Zamknięci byliśmy przez całe trzy tygodnie, tramwaj nie chodził, lampy się nie świeciły na ulicach, kamienice pozamykane na klucz, a na schodach straż trzymać musieli wszyscy lokatorzy po porządku. Jeść nie mieliśmy wiele, bo i chleba brakowało, i mięsa, ale dziękowaliśmy Bogu bo i tak było u nas lepiej aniżeli w mieście. Jeszcze tydzień takiej gospodarki, a byliby ludzie z głodu marli. Po tych okropnych dniach i 22 nieprzespanych nocach, RANO 22 LISTOPADA WSTAŁ DZIEŃ CUDOWNY, PROMIENNY, SŁONECZNY, a obudziły nas krzyki i grzmot wystrzałów coraz bliższych ulicy Kurkowej, więc wszyscy w strachu, że to wrogi nadchodzą, biegną do kaplicy – pisze w liście do córki Maria z Gorazdowskich Machalska. Maria mieszkała na plebani kościoła św. Mikołaja, gdzie jej starszy brat-ksiądz kanonik Zygmunt Gorazdowski był proboszczem.