż w chwili obecnej, tak samo jak przed dwustu laty, dwa ogromny egoizmy uciskają Europę i próbują ja podbić. Duch wojny, przemocy i podboju trwa jeszcze na wschodzie, duch handlu, podstępu i ryzyka trwa jeszcze na zachodzie. Dwa olbrzymy przesunęły się nieco na północ, chcąc jak gdyby natrzeć na kontynent z góry. Dziedzicem Turcji jest Rosja, dziedzicem Hiszpanii – Anglia”. (Wiktor Hugo, 1841 rok)

Polska miała inne granice za Piastów, inne za Jagiellonów, jeszcze inne za Wazów. Potem „Polska zniknęła”- jak napisał Wiktor Hugo. Zniknęła z mapy Europy na 123 lata wskutek kolonizacji (rozbiorów) dokonanej przez Rosję, Prusy i Austrię.

Gdy Polska odzyskała w 1918 roku niepodległość, przybrała zupełnie inny, niż pierwotny kształt, okrojony znacznie wskutek decyzji dwudziestowiecznych „olbrzymów” wpływających na układ polityczny Europy. Władza II RP i społeczeństwo niezależnie od przynależności partyjnej i wyznania, przystąpiło do budowy nowoczesnego państwa, do odbudowy zniszczeń wojennych i budowy nowego przemysłu, do unowocześnienia gospodarki rolnej, do zagospodarowania leżących odłogiem ziem, do walki z analfabetyzmem i zacofaniem w różnych dziedzinach życia. Budowało niepodległą Polskę pokolenie inteligencji polskiej wykształcone na europejskich, rosyjskich i amerykańskich uniwersytetach ale i rzetelnie wykonujący pracę rzemieślnicy, robotnicy, rolnicy, urzędnicy, nauczyciele. Wykorzystując nowoczesną myśl techniczną, nowoczesne zarządzanie, nowoczesne metody pracy, merytoryczne zespoły projektantów i doradców, integrując społeczeństwo i ucząc odpowiedzialności wobec państwa i społeczeństwa, wychowując i edukując kolejne pokolenia, nauczyciele, rodzice i władza II RP usuwała efekty 123-letniej „kolonialnej’ polityki Niemiec, Rosji i Austrii . II RP cieszyła się wolnością tylko 20 lat. W wyniku napaści 2-ch agresorów, we wrześniu 1939 roku Polska znowu stała się kolonią byłych zaborców, Niemców i Rosji.

Niemieccy, sowieccy a potem litewscy, ukraińscy barbarzyńcy XX wieku w imię zaakceptowanej zbrodniczej ideologii nazizmu, nacjonalizmu, komunizmu, faszyzmu, rasizmu dokonywali eksterminacji Polaków z różnych grup etnicznych, społecznych (szczególnie dotknęło to polską inteligencję, której brak odczuwamy do dzisiaj), mordując ich na ulicach, w niemieckich, sowieckich, litewskich, ukraińskich więzieniach, gettach, dołach śmierci, w obozach koncentracyjnych i niemieckich obozach pracy. Umierali wywożeni milionami w sowieckich bydlęcych wagonach do odległych i nie zasiedlonych obszarów Rosji, na Syberię, Ural. Umierali z głodu, chorób, mrozu, ciężkiej pracy w sowieckich łagrach i kołchozach. Niemcy i Rosja zgodnie z taktyką kolonistów dyskryminowali obywateli polskich, pozostawiając przy życiu potrzebnych do prostej, niewolniczej pracy i podatnych na manipulację ideologiczną.

Polacy, polskie kobiety, dzieci, starcy, umierali również wskutek ataku wewnętrznego wroga, ukraińskiej ideologii OUN UPA, paleni żywcem w stodołach, domach, piłowani, rąbani siekierami, rozciągani końmi, wieszani na płotach, drzewach, wrzucani do studni, okaleczani zdzieraniem skóry, wycinaniem nożami wzorów na ciele, odrąbywaniem części ciała, 136 metod tych bestialskich mordów opisał dr A. Korman.

 

Some say 70 thousands. Some say 150 thousands.

Some say 200 thousands. Who knows?

1600 or 300 was enough to imprint the name

of a different village onto the memory of the world.

 

Before IDs, passwords and credit cards.

Before the global surveillance machine

każda myśl, każde zdjęcie,

narodziny i śluby rejestrowane w księgach kościelnych

spalone zaraz po nich,

gdy oni i ich domy już zamieniły się w popiół.

 

Śmierć w płomieniach- Śmierć od kuli

Śmierć na ostrzu noża- Śmierć to dar pałek

i dar gołych rąk.

 

Tam żyli, sadzili, zbierali, nieśli wieńce

w procesji dożynkowej, tam tańczyli

i bawili się w zimne noce października.

 

Znikli bez śladu, zapomniani, niepoliczeni.

Po całych rodzinach, pokoleniach nie pozostał ślad.

Jak liście na białych brzozach

płoną złotem w ostatnim pokazie kolorów

zanim się nie roztopią w strumieniach deszczu

wdeptane w ziemię.

 

Pola mają nowych właścicieli

Domy i obejścia – polikwidowane.

Wiejskie drogi – zaorane.

Znamy trochę nazwisk.

Mamy trochę zdjęć jakichś tam domów,

nawet spisaliśmy listy strat.

Jak się uda, możemy wrócić, przekopać ruiny,

znaleźć jedną, rozbitą cegłę.

Bezcenny skarb.

Odeszli do gwiazd. Brzozowe liście jesieni.

Zagubieni, zapomniani Polacy z Wołynia

kiedyś zajaśnieją blaskiem ponad czas.

(Maja Trochimczyk, The Rainy Bread)

 

“Inni nasi belfrowie potrafili jak Mantel. jadąc już niemieckimi ciężarówkami na rozwałkę do poddrohobyckiej Bronicy, rozmawiać sobie z dyrektorem żydowskiego gimnazjum Blattem po niemiecku i recytować Hermanna i Dorotheą, aby sobie i innym pokazać, że poza zbrodniarzami hitlerowskimi są i inni Niemcy, i ich kultura, i recytowali wiersze Heinego, kiedy już sami sobie kopali własne groby. Ci dwaj i zabłąkany tam przez pomyłkę Stupnicki, Rusin, safanduła, co nas nauczył kochać polską przyrodę, spokojnie recytowali wiersze Wergilego i Horacego. Stupnickiego wzięto tam przez pomyłkę. Mógł był się bronić, że nie jest Żydem, ale już nie chciał, miał już dość życia, skoro jego młoda żona i dorastająca Uncia puszczały się z Niemcami. Nie chciał też może zostawić swych kolegów, profesorów gimnazjalnych, samych w obliczu ich żydowskiego losu.

