Z 9 na 10 kwietnia 1944 r. ( z Wielkanocy na Poniedziałek Wielkanocny) we wsi Hanaczów pow. Przemyślany upowcy zabili 66 Polaków, z czego 26 w Hanaczowie, a pozostałych w przysiółkach. Bagnetami zakłuli matkę z 5 dzieci od roku do 7 lat a ojca ciężko poranili (Motyka…, s. 387; Ukraińska…). „Około godz,1,30 patrole prowadzące podsłuch na krańcach wsi zauważyły, że do wsi zbliżają się ogromne grupy banderowców. „Głóg ” po otrzymaniu tego meldunku natychmiast zarządził alarm i z częścią oddziału zapasowego wyruszył na linię obrony. Kpt. „Julian” pomimo wysokiej gorączki wstał z łóżka. Por. „Darling” adiutant kpt. „Boska” na bieżąco informował go o przebiegu walk z banderowcami. W kilka minut później płonęły już pierwsze domy na skraju wsi, które ocalały podczas pierwszego napadu. Banderowcy zaczęli ostrzeliwać „Trójkąt obronny” z pięciu cekaemów. Po około 20 minutach intensywnego ostrzału przepuścili atak z czterech stron Dopuszczeni na odległość kilkunastu metrów do dobrze zamaskowanych punktów obrony, mieszczących się przeważnie w spalonych ale murowanych budynkach, powitani zostali gradem kul –ponosząc duże straty. /…/ Niektórym licznym grupom UPA, pomimo dość skutecznego ognia partyzantów sowieckich i żydowskich, prowadzonego z zabudowań gospodarczych, udawało się docierać pod ogrodzenia kościoła. Obrzucano ich tam granatami – sytuacja stawała się tragiczna – obrona zaczęła się łamać. Wtedy „Głóg” po krótkiej naradzie z obecnymi tam członkami z dowództwa obrony., podjął desperacką decyzję zaatakowania banderowców od tyłu. „Jurand ” , dysponując z rozkazu dowództwa obrony zapasem broni i amunicji, uzupełnił jej braki. W tym czasie kobiety, dzieci i starcy modlili się wspólnie w kościele