Boże, który rozumiesz wszystko głębiej i mocniej niż my wszyscy razem wzięci, daj Mu i Tamtym Innym Wszystkim wieczne pomiędzy wyznaniowe spoczywanie!”. (Andrzej Chciuk, Księżycowa Ziemia)

Zapalmy znicz i odmówmy modlitwę za Polaków, z tych nieznanych tysięcy rodzin i pokoleń, miliony zamordowanych, „dziko wypędzonej ludności polskiej”, których szczątki rozrzucone są na ziemi ukraińskiej, litewskiej, łotewskiej, na „nieludzkiej ziemi” i w różnych zakątkach świata. Odmówmy modlitwę za Zygmunta Rumla, młodego poetę, wspaniałego człowieka, autora wiersza „Dwie matki”, którego imienia i nazwiska nie wymienił Piotr Zychowicz, moderator dyskusji o filmie Wojciecha Smarzowskiego, „Wołyń” podczas omawiania sceny śmierci przez rozciąganie końmi.

Maja Trochimczyk i Andrzej Chciuk (nie tylko Oni) w swej twórczości, niczym Wiktor Hugo w listach, piszą o realiach życia Polaków na terenach, które wskutek decyzji „olbrzymów” są obecnie własnością Ukrainy, Litwy, Łotwy i Rosji. To ziemie, na których rodzili się od wieków Polacy, światowej sławy naukowcy, myśliciele, duchowni, przedsiębiorcy, przemysłowcy, architekci, zarządcy, literaci, poeci, artyści, nauczyciele, leśnicy, urzędnicy, chłopi, robotnicy. To oni zakładali szkoły, szpitale, ochronki, fabryki, biblioteki, kościoły, synagogi, cerkwie, meczety, sanatoria, z których do dzisiaj korzystają mieszkańcy Ukrainy. To oni zakładali biznesy, cukrowanie, gorzelnie, budowali mosty, drogi, wdrażali innowacyjne technologie w przemyśle, przetwórstwie, rolnictwie. To oni uprawiali urodzajne ziemie Wołynia, które w XXI wieku leżą odłogiem a mieszkańcy Ukrainy cierpią głód i szukają pracy poza granicami skorumpowanej Ukrainy. Rządzącym i rządzonym przyświecała naczelna zasada: „polska racja stanu”. Cudem ocalałej z zagłady polskiej inteligencji, która została „dziko wypędzona” po zakończeniu II wojny światowej z dawnych ziem polskich (obecnie Ukrainy, Litwy, Białorusi, Rosji) , ziem nazywanych Kresami Polski, zawdzięczamy w latach powojennych odbudowę gospodarki, szkolnictwa i edukację na wysokim poziomie kolejnego pokolenia. Tej cudem ocalonej i żyjącej na emigracji polskiej inteligencji świat wiele zawdzięcza, gdyż jemu oddają swoją kreatywność, inteligencję, rzetelność.

18 milionów Polaków żyje poza granicami. Wśród nich ci, którym udało się uniknąć eksterminacji zgotowanej przez sąsiadów zza wschodniej granicy, którzy zostali okradzieni z wielowiekowego dorobku, wypędzeni w przysłowiowej koszuli w nocy z domów, do których już nigdy nie mieli prawa wrócić, którzy zostali przyjęci przez przyjazne im państwa, którym udało się emigrować uciekając przed zbrodniczą, dyskryminacyjną, rasistowską polityką PRL. Oni a potem ich dzieci i wnuki to nie zmanipulowani Polacy. Dla nich nadal ważna jest „polska racja stanu”. Do nich należy Maja Trochimczyk i Andrzej Chciuk. Dla nich Kresy to po prostu Polska, w której urodzili się ich dziadkowie, ich rodzice czy oni sami. Tam chodzili do szkoły, kościoła, kochali, pracowali, bawili się, zakładali rodziny, wychowywali dzieci. Niczym ich życie nie różniło się od życia w Polsce centralnej, na Śląsku, w Wielkopolsce, na Kaszubach i innych regionach Polski. W ich pamięci są domy, szkoły, kościoły, sklepy i targi, krajobrazy szkolnych psot i pierwszych miłości, wycieczki, obozy harcerskie, wyjazdy do Lwowa, Wilna, Krakowa, Warszawy , Wiednia, Paryża. Do Wilna, Grodna, Drohobycza, Borysławia, Czortkowa przyjeżdżali Polacy z innych regionów Polski w poszukiwaniu pracy, wiedzy, partnerów życiowych, osiedlali się tam, zawierali związki małżeńskie. Do Wilna, Lwowa, Krzemieńca, Stanisławowa, Grodna, Lwowa przyjeżdżali uczniowie, profesorowie i studenci by kształcić i kontynuować naukę, z Wilna, Grodna, Lwowa jechali młodzi do Krakowa czy Warszawy studiować, pracować. Przemieszczanie wynikało z poszukiwania pracy, lepszej edukacji, oddelegowania do pracy w potrzebujące regiony a potem ucieczki przed atakującym z zachodu napastnikiem. Dlatego po napaści sowietów prześladowaniom podlegali też Polacy przybyli z innych regionów Polski, tzw. „bieżeńcy”, „uciekinierzy”.

Przemysław Żurawski vel Grajewski na stronach 159-179 numeru 8 2015/2016 Teologii Politycznej omawia temat „Kresy – dzieje pewnego pojęcia”.

„Kresy są polską krainą romantyczno – heroicznych niesamowitości, niczym Szkocja w powieściach Waltera Scotta… W okresie międzywojennym legenda Kresów zaczęła nabierać charakteru sentymentalno- krajoznawczego. Była to kraina malowniczych ruin dawnych fortec, dostarczająca niezliczonych uroków entuzjastom rodzącej się turystyki, a jej kultura dworkowo – pałacowa pozostawała żywym nurtem kultury polskiej w ogóle, popularyzując kresową specyfikę i legendę….Kresy w czasie PRL w przestrzeni publicznej były obecne głównie w osobach znanych kresowiaków, o których pochodzeniu wiedziano, nawet jeśli go nie podkreślano”.

Kresy to konkretna ziemia rodzinna, z pozostałymi kamienicami w miastach, które budowali lub kupowali żyjący jeszcze Polacy czy ich rodzice, budynki szkolne, pomniki, skwery, kościoły, parki, które projektowali, budowali, finansowali, sanatoria gdzie się leczyli, miejscowości turystyczne gdzie spędzali wakacje. To ziemia z cmentarzami matek, ojców, dziadków, pamiątkami z domów rodzinnych, zgliszczami, zasypanymi studniami, drzewami owocowymi sadzonymi przez dziadka. Mieszkańcy tych ziem to Polacy a nie kresowiacy czy tzw. kresowiacy (Piotr Zaremba w sobotnim poranku Radia Warszawa podczas dyskusji o filmie Wołyń) . Chcą odnaleźć szczątki rodziców, rodzeństwa, mężów, żon, dzieci, upamiętnić te miejsca. Polacy domagają się oficjalnego uznania zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach przez zbrodniarzy OUN UPA za zbrodnię. Tak jak chcemy by zbrodnia dokonana w Katyniu na Polakach nazywana była zbrodnią. Tak jak zbrodnia dokonana w imię ideologii marksistowskiej na Polakach zsyłanych na „nieludzką ziemię” i mordowanych w gułagach. Chcemy pamiętać o zagładzie na Kresach i o dziedzictwie Kresów tak jak Żydzi (również pracownicy Muzeum POL-in szkolący autokary dzieci, młodzieży przyjeżdżających specjalnie do Muzeum) pamiętają o zbrodni dokonanej przez Niemców i o kulturze diaspory żydowskiej. Tak jak zbrodnię dokonaną przez Turcję na Ormianach chcemy nazywać zbrodnią ludobójstwa. Czy Przemysław Żurawski vel Grajewski skomentuje te zachowania zgodnie z filozofią ze swego eseju: „ nurt zmierzający do skłócenia Polaków z narodami „kresowymi” (sic!) nabiera rosnących cech świadomej (tzw. pożyteczni idioci) rosyjskiej agentury wpływu”. Czyją rację prezentuje doradca Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej?

Piotrowi Zychowiczowi polecam poniższy tekst, by podczas kolejnej dyskusji o filmie Wojciecha Smarzowskiego zaniechał stwierdzeń, iż Ukraińcy nie mieli szans na obejmowanie stanowisk w II RP. Takie same stanowiska pełnią dzisiaj w Polsce.

„Poldek wziął mnie na polowanie, gdzieś za Starym Samborem, zahumenie, cholera wie, gdzie. Najpierw tedy była podróż autem i łapanie zajęcy przez szofera w światła reflektorów, ja już zasypiałem ze zmęczenia, potem było trochę snu. Starsi pili, a o drugiej-trzeciej gajowy nas poderwał. – Idziemy na polowanie – rzekł głośno, jak gdyby z odcieniem kpiny. Sędzia Buczkowski, Ukrainiec, dał adres gajowego Poldkowi, gajowy nazywał się Chrząstowski i był Ukraińcem jak Buczkowski, Polakami zaś są szofer Zimmer, mały Chciuk i Sklenarz, chyba spolszczony Czech Sklenar, z Oleska pochodzi rodzina mego szwagra. Gajowy, stary wyga, na mnie nie zwracał uwagi, ale Poldek musiał go śmieszyć niewąsko. Poldek od miesięcy czytał „Łowca Polskiego”, szkolił się w fachowych nazwach zwierzyny – daniel, klempa, jeleń, łosza – choć dla mnie to wszystko była sarna, i a mniejsze to sarenka. Poldek przy stole żonglował terminami myśliwskimi, i Stasia wtedy była weń wpatrzona jak w słońce. „(Andrzej Chciuk, Ziemia Księżycowa)

 

A kiedy go z wami nie będzie –

Usypcie mu kurhan stepowy –

Aby słyszał, jak burzan pieśń gędzie

I wiatr stepem przewala się płowy…

By mu miesiąc wstający z limanów

Oczy prószył kitajką czerwoną…

I kląskanie by słyszał bocianów,

Gdy piórami lotnymi wiatr chłoną…

Niech tam orły dziobami pieśń skraszą,

A teorban piosenką zakwili…

Bo o wolę on waszą i naszą

Śpiewał – zanim odpoczął w mogile…

Niech tam zmierzchy siniejąc rozgarną

Błękit nieba najczystszy i skromny –

Aby nocą wieczyście już czarną

Patrzył w wszechświat ponad nim ogromny!

( Zygmunt Rumel, Na śmierć poety)


Dzieci ludobójstwa OUN UPA

„Dzieci Shoah” to francuski dokumentalny film, ukazujący wieloletnie działania niemieckiej dziennikarki, Beate Klarsfeld ( i jej męża) na rzecz odnalezienia i przekazania organom ścigania w Paryżu nazistowskiego zbrodniarza, Klausa Barbiego. Proces Klausa Barbiego odbył się w 1987 roku. Przez cały czas jego obrońca, Jacques Vergès, usiłował wykazać, że zachowanie Barbiego nie było gorsze niż działania kolonistów francuskich. Prowokował, twierdził na każdym kroku, że działalność nazistów specjalnie nie różniła się od tego, co robili Francuzi. Na nic się to zdało. Barbie dostał najwyższy możliwy wyrok – karę dożywotniego więzienia. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Beate_Klarsfeld)

W kwietniu 1944 roku na rozkaz Klausa Barbie, gestapo zabrało 44 dzieci ukrywających się w sierocińcu w miasteczku Izieu we włoskiej strefie okupacyjnej  i wywiozło je do Auschwitz-Birkenau, gdzie natychmiast dzieci zostały skierowane do komory gazowej. („Dzieci Shoah”, 20.10.2016,Planete+ HD)

„To była taka drewniana studnia, z daszkiem, wiadro na korbę spuszczane. Jakaś kobieta powiedziała dowódcy batalionu (Istriebitielnyj Batalion), że tam są dzieci powrzucane. Ja mówię, to ja tam wejdę …zobaczyłem ciała 21 malutkich dzieci potopionych … Wyciągali dzieci, ostatnie wpadło więc spuściłem się jeszcze raz” –wspomina świadek zbrodni dokonanej w ciągu jednej nocy pod Drohobyczem z inicjatywy UON UPA.

„Klaus Barbie w pełni zasłużył na miano „kata Lyonu„” . A na jakie miano zasłużyli ukraińscy faszyści prowadzący krucjatę w imię zbrodniczej ideologii przeciw co najmniej 130 000 mieszkańcom polskich wsi, kobietom, dzieciom, starcom, tylko za to, że byli innej narodowości (choć tego samego obywatelstwa), byli Polakami?

„ Dzieci, najczęściej kompletne sieroty, przeżyły potworny wstrząs patrząc na okrutną śmierć swoich rodziców i rodzeństwa, a następnie często ranne ruszały na tułaczkę, skazane na samotność i poniewierkę. Niektóre cudem uratowane kilkuletnie maluchy, same docierały do większych miejscowości (przypadki dwóch dziewczynek z kolonii Czmykos, które dotarły do Lubomia, czy trójki chłopczyków ze wsi Huszyn, którzy osiągnęli Kowel – jeden z nich został po dojściu zastrzelony), co jest wręcz nie do wiary. Dzieci były często trwale okaleczone i zeszpecone na skutek wyjątkowo barbarzyńskich metod zabijania. Dostawały trwałego rozstroju psychicznego, traciły mowę. Najczęściej zostawały na całe życie kalekami fizycznymi i psychicznymi. Większość z sierot umierała przedwcześnie, nawet wtedy, gdy znajdowała jakąś opiekę. A było to następstwem szoku, choroby sierocej, gwałtownego spadku odporności organizmu. Wiele z nich umierało. Zachowało się wiele relacji rodzin krakowskich, które przygarnęły sieroty kresowe, a potem patrzyły bezradnie, jak te dzieci gasną. Kompletne sieroty umieszczano najczęściej w ochronkach i sierocińcach, najpierw na terenach wschodnich, a potem także w Polsce centralnej (np. w Pieskowej Skale pod Krakowem), częścią z nich zajęły się polskie rodziny, niekiedy trafiały do rodzin ukraińskich. I tu i tam ich losy były różne. Czasem otrzymywały opiekę i ochronę, czasem zaś wykorzystywano je i poniżano.

Najbardziej smutne jest to, że po wojnie nie doczekały się należytej opieki państwa. Zmagając się ze swą tragiczną przeszłością, a często i kalectwem, zdane były na siebie. Nikt nie pomyślał o rentach ani innych niezbędnych formach pomocy. Zapomniano zarówno o nich jak i o ich cierpieniu. ( dr Lucyna Kulińska, Dzieci Kresów).

W 1997 roku w Krakowie, podczas sesji naukowej PAN i UJ nt.: „Polacy – Ukraińcy na przestrzeni dziejów”, dr Aleksander Korman omówił stosunek OUN UPA do ludności polskiej na terenie II RP i przedstawił 136 stosowanych przez terrorystów OUN UPA tortur fizycznych i okrucieństw wobec mężczyzn, kobiet i dzieci narodowości polskiej „ jakie poznałem w wyniku, wieloletnich, niezależnych prac badawczych, udokumentowanych źródłowo”. Wojtek Smarzowski w filmie „Wołyń” z wielką wrażliwością i taktem „zasugerował” widzom niewyobrażalne okrucieństwo tamtej zbrodni.

Za działalność na rzecz wyjaśnienia i rozliczenia nazistowskiej przeszłości niemiecka dziennikarka Beate Klarsfeld otrzymała Legię Honorową klasy IV i V oraz Narodowy Order Zasługi. Nazywanie zbrodni nazistowskiej po imieniu i sądzenie   winnych nie wpłynęło na stosunki francusko niemieckie. Ściganie i stawianie pod sąd zbrodniarzy nazistowskich było dla Beate Klarsfeld celem niezależnie od„pojednania” w 1962 Francji i Niemiec.

A jaką nagrodę otrzymują polscy i ukraińscy historycy prowadzący badania naukowe nad zbrodnią ludobójstwa OUN UPA, kronikarze gromadzący zeznania świadków, Stowarzyszenia Upamiętniania Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich, świadkowie zdarzeń i ich potomkowie przedstawiający udokumentowane fakty o skutkach i przyczynach zbrodniczej ideologii ? Prowadzą badania, dopominają się upamiętnienia i są z tego powodu dyskredytowani, ponieważ działa silne i liczne, profaszystowskie ukraińskie lobby, które „wyrzyna prawdę” w imię partykularnych interesów. Przykładem działania tego lobby  były wypowiedzi w programie „Warto rozmawiać” z 20.10.2016. Historyk „demokracji”, Kazimierz Wóycicki, niczym obrońca Klausa Barbiego, Jacques Vergès , usiłował wykazać, że zachowanie OUN UPA nie było gorsze niż działania Armii Krajowej. Nie widział powodu do „eksponowania”(czy Żydzi „eksponują” shoah?) zbrodni OUN UPA, wystarczy akt pojednania między przywódcami państw. Jako przykład podaje pojednanie polsko niemieckie i krytykuje „przeakcentowanie sprawy Wołynia, co bardzo emocjonalnie robi ks. Tadeusz Isakowicz -Zaleski i co przeczy polskiej racji stanu. My się mamy godzić”. Odpowiedź historyka ukraińskiego Wiktora Poliszczuka : Między narodem polskim i ukraińskim nie było i nie ma konfliktu, stąd mowa o polsko-ukraińskim pojednaniu jest bezprzedmiotowa. Na styku polsko-ukraińskim istnieje jedynie problem zbrodniczej działalności OUN i jej struktur zbrojnych.

Zanim biskupi polscy wystosowali list do biskupów niemieckich w 1965 roku, w latach 1945-1946 odbył się proces norymberski, który skazał na śmierć niektórych nazistów niemieckich. „Pogodzony” z rządem RFN (uzyskiwał również od tego rządu pomoc) Polak, Szymon Wisenthal do śmierci ścigał zbrodniarzy nazistowskich   i ukraińskich.  Działania  Beate Klarsfeld „nie przeczyły” ani niemieckiej ani francuskiej racji stanu. „Kto popełnił ludobójstwo, kto pomagał wysłać na śmierć niewinnych ludzi, nie ma prawa umrzeć w pokoju „- twierdził Szymon Wiesenthal.

Beate Klarsfeld i jej mąż nie zostali oskarżeni o podburzanie do nienawiści między Niemcami i Francuzami za rozliczenie nazistowskiej przeszłości.

„Nad milczeniem wokół mordów wołyńskich przez długie jeszcze lata unosić się będzie męczeński cień. Nad tym milczeniem wisieć będzie ból wyrzynanych wówczas, w strasznych latach 1942-1947, tych, którzy bez jakiejkolwiek winy każdego dnia, każdej nocy powiększali liczbę ofiar rozwścieczonego nacjonalizmu ukraińskiego – Polaków i Ukraińców, starców, mężczyzn w kwiecie wieku, młodzieńców, kobiet, dorastających dziewcząt, dzieci, niemowląt. Pamięć o ich cierpieniu będzie przechodzić z pokolenia na pokolenie do czasu, aż władze państwowe w Polsce i na Ukrainie potępią sprawców tego ludobójstwa, nazywając ich po imieniu. Znany na Zachodzie, osiadły po wojnie w Londynie, mający dziś ponad 90 lat ukraiński demokrata Mychajło Demkowycz-Dobrianśkyj, pisał o stosunkach polsko-ukraińskich: „Niemożliwym jest zapomnieć przeszłości, która bardzo boli. Tę przeszłość można jednak pokonać pod warunkiem, że poznamy pełną prawdę o niej. (…) Poznać prawdę, aby pokonać przeszłość, a nasz ból oddać w ofierze lepszej przyszłości obu narodów oraz ich nie tylko dobrosąsiedzkich stosunków, ale też przyjacielskiej współpracy”.(Wiktor Poliszczuk, ukraiński historyk, Potępić UPA 1998r)

„Jeśli ktoś argumentuje, że OUN-UPA była formacją narodowo-wyzwoleńczą, oznacza to jedynie, że padł ofiarą głębokiego zakłamania zmasowanej, agresywnej propagandy nacjonalizmu ukraińskiego. OUN Bandery, która była twórcą UPA, do marca 1943 roku faktycznie współdziałała z hitlerowcami. Do końca 1942 roku do dyspozycji faszystów niemieckich była formacja banderowska w postaci byłych batalionów „Nachtigall” i „Roland”, które zostały przekształcone w batalion Schutzmannschaften. Do końca 1942 roku banderowcy ci służyli hitlerowcom. Do marca-kwietnia 1943 roku Niemcom podlegała Ukraińska Policja Pomocnicza – ideologicznie i organizacyjnie podporządkowana OUN Bandery. Mówienie więc, że OUN UPA walczyła z Niemcami i dlatego stanowiła formację narodowowyzwoleńczą narodu ukraińskiego, ma swoje źródło w arsenale propagandy politycznej, a nie w historii. Jest inny aspekt tego problemu. Mianowicie – bezpodstawne przyjęcie przez politykę i nawet utożsamienie przez naukę polską pojęcia walk o utworzenie państwa z pojęciem ruchu narodowowyzwoleńczego. Nie każde dążenie do utworzenia państwa jest równoznaczne z wyzwoleniem narodowym. Prawdą jest, że OUN Bandery dążyła do utworzenia ukraińskiego państwa typu faszystowskiego, ale takiego państwa nie chciał naród ukraiński. Z enuncjacji samych nacjonalistów ukraińskich wynika, że ludność ukraińska bała się banderowskiej „Służby Bezpeky” bardziej niż NKWD czy gestapo. Faszyzm jest narodowi ukraińskiemu tak samo obcy, jak i bolszewizm; naród ukraiński nie pragnął państwu banderowskiego.”(Wiktor Poliszczuk).

Piotr Tyma nie dziwi się, iż władze ukraińskie nie zdecydowały się na pokazanie filmu „Wołyń”, społeczeństwo nie jest przygotowane do pokazania mu zbrodni OUN UPA. A czy polskie kobiety, starcy, dzieci byli przygotowani na mordowanie ich przez sąsiadów zza płota podjudzanych przez banderowców?.

„Działacze nacjonalizmu ukraińskiego do perfekcji opanowali Goebelsowskie metody propagandy i posługiwanie się socjotechniką. Efektem tego są przeznaczone dla szkół podręczniki, publikacje, slogany, zbitki słowne w postaci „wzajemnego przebaczenia” itp. “(Wiktor Poliszczuk). Do tego gatunku propagandy zaliczają się filmy jak „Żelazna sotnia”, na którym wychowuje się młode ukraińskie pokolenie. Nic dziwnego, iż taką wykładnię historii  słychać było w programie Jana Pospieszalskiego.

Skoro nie możemy filmu „Wołyń” pokazać na terenie Ukrainy proponuję wyświetlać film na przejściach granicznych, które przekracza tysiące obywateli ukraińskich przyjeżdżający do Polski do pracy, obywatelom, którzy otrzymali Kartę Polaka ( a nie są Polakami), studentom ukraińskim otrzymującym  stypendia na polskich uczelniach itp. A może pokazać  na terenie polskich szkół i kościołów, utrzymywanych przez polskich podatników, w których uczy się polskiego, według polskiego konsula ze Lwowa, rocznie 200 000 Ukraińców?

Szkoda, że w TVP nie było transmisji z ważnego wydarzenia, dyskusji o filmie “Wołyń” Wojtka Smarzowskiego“ podczas spotkania w Przystanku Historia “Między swastyką a czerwoną gwiazdą” z udziałem Piotra Zychowicza, Witolda Szabłowskiego, autora książki Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia oraz pisarza, Stanisława Srokowskiego. „Dobrze, że wreszcie kawał polskiej historii został zobrazowany, dobrze że wreszcie powstała tama, która przeczy kłamstwu i fałszom, które do tej pory istniały. Wyjaśnić należy tytuł, Wołyń to tylko symboliczne ujęcie dramatu, bo ludobójstwo  objęło inne województwa, tarnopolskie, lwowskie, lubelskie, poleskie i krakowskie. Była pewna historyczna rzeczywistość, wielki dramat, w moim przekonaniu największy dramat w Polsce. Polacy zamieszkali na Kresach przeżyli 3 ludobójstwa, niemieckie, sowieckie i ukraińskie. Żaden inny naród nie przeżył w ciągu 5 lat takiego dramatu. Znakomity, odważny i najlepszy polski reżyser zobrazował ten dramat. Fałszywym jest zadawanie pytania co na to Ukraińcy, Rosjanie, Niemcy, Żydzi, pytajmy co na to Polacy, którym pokazujemy kawał rzeczywistości i czy film udźwignął ogromny ciężar tego kataklizmu. To co widzimy na ekranie w dużym skrócie dotyczy 1943 roku, problem ludobójstwa dotyczy szerszego odcinka czasowego i geograficznego, masowe morderstwa zaczynają się we wrześniu 1939 roku ( morderstwa „niemasowe” mają miejsce od 1918 roku). Czy ten film pozwoli Polsce odzyskać godność po 70 latach zakazywania tego tematu? A odwet? Odwet to bezradność Polaków i niegodzenie się na straszliwą rzeź. Lud wyklęty, którym się nikt nie interesował, bez państwa, wojska, policji z pełną świadomością,  iż następnej nocy czeka ich  to samo, co sąsiadów, którym przyszli z pomocą. I nie było różnicy między Polakami i Ukraińcami na wsi  w dostępie do oświaty i kultury i organizacji, zapewniała to Konstytucja. A jeśli chodzi o dostęp do ziemi to po reformie rolnej w 1920 roku było do objęcia w trzech województwach 300 000 ha ziemi. 220 000 ha przeszło w ręce Ukraińców a 89 000 w ręce polskie, równość też była w dostępie do wyznania. A jeśli chodzi o świadomość narodową to w połowie  XX wieku połowa ludu rusińskiego przyznawała się do tradycji rusińskiej, na co istnieją dowody w postaci prowadzonych badań „. (Stanisław Srokowski). Wszyscy prelegenci zgodnie podsumowali, iż film jest bardzo ważny, prawdziwy i potrzebny i źle się stało, iż został „zakazany” na Ukrainie.

Tablica upamiętniająca dzieci z Izieu, z ich nazwiskami i podaniem przyczyny ich zagłady, znajduje się na ścianie domu przy placu ich imienia w Paryżu.

W domu w Izieu, gdzie ukrywały się dzieci, urządzono muzeum, które w kwietniu 1994 uroczyście otworzył prezydent Francji François Mitterrand.

Niestety, nie ma śladu po 2000 wsiach na Ukrainie, zburzone domy, wycięte drzewa, na których wieszano dzieci, zasypane studnie, do których wrzucano porąbane ciała ludzkie. Niekiedy w lesie jabłonka sugeruje, iż była tu kiedyś wieś. Wszystko dzieje się zgodnie w wytycznymi, „wobec wrogiego elementu należy się wykazać takim okrucieństwem, by dziesiąte pokolenie nie patrzyło w stronę Ukrainy”.

Natomiast powstało około 100 pomników morderców „dzieci ludobójstwa OUN UPA”  i liczba ich rośnie. Za wiedzą rządu ukraińskiego i za pieniądze bogatej, kanadyjskiej  diaspory ukraińskiej.

Bożena Ratter



Zoologiczny nacjonalizm ukraiński

„Tymczasem niepodległej Ukrainy jeszcze nie ma. Oni sami nie chcą uznać Ukrainy Radzieckiej za niepodległą. Mają na swych plecach  wielomilionowy garb całkowicie zruszczonych „chochołów”. A jednak upajają się wizją mocarstwowej Ukrainy, już nie od Bugu i Sanu, lecz od Lublina i Krakowa aż po Kaukaz. Na podstawie tej swojej, trzeba przyznać to, fantastycznej wizji, owi haliccy wizjonerzy patrzą na nas Polaków lekceważąco ze swojego urojonego majestatu. Oczywiście przy takiej podstawie nie da się zbudować jakichś lepszych stosunków polsko ukraińskich.(…)Wreszcie nie trzeba zapomnieć o istnieniu licznej, ruchliwej i dobrze zorganizowanej emigracji ukraińskiej na zachodzie. Szczególnie Kanada jest jej istnym bastionem” – (Wspomnienia z Kazachstanu , ks. Władysław Bukowiński (1904-1974), Biblioteka Spotkań, Lublin 1980).

Czy tylko patrzą lekceważąco?

„W Kanadzie już po pierwszych miesiącach mego tutaj pobytu zetknąłem się z wręcz zoologicznym nacjonalizmem ukraińskim, z nienawiścią do wszystkiego, co polskie. Ja, wychowany w duchu patriotyzmu ukraińskiego, ukształtowany na klasyce polskiej, ukraińskiej, rosyjskiej, zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej, nie mogłem się pogodzić z takim spojrzeniem na świat i na ludzi, dlatego też, jak i w związku ze świadomością tego, czego dopuścili się banderowcy na Wołyniu wobec ludności polskiej, podjąłem decyzję o poszukiwaniu materiałów stanowiących bazę moich badań nad nacjonalizmem ukraińskim”. (Wiktor Poliszczuk, Potępić UPA).

Ideą przewodnią działań Poliszczuka było zdjęcie odium zbrodni z narodu ukraińskiego i wskazanie jednego i wyłącznego odpowiedzialnego – Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), która kierowała się zbrodniczą, neopogańską, darwinistyczną i rasistowską ideologią autorstwa Dmytro Doncowa, która zatruła umysły wielu Ukraińców, stając się zaczynem wielkiej zbrodni, zwyrodnienia jednostek i grup. „ To wy, wyznawcy obłąkańczej ideologii Doncowa jesteście odpowiedzialni za zbrodnie dokonane na Polakach, Żydach, Rosjanach, Czechach, wreszcie na samych Ukraińcach” – pisze Poliszczuk.

Ta publikacja  Wiktora Poliszczuka powinna znaleźć się w ręku każdego historyka, polityka, publicysty, nauczyciela i naukowca. To praca oparta na bogatym materiale dokumentalnym z ukraińskich archiwów, który w latach 90 nie był jeszcze pod nadzorem „postbanderowców”.

„Jeszcze przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej banderowcy w ramach armii hitlerowskiej utworzyli dwa bataliony — Nachtigall oraz Roland. Pierwszy z nich razem z hitlerowcami wszedł do Lwowa, jego żołnierze pomagali hitlerowcom wyciągać z domów profesorów lwowskich, ich obecność we Lwowie stanowiła bodziec do rozprawiania się miejscowych nacjonalistów ukraińskich z ludnością żydowską, te pogromy w pierwszych dniach lipca przeniosły się na całą Galicję. W grudniu 1941 roku oba bataliony zostały przekształcone w 201 batalion Schutzmannschaft, który dokonał pacyfikacji wsi białoruskich. (…)

OUN Bandery miała do dyspozycji „Służbę Bezpieky” – SB, coś w rodzaju hitlerowskiego gestapo – uzbrojonych fanatyków, którzy terroryzowali miejscową ludność ukraińską, zmuszając ją do wstępowania do UPA i do tworzenia tzw. SKW – Samoobronnych Kuszczowych Widdiliw, w skład których wchodzili miejscowi mężczyźni, a czasem nawet kobiety i dziewczęta.

Członkowie SKW na wezwanie OUN-UPA stawali do jej dyspozycji, przeważnie uzbrojeni w siekiery, dlatego ich sami nawet dowódcy SB nazywali- „siekiernikami” (sokyrnyky). Ta siła zbrojna wiosną 1943 roku, na rozkaz OUN Bandery, rozpoczęła masowe wyrzynanie polskiej ludności cywilnej, stosując przy tym kilka różnych metod. Najpopularniejszą z nich było otaczanie polskiej wsi, przysiółka lub kolonii o północy lub nad ranem, po czym jedna fala napastników, włamując się do domów, mordowała wszystkich pod rząd, druga fala dokonywała rabunku mienia. Nacjonalistom ukraińskim wcale nie chodziło o przesiedlenie, ani nawet o wypędzenie Polaków, bo przesiedlony lub wypędzony, po zmianie określonych warunków, może powrócić. Chodziło o wymordowanie całej polskiej populacji.” (Wiktor Poliszczuk, Potępić UPA)

“W Warszawie mieszka nacjonalista ukraiński, obywatel RP o nazwisku Mikołaj Siwicki (Mykoła Sywyćkyj), rodem  z powiatu dubieńskiego, który w latach PRL uzyskał doktorat z literatury ukraińskiej. Jest on przedstawicielem wydawnictw OUN Melnyka w Polsce. Zebrał on selektywnie wybrany materiał, dotyczący stosunków polsko-ukraińskich, i wydał go w trzech tomach, pisząc przy tym swoją przedmowę. W niej twierdzi, że Polacy przez wieki gnębili Ukraińców, a ci, gdy gnębienie osiągało apogeum wyrzynali Polaków. To stanowisko M. Siwickiego nie jest następstwem jego ignorancji w zakresie nauki historii, nie jest też skutkiem jego krótkowzroczności. Jest to stanowisko wyrażające nienawiść do wszystkiego co polskie, jest to próba usprawiedliwienia ludobójstwa, dokonanego przez OUN-UPA, jest to potwarz, rzucona pod adresem narodu ukraińskiego. Gdyby bowiem przyczyny mordowania polskiej ludności cywilnej leżały w zaszłościach historycznych, i to sięgających połowy XVII stulecia, to czym wytłumaczyć mordy masowe na Ukraińcach, dokonywane przez OUN-UPA?(80 000 Ukraińców zamordowano). Poza tym – czyżby w 1943 roku, w czasie okupacji hitlerowskiej, gnębienie Ukraińców przez Polaków znalazło się w stadium apogeum, że właśnie wtedy „Ukraińcy” zaczęli wyrzynać Polaków? Analiza zebranego przez M. Siwickiego materiału i jego przedmowy dowodzi, że tenże M. Siwicki propaguje nienawiść do narodu polskiego”. (Wiktor Poliszczuk, Potępić UPA)

Niestety, nie tylko Siwicki propaguje nienawiść, takich jak on są  tysiące, w Polsce, Kanadzie, Ameryce, Ukrainie, sobowtóry Mikołaja Siwickiego znajdują się w polskim rządzie, mediach, w polskich ambasadach, konsulatach, szkołach, uczelniach, sądach, lasach, kościołach itp.

“Moje posłanie skierowane jest do braci Polaków. Nie do prezydenta RP, nie do rządu, nie do sejmu i senatu, nie do Jerzego Giedroycia, Adama Michnika czy Jerzego Turowicza, nie do tych, którym świat przesłania dziś jeden cel: robienie pieniędzy. Moje posłanie skierowane jest do braci Polaków bez względu na ich wiek i miejsce pochodzenia, bez względu na ich przekonania polityczne. Zwracam się do Polaków, którzy potrafią odczuć do dziś trwający ból po utracie swoich najbliższych, co padli z rąk banderowskich, do chłopów, robotników, inteligencji, do polityków, byłych żołnierzy, podoficerów, oficerów i generałów Wojska Polskiego, którzy w 1944 roku musieli opuścić Kresy Wschodnie II RP, aby wstąpić w szeregi wojska walczącego przeciwko hitlerowskim Niemcom. Zwracam się do wszystkich uczciwych Polaków, którzy nie zatracili wrażliwości na krzywdę sprzed 55-ciu laty. Zwracam się do ich dzieci i wnuków, dla których dziś skróty „OUN” czy „UPA” nic nie mówią, ale którzy nadal źle postrzegają Ukraińców w ogóle, chociaż ich animozje winny być skierowane wyłącznie do ukraińskich struktur nacjonalistycznych. Zwracam się także do tych, którzy świadomi są przyszłych możliwych zagrożeń dla Polski, i nie tylko dla niej, ze strony nacjonalizmu ukraińskiego.

Zwracam się z gorącym apelem:

Róbmy wszystko, aby doprowadzić do potępienia przez władze Polski OUN, jako organizacji typu faszystowskiego, która była organizatorem sił zbrojnych zwalczających polski żywioł na Kresach Wschodnich II RP, realizując przez to założenia ideologiczne i programowe nacjonalizmu ukraińskiego …(Wiktor Poliszczuk, Potępić UPA) A władze Polski  tego nie czynią, to absurdalne.

Przez lata zbierane były świadectwa zbrodni. Czynili to nieliczni „wrażliwi  na krzywdę sprzed 55 lat”, efektem są spisane  przez państwa Siemaszków oraz pana Szczepana Siekierkę zeznania świadków, publikacje w postaci książek i periodyków jak „Na Rubieży”,  badania naukowe prowadzone przez profesorów i doktorów, upamiętnianie zbrodni przez tablice, pomniki, obchody rocznic, konferencje, filmy (Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, 27 WDP AK, Towarzystwa Kresowe i Pamięci o Wołyniu itp.). I odważne publikacje ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego, za które do dzisiaj jest szykanowany. Wszyscy oni domagali się potępienia przez władze Polski OUN.

Dzięki wspaniałemu, odważnemu reżyserowi Wojciechowi Smarzowskiemu,  możemy zobaczyć najlepszy polski dokument historyczny w powojennej kinematografii. Dokument Smarzowskiego pokazuje tę część historii Polski, która pozostawała przez kilkadziesiąt lat białą plamą, historię której do dzisiaj nie ma w podręcznikach i nadal jest zakazywana. To wielkie dzieło dla nas i dla potomnych, dziękuję.

Wojciech Smarzowski częściowo spełnił  posłanie Wiktora Poliszczuka,  pokazał  skrywaną zbrodnię OUN nie tylko dzieciom i wnukom tych, którzy doświadczyli wielkiej  traumy jako świadkowie  zagłady bliskich, ale nam wszystkim, uczciwym i wrażliwym Polakom, którzy chcemy znać prawdę. Prawda o “Wołyniu” to prawda o dzieciach z sierocińców, skazanych  na samotność w dorastaniu i nocne koszmary ze scenami  bestialskich mordów najbliższych, wyrzuconych z rodzinnych domów i ziemi ojczystej w obce tereny tzw. Ziem Odzyskanych, gdzie powtórnie przeżywają wykluczenie społeczne wskutek zbrodniczej polityki reprywatyzacyjnej III RP. Samotni bo ich dzieci i wnuki wędrują za chlebem, biedni bo za pracę w gospodarstwach rolnych otrzymują głodowe renty, biedni, bo zlikwidowano miejsca pracy, zaniedbani bo likwidowane są ośrodki zdrowia, apteki, komunikacja itp.

Tylko czy jest w nas jeszcze wrażliwość na zbrodnię ludobójstwa? Tzw.  “czarny marsz” stawia ten znak zapytania.

Ukraińska „Służba Bezpeky” towarzyszyła też prawnikowi, Stanisławowi Mikke podczas prac ekshumacyjnych w Charkowie w 1996 roku.

„Wczoraj do „naszego” sanatorium przyjechała kilkudziesięcioosobowa grupa ukrainistów. Początkowo poinformowano nas, że będzie to zjazd nacjonalistów ukraińskich, co niektórych zaniepokoiło. Spotykamy ich tylko na śniadaniach. Pozostałe posiłki mają o innych porach. Młoda kobieta, która przyjechała podobno z Kanady, natychmiast przeniosła się do hotelu. Przeraził ją stan łaźni i toalety. To bardzo zróżnicowane towarzystwo nie nawiązuje z nami jakichkolwiek kontaktów. Nie odpowiadają, wśród nich duchowny prawosławny, nawet na poranne pozdrowienia. Czyżby powiedziano im o nas coś, co spowodowało ową demonstracyjną niechęć? A jeśli tak, to co przekazano? (…)

Po chwili pojawił się kagiebowiec Murzin z dwoma biznesmenami o wyglądzie gangsterów. Kiedyś zmuszony byłem skorzystać z podwiezienia przez nich, z cmentarza do bazy, opancerzonym, ważącym 4,7 tony mercedesem 500 SL, wykonanym na specjalne zamówienie. Traktowali mnie wówczas jak powietrze.

Teraz, widząc wylewne powitanie przez zastępcę prokuratora generalnego, jeden z „biznesmenów” przywitał się ze mną również z wielką serdecznością i nawet nisko się skłonił. (…) Z polskimi prokuratorami przyjechał także prokurator wojskowy Amons z Kijowa. Już w „sanatorium”, podczas swobodniejszej i w wąskim gronie rozmowy, kiedy przyzna się do dalekich polskich korzeni i tego, że jego ojciec pracował w polskiej prokuraturze wojskowej po zakończeniu wojny w najgorszych stalinowskich czasach, będzie opowiadać, że pod koniec lat osiemdziesiątych przeprowadzono sondażowe prace ekshumacyjne w Bykowni koło Kijowa, gdzie najprawdopodobniej zostało pogrzebanych kilka tysięcy zamordowanych Polaków. W toku tych prac zabezpieczono… cztery bańki (!) złotych przedmiotów, w tym złotych koronek, medalików, obrączek. Gdy on przejął sprawę, pozostało zaledwie kilka sztuk złota. Usiłował dociec, co się stało z resztą z zawartości owych czterech pojemników. Odnalazł pismo polecające przekazanie złotych przedmiotów protokolarnie. Ale protokołu nie było. Życzliwi koledzy zapytali go w końcu retorycznie, czy ma żonę i dzieci. I doradzili, żeby dla własnego dobra poniechał dalszego śledztwa. (Stanisław Mikke, Śpij mężny w Katyniu, Charkowie i Miednoje)

A jaki jest powód poniechania  przez władze i gremia „opiniotwórcze” państwowej, stosownej do wielkość dzieła, premiery filmu „Wołyń”?.

Bożena Ratter


Powrót